Cursus publicus, czyli poczta rzymska, założona w czasach cesarza Augusta, zajmowała się, poza przekazywaniem informacji, również transportem uprawnionych do tego obywateli. Dokumentem upoważniającym do korzystania z usług przedsiębiorstwa państwowego były listy, spełniające rolę biletów, wydawane w Officium de facere evectionem, czyli starorzymskim Biurze Podróży. Istniały listy różnej rangi. Diploma uprawniały jedynie do przejazdu natomiast tractoria, przeznaczone dla wyższych urzędników, zapewniały także pobyt i wyżywienie na stacjach. Całkiem osobny dokument wystawiano na przekaz bagażu, a nazywano go, nie bez poczucia humoru, impedimenta, czyli coś, co przeszkadza. Nazwa ta, niezależnie od ironicznego wydźwięku, zawiera bardzo rzeczową obserwację – bagaż nie ułatwia podróży. Podróż bez bagażu jest lżejsza, przyjemniejsza i szybsza. W tej materii, mimo wielu ułatwień, niewiele zmieniło się przez ostatnie dwa tysiące lat. Bagaż jest wciąż impedimenta.
Tag: podróż
Podróż
Wywiad. Angielski pisarz, który kilkakrotnie z dumą podkreśla, że nigdy nie zaczyna książki dopóki nie zaplanuje wszystkiego, co w niej powie i jak to powie. Chce nam przez to powiedzieć, że panuje nad swoim powieściowym światem niczym demiurg, że jest panem stworzenia. Czytam to i przychodzą mi na myśl słowa Constantina Noica, które kiedyś zapisałem, bo wydawały mi się i prawdziwe i trafne: Ile smutku musi się kryć w sercu kogoś, kto zaczynając pisać książkę, wie z góry wszystko, co w niej powie! Człowiek nieuczący się niczego w trakcie działania jest jak głuchy zadający pytania, na które odpowiedzi już zna; to współczesny turysta, udający się w podróż, by oglądać pejzaże tymi samymi oczyma, którymi w domu oglądał ich fotografie. Trudno byłoby wyrazić to precyzyjniej. Pisanie to podróż najprawdziwsza, podróż w nieznane. Nigdy nie wiesz, jakie będzie następne słowo i nigdy nie masz pewności, gdzie cię zaprowadzi. Podobnie ujął to amerykański pisarz Paul Theroux: „Najlepsza podróż jest skokiem w ciemność. Gdyby cel był znany i przyjazny, jaki byłby sens tam jechać”.
Podróże
Nic nie jest tak znakomitym przykładem awansu mas w naszych czasach jak podróże. Dobra materialne, w takim czy innym zakresie, zawsze były dostępne także i masom. Ale nie podróże. Masy były „przypisane do ziemi”, osadzone w tym samym krajobrazie od narodzin do śmierci z bardzo wielu powodów. Podróż była wyłącznym przywilejem wyższych warstw, ale podróżowanie wiązało się nie tylko ze znajomością języków, kontaktami, obyciem, orientacją w świecie i wiedzą, lecz i ogromnymi kosztami; nie miały nic wspólnego z eksponowaniem nagich ciał w słońcu południowych plażach. Każdy, kto miał ambicje pretendowania do miana człowieka kulturalnego, musiał odbyć podróż. Oprócz Włoch i Francji, uchodzących za turystyczne centra od dawna, krajem, który koniecznie należało odwiedzić była również Anglia. W drugiej połowie XVIII w. podróże do tego kraju były w dobrym tonie. Jeżdżono tam, żeby poznać najlepszy na świecie ustrój, by zasmakować kulturalnej i towarzyskiej atmosfery Londynu, przyjrzeć się angielskiej prowincji i zaznać jej osławionego uroku. Były to peregrinationes domesticae, podróże po krajach, w których czujemy się zadomowieni, których historia, kultura i tradycja, zwłaszcza klasyczna, są domem, który „nosimy na plecach jak żółwie i ślimaki”, gdzie, jak to doskonale wyraził w jednym ze swoich felietonów Stempowski „każdy przedmiot miał swą nazwę grecką i łacińską, zanim znalazł się w słownikach języków nowożytnych”. Podróżowano, by zapoznać się z architekturą i sztuką, by badać obyczaje, zbierać kurioza, podziwiać krajobrazy, zawierać znajomości. Podróże stanowiły obowiązkową część kulturowego garnituru Europejczyka i nie były tym, w co, niestety, przekształciły się w naszych czasach.
Nostos
Nostos, powrót do domu. Prastary wątek, jednakowo atrakcyjny zarówno w epoce Homera jak i dzisiaj, a zapewne i jutro. Jego aktualność nie wygaśnie nigdy, bowiem wiernie odtwarza mechanizm samego życia; każde życie jest nostos, każde życie jest drogą do domu, powrotem do domu, podróżą, którą wypełniają dziesiątki przygód, pokus i prób. Nostos to epopeja o powrocie.
Podróż
Podróżowanie nie zawsze było przyjemnością, choć dla nas, przyzwyczajonych do szybkiego, komfortowego i bezbolesnego przemieszczania się nawet z kontynentu na kontynent, może to brzmieć dziwnie. A jednak. Najlepiej oddaje to angielskie słowo oznaczające tę czynność, travel. Według słownika Webstera, pochodzi ono prawdopodobnie od francuskiego słowa travail, czyli „mozół”, „trud”, „ciężka praca fizyczna i umysłowa”, „cierpienie”, „wysiłek”. Według Simona Winschestera słowa takie jak „podróżować” i „travail” mają jednak jeszcze bardziej starożytne korzenie. Mogą, mianowicie, wywodzić się od łacińskiego słowa tripalium („trzy pakiety”), oznaczające narzędzie tortur. Słowo travel oddaje więc charakter tego, czym podróż była w starożytności. I nie ma to nic wspólnego z tym, co my dzisiaj kojarzymy z tym słowem. W dawnych czasach podróżowanie było niebezpieczną, ciężką pracą, męką i torturą, na którą nikt nie skazywał się z własnej woli i bez potrzeby.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.