Koincydencje

We wcześniejszym wpisie Asteria próbowałem opisać prześladujące mnie poczucie nierealności tej wyspy, poczucie, które towarzyszyło mi tam od pierwszej chwili i nie opuszczało mnie potem przez długie miesiące. Zastanawiałem się, czy miejsce, gdzie nie masz prawa umrzeć może być miejscem, gdzie możesz żyć. Tydzień temu, szukając pewnej, potrzebnej mi informacji, choć na całkiem inny temat, znalazłem przypadkiem – jak to wielokrotnie ma miejsce – znakomitą replikę Pauzaniasza, syna Kleombrotasa, dotyczącą tej samej sprawy. Otóż, gdy Delijczycy bronili swoich praw do wyspy, przemawiając przeciwko Ateńczykom, i mówili, że zgodnie z ich prawem kobiety nie mogą rodzić na ich wyspie, a umarli nie mogą być na niej chowani, Pauzaniasz słusznie zapytał: „Jakże to może być wasza ojczyzna, jeśli żaden z was ani tam się nie urodził, ani nie spocznie w przyszłości?”

Gortyna

Ruiny starożytnej Gortyny na Krecie. Dotarliśmy tam w samo południe, temperatura dochodziła do trzydziestu ośmiu stopni, mózg gotował się pod termitierą czaszki. Nadaremnie usiłowałem przypomnieć sobie imiona synów Dedala i pewnej Gortynianki bez imienia, którzy według legendy jako pierwsi zaczęli rzeźbić w marmurze. Wspomina o nich Pauzaniasz. Byli to Dopojnos i Skyllis.

Zanes

Zanes. Jeżeli byłeś kiedyś w Olimpii, mijałeś je wchodząc przez Krypte, łukowe przejście dla zawodników i sportowców, w przestrzeń stadionu. Cokoły znajdują się tuż przed Krypte i do dziś przetrwało ich szesnaście. W starożytności zwieńczały je wykonane w brązie posągi Zeusa, zwykle dzieła najlepszych ówczesnych artystów. Były poświęcone Zeusowi, a finansowano je z kar pieniężnych nałożonych na sportowców, którzy nie przestrzegali lub też naruszali zasady igrzysk. Nota bene, oprócz tego typu grzywien sędziowie olimpijscy mogli ordynować kary cielesne lub nawet wykluczenie zawodnika z igrzysk, jeżeli przewinienie było szczególnie poważne. Posągi, z tabliczką na piedestale ujawniającą imię przestępcy i rodzaj wykroczenia, co miało hańbić zarówno jego, jak i  miasto, które reprezentował, nie przypadkiem więc umieszczono w miejscu aż tak eksponowanym – miało to zniechęcić innych zawodników do oszukiwania podczas zawodów. Według Pauzaniasza, pierwszy Zanes został wzniesiony, kiedy nijaki Eupolos z Tesalii ukarany został grzywną za przekupienie trzech przeciwników w boksie. Innym był pankratiasta z Aleksandrii, Sarapion, ukarany za tchórzostwo, ponieważ stchórzył i uciekł ze świętych terenów Olimpii w przeddzień Igrzysk.

Jeszcze Pauzaniasz

Jeszcze Pauzaniasz. Z jego „Przewodnika” trudno byłoby wywnioskować cokolwiek o przyrodzie miejsc, które odwiedza. Przyroda nie istnieje dla Pauzaniasza. Jeżeli zdarza mu się wspomnieć o źródle, to tylko dlatego, że kąpała się w nim jakaś bogini, gdy pisze o jakiejś grocie, to jedynie po to, by zaznaczyć, że urodził się w niej bóg, gdy znajdziesz wzmiankę o jakiejś górze, to tylko z powodu znajdującego się tam sanktuarium. Nie opisuje przyrody, nie postrzega jej, nie przypisuje jej żadnego znaczenia. W Księdze 10 zabiera nas do świątyni Apollina w Delfach, ale próżno tam szukać choćby jednego zdania o spektakularnym położeniu wyroczni, uczepionej stoku masywu Parnasu, z widokiem na wąwóz Plejstos, malowniczo przechodzący w równinę Amfisy. Pauzaniasz, podobnie jak wszyscy jego współcześni, potrafi zachwycać się dziełem ludzkich rąk, ale nigdy przyrodą.

Impresje greckie

Archestratos to kulinarny Pauzaniasz. Był Grekiem z Sycylii, autorem gastronomicznego poematu Hedypatheia (Słodkie doświadczenie), podróżnikiem kulinarnym, który cały ówczesny świat grecki przemierzył w poszukiwaniu najlepszych produktów, przepisów i potraw. Miało to miejsce około 350 r. przed naszą erą, w czasach, gdy Grecja ucztowała na potęgę.

