My

Jesteśmy przezabawnymi stworzeniami: porządkujemy rzeczywistość według wzorców, które niezmiernie rzadko są rzeczywiste; dokonujemy ocen na podstawie tego, co pierwsze wpadnie nam do głowy; preferujemy głównie te argumenty, które mają tę zaletę, że potwierdzają nasze własne przekonania; jesteśmy stworzeniami stadnymi, więc czynimy próby, by dopasować się do innych, ale po cichu i tak wierzymy w naszą wyższość i wyjątkowość; we wszystkim chcemy widzieć cel i zasadę, choć od dawna już wiemy, że nasz mózg jest notorycznym kłamcą i perfekcyjną maszynką do wytwarzania wzorów z przypadkowości; z całą powagą domagamy się Prawdy i zawsze optujemy za Prawdą, ale tym, w czym jesteśmy mistrzami i co uprawiamy namiętnie jest Kłamstwo; cenimy sobie nasze przekonanie, że zawsze rozumiemy, co się wokół nas dzieje, choć zwykle nie mamy o tym najmniejszego pojęcia; dumnie i przy każdej okazji powtarzamy slogan „wiem, co robię” i po cichu, bardzo po cichu, zadajemy sobie pytanie, dlaczego postępujemy tak głupio; zawsze chcemy mieć rację, nawet wtedy, gdy nie możemy jej mieć i wiemy o tym, że nie możemy i nie przychodzi nam do głowy, że wypływa to z fundamentalnej potrzeby pewności, silniejszej niż nasz wątły intelekt czy chwiejny rozsądek.

Jak łatwo

Niewiarygodne jak łatwo ludzi zastraszyć i spacyfikować. Scena w saunie w P.: „Przecież w telewizji tak mówią”. Bo to, co mówią w telewizji, przecież musi być prawdą. Żadnych pytań, nikt niczego nie kwestionuje. Potulność. Nawet w kolejce do gazu staliby tak samo grzecznie.

To, czego nie widzimy

Na nasz świat składa się to wszystko, czego doświadczamy, ale treść tego doświadczenia, jak linie papilarne naszych palców, jest jedyna i unikalna dla każdego z nas. Porównajmy to ze snem. Śnimy wszyscy, ale każdy z nas ma przecież inne sny. Nie śnimy tych samych snów. I podobnie na nasze życie, naszą rzeczywistość, choć dzielimy je z innymi, składa się suma indywidualnych doświadczeń i przeżyć. Egzystujemy głównie w naszej własnej, prywatnej rzeczywistości, choć jesteśmy przekonani, że postrzegamy rzeczywistość taką, jaką ona jest. Jest to złudzenie, bowiem nie mamy żadnego wglądu w proces tworzenia subiektywnego doświadczenia; ani nie widzimy procesu tworzenia naszego świata, ani nie uczestniczymy w nim w sposób świadomy i zwykliśmy nawet sądzić, że ten świat nie jest wciąż na nowo tworzony, poszerzany i poprawiany (niczym ta sama sztuka, każdego dnia odgrywana w nieco zmienionej wersji), lecz, że po prostu jest, tylko jest, zwyczajnie jest. Uznajemy za oczywiste, że widzimy, rejestrujemy świat takim, jakim on jest, a więc również i to, że nasze wybory, preferencje, opinie oraz przekonania są naturalne i wynikają z obiektywnego oglądu spraw. Stąd już bardzo blisko do tego niebezpiecznego punktu, gdzie rodzi się w nas pewność, że to, jak my widzimy świat, jest prawdziwe, wiarygodne i właściwe, a mylą się i błądzą wszyscy ci, którzy uważają inaczej. Czy przypadkiem nie przed tym ostrzegał nas Marek Aureliusz mówiąc, że wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem, a wszystko, co widzimy, nie jest żadną prawdą, lecz tylko punktem widzenia?

Hipoteza Machiavellicznej Inteligencji

Tym, co nas rozwija najwyraźniej nie są nasze cnoty. Te cofają nas w rozwoju do poziomu prostoduszków samograjków. Nasze wady mają znacznie więcej zalet. Coraz popularniejsza hipoteza Machiavellicznej Inteligencji (Machiavellian Intelligence Hypothesis) głosi, że przyczyną encefalizacji, czyli zwiększania się rozmiaru mózgów u naszych przodków, było formowanie się coraz bardziej złożonych więzi społecznych. Utrzymywanie tych więzi wymagało nie tyle szczerości czy prawdomówności, mało przydatnych w relacjach społecznych, co raczej pragmatyzmu oraz sprytu. Innymi słowy, machiavelliczne formy kontaktów społecznych spowodowały w sumie rozwój naszej inteligencji oraz zdolności poznawczych. Zdaniem zwolenników tej hipotezy „cel uświęca środki” nie tylko wówczas, gdy chodzi o kwestie sprawowania władzy, ale w zasadzie w każdej sytuacji rozgrywającej się w kontekście społecznym.

Hipoteza ta zyskała niedawno poparcie ze strony szwedzkiego badacza i filozofa Petera Gärdenforsa z uniwersytetu w Lundzie. Według niego samoświadomość, a więc zdolność do świadomej refleksji na temat swoich stanów umysłowych, jest tym, co w największym stopniu odróżnia człowieka od zwierząt (nie wolno mylić tej umiejętności z prymitywną zdolnością do identyfikowania własnego ciała, cechą, która występuje u niektórych wielkich małp, słoni czy delfinów). Zdaniem Gärdenforsa nasza samoświadomość jest rezultatem swoistego „wyścigu zbrojeń” spowodowanego oszukiwaniem w relacjach społecznych. Cytując Gärdenforsa: „Umysłowa broń służąca oszustwu działa jak pociski przeciwprzeciwrakietowe, którymi usiłujemy zestrzelić pociski przeciwrakietowe, wysłane w celu zestrzelenia naszych rakiet”. Brzmi to może militarnie, ale według tej koncepcji jesteśmy ludźmi i posiadamy samoświadomość, bowiem nasi praprzodkowie starali się być tymi, którzy oszukują, a nie tymi, którzy są oszukiwani, bowiem zrozumieli – trochę jak sienkiewiczowski Kali – że lepiej jest ukraść krowę niż pozwolić, by ktoś ukradł ją nam.

Przyjemnie jest pomyśleć, że to nie napuszona i próżna Prawda, ale pogardzane  Kłamstwo jest naszym domem.