Czy sztuka powinna być piękna

Szukamy piękna. Ludzie instynktownie szukają piękna. Wszyscy chcemy być piękni, ubierać się piękniej, mieszkać w pięknych wnętrzach, otaczać się pięknymi rzeczami, tęsknimy do pięknych przeżyć i pięknych pejzaży – słynne zachody słońca na Santorini gromadzą na brzegu kaldery niewiarygodne tłumy ludzi. Kaldera na moment przed zachodem słońca przypomina olbrzymi okręt, którego wszyscy pasażerowie zgromadzili się tylko na tej jednej, zachodniej burcie, obciążając ją tak bardzo, iż ma się wrażenie, że okręt, nie wytrzymując tego balastu, lada chwila pochyli się i pogrąży w morzu. Wschody słońca na Santorini są jeszcze piękniejsze, ale – ze zrozumiałych powodów – mają znacznie mniej entuzjastów. Podobny spektakl oglądałem też niegdyś w Naxos. Na niewielkiej wysepce, połączonej z miastem kamienną groblą, znajduje się ogromny portal nieukończonej świątyni, prawdopodobnie Apollina. Skierowany jest w stronę Delos, mitologicznego miejsca urodzin Apolla. Dotarliśmy tam późno, gdy słońce łączyło się już z linią horyzontu. Zanotowałem później, że wokół nas rozpościerała się niezwykła cisza, cała przyroda zdawała się wstrzymywać oddech, wszystkie dźwięki zgasły, a gdy słońce skryło się za horyzontem zebrany w tym miejscu tłum ludzi zaczął oklaskiwać ten widok, całkiem tak, jakby oklaskiwali pokaz sztucznych ogni kończący jakąś sztukę. Nie ma w tym nic dziwnego. Człowiek jest istotą, która jest zdolna do bezinteresownej kontemplacji piękna. Każdy z nas jest do tego zdolny. Zachwyt nad pięknem i umiłowanie piękna to ludzkie cechy – tylko człowiek wśród innych stworzeń jest zainteresowany pięknem. Starożytni Grecy w zasadzie wcale nie odróżniali tego, co piękne, od tego, co dobre, być może – jak to słusznie ktoś zauważył – skutecznie wymuszając na pięknie, by utożsamiało się z dobrem.

Czym jest piękno? Zamiast dziesiątków uczonych i naukowych definicji wybierzmy tylko takie cechy, które nieodmiennie łączą się z pojęciem piękna: ład, porządek, symetria, pełnia. Piękno więc zdaje się być takim układem w którym wszystkie elementy idealnie plasują się we właściwych, przeznaczonych sobie miejscach. Każdy z nas mniej czy bardziej świadomie czuje, że życie ma tendencję do wytracania porządku i burzenia ładu, podupadamy na zdrowiu, starzejemy się, wyczerpują się nasze siły, chaos w nas i dookoła nas wzrasta i coraz trudniej nam temu zapobiegać i coraz trudniej ten proces powstrzymywać. To samo obserwujemy również w naszym otoczeniu. Staramy się ścierać kurze, oczyszczać ogrody z chwastów, pielęgnować trawniki, przystrzygać żywopłoty, sprzątać mieszkania, czyścić nasze ulice, staramy się stworzyć stabilność, prostotę i strukturę, chociaż wiemy, że czas unicestwia wszystko, energia dąży zawsze do rozproszenia i nie wygramy tej walki. Ale walczymy i tylko walcząc jesteśmy w stanie utrzymywać pewien chwiejny balans.

I tu pojawia się tytułowe pytanie o sztukę. Czy sztuka powinna być piękna, a jeżeli tak, to dlaczego powinna być piękna? Gdzieś na początku XX w. artyści arbitralnie zadecydowali, że piękno nie jest dla sztuki nie tylko cechą wyróżniającą, ale nawet cechą niezbędną. Uznali, że sztuka wcale nie musi być piękna, że nie musi gonić za doskonałością, bo i tak nigdy jej nie osiągnie, a więc ma prawo być zwyczajna, prozaiczna, nuda, brzydka, a nawet może być ordynarna. Uznali tym samym, że nie mają ani dość talentu ani sił, by zmierzyć się z życiem, by przeciwstawiać się rozpadowi i destrukcji. I w tym momencie przegrali i artyści i sztuka. Nie ma przybytków bardziej nudnych, zbytecznych, pustych, odartych z wszelkiego sensu niż dzisiejsze galerie sztuki. Osobiście od wielu już lat nie tylko ich nie odwiedzam, ale nawet myślę o nich z niechęcią, pogardą i lekceważeniem. Te niejednokrotnie imponujące gmachy są dziś siedliskami kompletnej przypadkowości, brzydoty, bylejakości, pozorów, dyletanctwa i zwyczajnego kiczu. Generują jedynie chaos.