                                                                       ***

Tylko w Grecji można przeżyć pierwotną rozkosz jedzenia. Grecy nie mają oporów, by pochwycić jedzenie palcami. Mieszkańcy Zachodu, a już zwłaszcza Skandynawii unikają tej naturalności jak ognia, z zapałem uprawiając szermierkę na noże i widelce nawet z takimi potrawami jak grillowane żeberka czy kurczaki, nie wspominając o pizzy. Tylko w Grecji widzi się tylu ludzi, którzy otwarcie i swobodnie używają w czasie jedzenia swoich palców.

                                                                      ***

M.B. Wielki, ociążały w gestach, bladooki, prawie wiking, choć bez brody, zawsze jednak z kilkudniową szczeciną. Opowiada o swoim tygodniowym pobycie w Grecji. Podobało mu się. Chyba jednak drugi raz już tam nie poleci. Nie podobał mu się serwis w Grecji, to, że nie było mleka do obiadu, prosił o nie każdego dnia, naprawdę grzecznie, i nigdy nie otrzymał. W końcu zmuszony był kupić je sobie sam, w pobliskim sklepie, lecz kiedy przyszedł z nim do hotelowej restauracji, gdzie mieli wykupione posiłki, spoglądano na niego co najmniej dziwnie, a jeden z kelnerów znacząco popukał się w czoło.

M.B. nie wie, że w języku greckim istnieje osobny czasownik na czynność picia mleka, że można pić wino czy wodę, sok czy ouzo i wtedy jest to inne słowo, ale gdy pije się mleko wtedy określa się to słowem galaktopotein. Dorośli Grecy nigdy nie piją mleka, płyn ten budzi w nich obrzydzenie. Mleko może pić Polifem, cyklop z Odysei, albo barbarzyńscy Scytowie, ludy żyjące gdzieś na obrzeżach cywilizowanego świata. Słowo „mlekopijca” jest wyrażeniem pogardliwym. Ale czyż można wyobrazić sobie bohaterów spod Troi pijących mleko, Achillesa, Agamemnona czy Odyseusza? Nie. Mogli pić wodę, najchętniej wino, nigdy mleko. Dorosły człowiek pijący mleko wygląda śmiesznie. M.B. nie wie, że ma to swoje uzasadnienie. W greckim klimacie mleko kwaśniało błyskawicznie, a to znaczy, że wymagało natychmiastowej obróbki. Grecy nauczyli się więc produkować sery, pozbawiając swoje trzewia szansy na przyuczenie się do trawienia laktozy.

                                                                      ***

Prawdopodobne wyjaśnienie greckiej pasji do dzielenia mięsa, o czym wspomniałem we wcześniejszym zapisie, znajduje się w książce Magdaleny Nowakowskiej „Starożytna Grecja od kuchni”. W rozdziale „Mięso ofiarne” pisze ona: Był taki moment w dziejach świata, kiedy ludzie i bogowie nie byli jeszcze rozdzieleni. Panował wtedy Kronos, a ludzie żyli bez trosk, trudów i utrapień. Nie starzeli się, nie imały się ich choroby, a umierali tak, jakby ich sen ogarniał. Bogowie lubili spędzać z nami czas, łączyć się więzami małżeńskimi i wspólnie ucztować na doskonale urządzonych bankietach, uświetnianych śpiewem muz. Obcowanie bogów i ludzi dobiegło końca wraz z epoką pokonanego przez Zeusa Kronosa. Stosunki bosko-ludzkie nieco się sformalizowały i trzeba było wyznaczyć nowe reguły współżycia. Wyrazem czci dla bogów miało być składanie ofiary, a sprawą naglącą stało się wydzielenie z ludzkich posiłków tej części, którą należało oddać nieśmiertelnym. Układ dotyczący mięsa ofiarnego zawarto w Mekone na Peloponezie, a w roli rzecznika ludzi przystąpił do negocjacji boski kuzyn Zeusa – Prometeusz. Własnoręcznie zabił wołu, oddzielił mięso od kości i przygotował fortel mający oszukać Zeusa na korzyść ludzi. Mięso okrył skórą, a kości tłuszczem i tak podane proporcje przedstawił najwyższemu bogu do wyboru. Zeus wskazał ociekające tłuszczem i prezentujące się bardziej smakowicie części, ludziom zostawiając skromnie wyglądające, bo okryte skórą mięso. Od tej chwili nieodwołalna stała się zasada obrzędów ofiarnych: ludzie będą jedli mięso, a bogom przypadnie dym i wonności wznoszące się ku niebu z palonych na ołtarzu kości i tłuszczu.

