Kobieta Jesse Strang

Dzisiejsza informacja prasowa o tym, że pewna młoda kobieta wdarła się do szkoły średniej w Tumbler Ridge w Kandzie i zastrzeliła kilka osób, w tym uczniów, natychmiast wydała mi się, jeśli nie podejrzana, to co najmniej dziwna. Masowe morderstwa nie są „specjalnością” kobiet i zdarzają się szalenie rzadko (nie potrafię wymienić niczego takiego poza przypadkiem Aileen Wuornos). Kobiety z reguły nie dokonują tego typu egzekucji, a w tej sytuacji najwyraźniej to egzekucja miała miejsce.

Chwila dalszego szukania w Internecie potwierdziła moje domysły. Informacja była błędna i świadomie przekłamana. Zabójcą okazał się Jesse Strang, transpłciowy mężczyzna, który proces tranzycji rozpoczął dopiero kilka lat temu, ale przedstawiany jest przez liberalne media, a nawet policyjne meldunki, jako „kobieta”. To on zastrzelił 9 osób, 25 ranił, a sam popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.

Jednym z najbardziej podstępnych i destrukcyjnych procesów cywilizacyjnych naszego wieku jest cenzura korygująca, skrajnie obłudna i amoralna, a coraz powszechniej uprawiana przez „nowy wspaniały świat” lansujący totalny permisywizm. Ta cenzura nie zakazuje. W miejsce zakazów oferuje przyjemność, stabilność i brak stresu. Jej skutkiem, wyraźnie widocznym już w naszej psychice, jest lawinowo postępujący zanik zdolności rozpoznawania sprzeczności. Coraz częściej nie tylko bez problemów połykamy, ale coraz bardziej ochoczo akceptujemy wszystkie logicznie wykluczające się stwierdzenia, przez moment nawet nie odbierając ich jako problemu poznawczego czy moralnego. W świecie zdominowanym przez obraz, skrót i emocję łatwo traci się zdolność myślenia sekwencyjnego, łatwo przestaje się łączyć przyczyny i skutki oraz – co gorsza – zatraca się wrażliwość na sprzeczności, nawet gdy są ewidentne i uderzające. Jesse Strang nie był kobietą. Był mężczyzną, biednym i zagubionym frustratem, któremu zamiast tranzycji płciowej społeczeństwo powinno było zaproponować stosowną kurację psychiatryczną, bo być może wówczas zdołanoby zapobiec tej tragedii.

Kilka epilogów

Ramon Novarro. Aktor pochodzący z Meksyku, główny konkurent Valentino, ale i jego dobry znajomy.  Zdeklarowany homoseksualista. Wiedząc o tym, Valentino podarował mu wielki, sztuczny penis, który w przyszłości stał się narzędziem zbrodni. Pod koniec lat 60., niemal 70-letni gwiazdor zaprosił do domu niejakich braci Ferguson. Chciał, aby uprawiali z nim seks. Plany braci Ferguson były jednak inne: pobili Navarro sztucznym penisem, którego aktor otrzymał 40 wcześniej od Rudolfa, i zaczęli przetrząsać dom w poszukiwaniu pieniędzy. W wskutek pobicia Ramon zmarł – zakrztusił się własną krwią,  Fergusonowie zbiegli, zabierając ze sobą jedynie 20 dolarów.

Sherwood Anderson. Najbardziej znaną książką tego amerykańskiego pisarza jest zbiór opowiadań „Miasteczko Winesburg”. Anderson był wielkim entuzjastą twórczości Hemingwaya, wiele też podróżował. Śmierć dopadła go właśnie w trakcie jednej z jego wypraw: podczas picia martini w Panamie, Sherwoodowi wpadła do gardła wykałaczka, na którą nadziana była oliwka. Pisarz połknął ją, ale wykałaczka poważnie poraniła jego wnętrzności. Anderson zmarł na zapalenie otrzewnej.

Tennessee Williams.  Autor słynnego „Tramwaju zwanym pożądaniem” czy „Kotki na gorącym, blaszanym dachu”, laureat Nagrody Pulitzera. Koniec, jaki go spotkał, był dość niezwykły: Tennessee udławił się podczas aplikowania sobie kropli do oczu… nakrętką, którą trzymał w zębach! Miał 72 lata.

Aldous Huxley. Autor „Nowego wspaniałego świata” był entuzjastycznym zwolennikiem stosowania środków psychoaktywnych, prowadził nawet własne badania nad meskaliną i LSD. Owocem tych fascynacji psychotropami jest książka „Drzwi percepcji”. Obie wyżej wymienione substancje towarzyszyły Huxleyowi także w ostatnich momentach życia: odchodząc na raka krtani, twórca poprosił żonę o podanie mu dwóch dawek LSD, w sumie 200 mikrogramów. Umierający Aldous nie był już w stanie mówić, dlatego też swoją prośbę napisał na kartce.

Isadora Duncan. Twórczyni tańca współczesnego, skandalistka przełomu XIX i XX wieku. Szokowała ówczesną konserwatywną publiczność tańcząc boso, w obcisłym trykocie i z rozpuszczonymi włosami. Była bez wątpienia osobą niezwykłą i ekscentryczną i jej zgon także nie należał do pospolitych. Duncan udusił jej własny szal, który wkręcił się w koło wyścigowego kabrioletu Amilcar.

Olivia Goldsmith. W swojej debiutanckiej powieści „Zmowa pierwszych żon”, Goldsmith z bezlitosną złośliwością opisała postać kobiety (filmowe wcielenie Goldie Hawn), która nie może pogodzić się z upływem czasu. Pisarka zmarła 9 lat po wydaniu swojej książki. Przyczyną były… powikłania po operacji plastycznej.