Prawo do aborcji

Nie ma czegoś takiego jak prawo do aborcji. Jest tylko, zapewniana przez pewne państwa i społeczeństwa, możliwość przeprowadzenia aborcji. Nie jest to jednak żadne prawo. Nie ma żadnych naturalnych praw, które gwarantują nam prawo do życia, szczęścia, aborcji, picia szampana, pracy, posiadania butów czy samochodów, oglądania filmów pornograficznych, wykształcenia czy czegokolwiek innego. Są to jedynie opcje – w pewnych okolicznościach możliwe i realne, a w innych albo wcale albo tylko w wąskim zakresie. Istnieją natomiast prawa człowieka, prawa przysługujące każdemu pojedynczemu człowiekowi i wszystkim z osobna. Nie są to jednak żadne prawa polityczne czy – tym bardziej – ekonomiczne. Prawa człowieka są zasadami moralnymi, które mają określać i chronić wolność naszego działania, przy założeniu, że nie stanowią zagrożenia dla praw czy swobód innych osób. I nic ponadto.

Globalizacja

Chmurne wczesne popołudnie, restauracja niemal pusta, tylko czterech młodych mężczyzn przy sąsiednim stoliku. Ubrani według wszelkich zaleceń ekologicznej mody, czyli niechlujnie i workowato, przepisowo nieogoleni, o szarych twarzach przypominających zmięte papierowe torby. Jeden z nich krzykliwie i z dumą, jakby była to jego własna zasługa, peroruje o naszej „największej cywilizacyjnej zdobyczy”, czyli globalizacji. Twierdzi, że jest to dokonanie, którego w dziejach jeszcze nie było. Koledzy przytakują skwapliwie, tak, tak, to wielka sprawa, kufle z piwem wzlatują do toastu. Mógłbym się założyć, że każdy z nich prenumeruje Przegląd Ekologiczny i z dreszczykiem emocji czyta miesięczny serwis na temat najnowszych metod sortowania śmieci. Pokolenie milusińskich trzydziestolatków, wychowanych na kaszkach BoboVita, przekonanych, że świat zaczął się jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Ale globalizację, jak wiele, wiele innych rzeczy, już graliśmy w tym teatrze. Dokonali tego Rzymianie – już wtedy te same monety funkcjonowały we wszystkich krajach imperium, obowiązywał ten sam system prawny, ten sam styl życia, takie same rozwiązania urbanistyczne, środki transportu, ten sam język, z równouprawnioną greką na Wschodzie, to samo wino można było zamówić w gospodzie w egipskiej Aleksandrii jak i w Londynie, obowiązywała ta sama moda, te same zasady higieny, te same przepisy, śmiano się z tych samych dowcipów, oglądano te same sztuki teatralne i można było swobodnie i bezpiecznie, bez paszportów i wiz, podróżować z jednego krańca Imperium na drugi. Rzymskie drogi miały łączną długość ponad 80 000 kilometrów. Ich drogami można byłoby więc opasać Ziemię dwukrotnie, bo długość równika tylko nieznacznie przekracza połowę tej odległości. Przy drogach istniała cała sieć zajazdów, moteli, gdzie można było przespać się i zjeść. W rzymskim zglobalizowanym świecie nie znano rasizmu, niemal wszyscy umieli czytać i pisać, co nie powtórzy się potem przez wiele kolejnych stuleci, aż do początków epoki współczesnej, każdy i w każdym miejscu mógł mówić dowolnym językiem i kultywować swoje tradycje, stroić się i przyozdabiać jak chciał oraz czcić bogów, jakich sobie życzył, bowiem w imperium panowała wolność wyznania. Globalizacja już była. Wiemy nawet, jak się to skończyło.  

Oriana Fallaci

Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu – Oriana Fallaci. Fallaci była odważną dziennikarką i mądrą kobietą. Można zrozumieć intencje wyrażone w powyższej myśli. Są na pewno szlachetne. Jest w tym jednak, niestety, niebezpieczny i płaski populizm. Nie ma bowiem niczego takiego jak prawo do wolności od strachu. Możemy walczyć ze strachem, możemy zmagać się ze strachem, możemy pokonać strach albo dać się mu zniszczyć. To wszystko możemy. Natomiast nie ma, bo i nie może być prawa do wolności od strachu. Nie można nikomu podarować wolności od strachu, bowiem strach nie jest niczym zewnętrznym. Strach to nasza prywatna sprawa. Jest immanentną częścią nas samych. Istnieje tylko w nas. Jedynie my sami możemy więc uwolnić się od niego, jedynie my sami, i tylko dla nas samych, możemy wywalczyć taką wolność.