Hałas

Cała przestrzeń publiczna, nasze ulice, restauracje, parki, dworce lotnicze i kolejowe są dzisiaj nieporównywalnie głośniejsze niż dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Bardziej wrzaskliwe. I nie jest to hałas mechaniczny. Ten zdołaliśmy wyciszyć i zredukować. To my, ludzie, staliśmy się głośni i rozwrzeszczani. Ktoś krzyczący w telefon komórkowy, co słyszą nie tylko idący przed nim i za nim, ale i ludzie na chodniku po drugiej stronie ulicy, jakieś mieszane towarzystwo, przekrzykujące się nawzajem, całkiem jakby byli sami w całym mieście, młodzi ludzie idący tuż za twoimi plecami, wydzierający się tak głośno, jakby chcieli udowodnić całemu światu, że istnieją i chcą oznajmić, że nie mają nic do powiedzenia, dzieci, trenujące dźwięki o przerażająco niskiej częstotliwości, przy milczącym przyzwoleniu przygłuchych rodziców, grupa dziewcząt, których donośny śmiech przypomina upiorne trele kukubary chichotliwej etc. Obecnie nasze miasta nie są już tak hałaśliwe, jak były. Teraz to my generujemy hałas.

 

 

Abp Stanisław Gądecki

Abp Stanisław Gądecki w komunikacie przesłanym PAP twierdzi, że laickość nie jest żadną pustą kategorią, równoznaczną z nieobecnością wiary w przestrzeni publicznej, bowiem: „Zakaz dostępu religii do sfery publicznej, usuwanie z niej znaków religijnych jest wyborem światopoglądowym. Ściana, z której usunięto by krucyfiks, nie byłaby ścianą neutralną, ale ścianą pustą, z której celowo usunięto krucyfiks. Również szkoła, z której usunięto by nauczanie religii, nie byłaby neutralna, ale byłaby szkołą, z której celowo usunięto lekcje religii. Decyzja taka byłaby objawem wrogości wobec zjawiska religii, traktowanej na skutek uprzedzeń jako przejaw ludzkiej słabości i źródło alienacji. Byłaby przejawem redukcjonistycznego podejścia do człowieka, postrzeganego jako istota ograniczona do wymiaru horyzontalnego”.

Abp Gądecki studiował zapewne retorykę i obeznany jest doskonale z sofistyką, niestety, zdaje się, że w jej najgorszym słownikowym znaczeniu, bo jako świadome posługiwanie się nieuczciwą argumentacją w celu udowodnienia fałszywej tezy. Trudno o większy sofistyczny bełkot niż zaprezentowany w powyższym cytacie. Przeanalizujmy to razem. Zdanie nr 1: Brak znaków religijnych w przestrzeni publicznej nie jest żadnym wyborem światopoglądowym. Przestrzeń publiczna, czyli przestrzeń wspólna dla nas wszystkich, nigdy nie powinna być miejscem, w którym pojawiają jakiekolwiek symbole religijne. Religia jest sprawą prywatną. Religię powinno się uprawiać jedynie w miejscach do tego przeznaczonych – w świątyniach lub w domu. Religia, która wychodzi poza te miejsca staje się ideologią, dokładnie w takim samym sensie jak marksizm albo faszyzm. Zdanie nr 2: Ściana, na której wisi krucyfiks na pewno nie jest ścianą pustą, ale jeszcze mniej ścianą neutralną. Ściana oznaczona krucyfiksem jest ścianą stygmatyzowaną symbolem religijnym, a tym samym wyłączoną z przestrzeni publicznej. Zdanie nr 3: podstawowym zadaniem szkoły jest upowszechnianie nauki i wiedzy. Religia nie jest nauką. Religia jest wiarą. Propaganda wiary (która nie jest i nie może być naukowa) w szkole podważa sens istnienia szkoły. Szkoła może ewentualnie uczyć o zjawisku wiary i religii, ale nie może „nauczać” religii, bowiem religia jest nienaukowa. Religia podważa naukę. Jak można w tej samej szkole uczyć, że nasza planeta ma 4 i pół miliarda lat i już na następnej lekcji podważać to głosząc, że Bóg stworzył Ziemię 6 tysięcy lat temu? Decyzja o wycofaniu religii ze szkół nie byłaby więc objawem wrogości wobec religii, a jedynie powrotem do właściwych i sensownych zasad nauczania. Zdania 4 i 5 w powyższym cytacie są tak beznadziejnie głupie, bezmyślne i pokrętne, że nie zasługują nawet na komentarz. To przerażające, że elity religijne w polskim Kościele prezentują intelektualny poziom nicieni. Zakładając, naturalnie, że nie jest to wyraz totalnej pogardy dla wiernych i „niewiernych”.