Publiczne składanie ofiar gromadziło całą społeczność polis i, jak już wiemy, było nie tylko wyrazem czci dla bogów, lecz także społecznym obowiązkiem obywatela i miasta. Dzielenie się mięsem ofiarnym symbolicznie spajało wspólnotę, a zasada izometrii, czyli równego podziału, odzwierciedlała demokratyczny porządek polis. Rytuał wymagał podzielenia mięsa zwierzęcia ofiarnego po równo, bez wyszczególnienia „lepszych” lub „gorszych” części, a odkrojone kawałki w ilości odpowiadającej uczestnikom ofiary przypadały im przez losowanie.  

Nike Apteros

Akropol. Mała świątynia Nike Apteros, Nike Bezskrzydłej, tuż na prawo od Propylejów. Pauzaniasz utrzymuje, że to właśnie z tego miejsca skoczył Ajgeus, ojciec Tezeusza, popełniając samobójstwo, ujrzawszy czarny żagiel na okręcie swego powracającego z Krety syna. Możliwe. Z tego miejsca rzeczywiście całkiem dobrze widać morze. Autor hasła Ajgeus w Wikipedii przeniósł Akropol prawie czternaście kilometrów dalej na południe, bowiem utrzymuje, że Ajgeus „rzucił się do morza”.

Pauzaniasz

Wciąż Pauzaniasz. Czytam go powoli, smakując. Pisze o Heraklesie, pisze o Neronie. I nie ma żadnej różnicy w tym, jak o nich pisze. Dla nas Herakles jest wyłącznie mitem. Neron mocno niepewną historią. Dla Pauzaniasza tak Herakles jak i Neron są historią. Należą do historii.

Pauzaniasz

Od tygodni Pauzaniasz, pełne trzy tomy, hojny prezent od Ag. Czytam go powoli, smakuję każdy akapit, chciałbym, by starczył na długo. Tymczasem dotarłem prawie do kresu tomu „Wędrówka po Helladzie” i nigdzie, dosłownie nigdzie, ani jednego słowa o naturze czy przyrodzie. Przyroda dla niego nie istnieje. Nie postrzega jej, nie uznaje za stosowne, by wspomnieć o jej istnieniu, a jeżeli pojawia się jakaś wzmianka, to jedynie wówczas, gdy mowa o katastrofach naturalnych. Jest mi to bliskie i znajome – nie cierpię przyrody. Uznaję ją jedynie jako dekorację, a przesadna dziś gloryfikacja przyrody wydaje mi się być obrzydliwa i niestosowna; zgodnie z panującą obecnie manierą podlizujemy się do wszystkiego co, jak trwożliwie przeczuwamy, jest silniejsze od nas i może nas zniszczyć w każdej chwili. Z dumnych zdobywców świata staliśmy się bandą tchórzy. Przyrodę powinno się traktować jak teatralną dekorację – dostosowując jej formę do granej przez nas sztuki. Pauzaniasza rozumiem doskonale – on i jego współcześni byli wciąż jeszcze zbyt blisko przyrody, by ją podziwiać czy, tym bardziej, kochać. W przeciwieństwie do nas, dobrze znali prawdziwą naturę natury.

Z lektur

Czytam Pauzaniasza „Wędrówka po Helladzie”. Opisując swoją wizytę w Pinakotece ateńskiej („Z lewej strony Propylejów jest budynek zawierający malowidła. Oto te, których czas nie zdołał jeszcze zatrzeć”), wspomina o obrazie przedstawiającym Odyseusza, gdy porywa on łuk Filokteta z Lemnosu. Pauzaniasz, pierwsze stulecie naszej ery, Akropol, obraz Odysa. Jakże wiele dałbym za to, by ten obraz zobaczyć … W czerwcu będę dwa tygodnie w Atenach. Spróbuję spotkać Pauzaniasza.

Jeżeli przypadkiem zastanawiasz się, jak malowano w starożytności: zwykle na tablicach drewnianych, powleczonych powłoką kredową, farbami temperowymi lub na płytach marmurowych, farbami na zaprawie woskowej; zawieszano je na dyblach wbijanych w ściany.

                                                                     *****

Menander, twórca greckiej komedii charakteru, spłodził ponad 100 sztuk, cztery z nich udało się współcześnie zrekonstruować. Ale Menander jest wyjątkiem. Grecy stworzyli znakomite tragedie i dramaty, w tym są mistrzami, w tych gatunkach niewielu może się z nimi równać. Nigdy natomiast nie czuli komedii. I dziś też nie. Grecy to naród tragedii.