Sztuka powinna być piękna. Sztuka powinna być piękna z wielu powodów. Choćby z powodu naszego największego wyzwania, z powodu entropii, której podlegamy i my i wszystko dookoła nas. Wiemy, że dla każdego zjawiska istnieje tylko jeden możliwy stan, w którym każdy element układu może znaleźć się na właściwym miejscu, podczas gdy istnieje niemal nieskończona liczba stanów w których elementy znajdują się w nieładzie. Innymi słowy, chaos, brzydota, nieporządek są powszechne, ład i piękno natomiast rzadkie i niezwykłe. Każdy uporządkowany wzór jest czymś nieprawdopodobnie przypadkowym, a liczba pięknych kombinacji jest nieporównywalnie mniejsza niż liczba wszystkich możliwych kombinacji. Weźcie do rąk jakiś banalny puzzel, który nie składa się z tysiąca elementów, ale jedynie ze stu, wymieszajcie je i wyrzućcie w górę – ile miliardów rzutów trzeba byłoby wykonać, by same ułożyły się w obrazek, który przedstawiają? Matematycznie, choć i to trudno sobie wyobrazić, jest to możliwe – praktycznie nie. Pełnia, piękno, symetria, porządek, ład są czymś wyjątkowym, unikalnym i mało prawdopodobnym w świecie nieporządku, a w takim właśnie świecie żyjemy.

Artysta przez całe wieki miał niemal boską misję. Stwarzając taką formą symetrii i porządku, która nie wygeneruje się sama z sobie, bo jest za rzadka w niemal nieskończonym schemacie możliwości, stawał się demiurgiem. Tworzył ład, podtrzymywał życie. Dziś tworzy tylko to, co przypadkowość, chaos i nieporządek tworzą znacznie skuteczniej i lepiej niż on.

O Elojach i Morlokach

Elojowie Herberta George’a Wellsa z Wehikułu czasu są młodzi i piękni, ale przypominają dzieci, dzieci z wypaczonym, infantylnym obrazem świata, nieświadomych dobra i zła, całkowicie pozbawionych umiejętności współpracy. Ta piękna rasa jest podległa Morlokom, stworzeniom przypominającym małpy, którzy traktują Elojów jak hodowlane zwierzęta. Morlokowie uprawiają nieskomplikowaną inżynierię społeczną polegającą na tym, że w pierwszej kolejności eliminują najstarszych z Elojów, co sprawia, że są oni wizualnie rasą niemal doskonałą, acz bezwolną i pozbawioną świadomości. Żyją w rajskim otoczeniu: świeże powietrze, słońce, owoce; mogą beztrosko biegać po łąkach i polach, zrywać kwiaty, rozmnażać się do woli, kąpać się w krystalicznie czystych jeziorach i strumieniach – wydaje się, że ich jedynym problemem zdaje się być brak jakichkolwiek problemów. Ale to tylko pozory. Żyjący w podziemiach Morlokowie wypełzają pod osłoną nocy ze swoich legowisk podziemnych i porywają Elojów, by potem żywić się ich mięsem. Bohater Wellsa dochodzi do wniosku, że tylko egzystencja w trudnym, niebezpiecznym środowisku stymuluje wzrost inteligencji, a Elojowie żyją w świecie pozbawionym jakiejkolwiek intelektualnej prowokacji. Są piękni, ale puści i nieświadomi.

Podobne przekonanie żywił również Emil Cioran twierdząc, że doskonałe zdrowie jest czymś antyduchowym, że człowiekowi doskonale zdrowemu psychicznie i fizycznie nie dostaje pewnej istotnej wiedzy, czyniąc zeń istotę dość bezwolną. Cioran uważał, że najzdrowsi i najpiękniejsi, najregularniej zbudowani ludzie są i muszą być powierzchowni. Doskonałość czy piękno zdają się wyczerpywać wszystko, indywidualności jest tu zbyteczna. Natomiast, gdy tylko ktoś ma jakąś ułomność, ma także swoje własne zdanie, inny sposób widzenia, indywidualność. Ułomność, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, narzuca inność i dopiero inność stwarza indywidualność.