Memento

Pojawiły się interesujące wyniki badań dotyczących wpływu wojny na Ukrainie na populację dziko żyjących psów. Okazało się, że konflikt zbrojny działa jak bezlitosny mechanizm doboru naturalnego. Warunki wojenne powodują, że zwierzęta zmuszone są do brutalnej walki o byt, a to niesie za sobą szereg charakterystycznych zmian. Psy o krótkich łapach, które nie są w stanie sprawnie przemieszczać się w trudnym terenie, znikły z terenów frontu; ten sam los spotkał psy z płaskimi nosami, co jest konsekwencją ich mniejszej wydolności oddechowej; nie spotyka się też psów z cechami typowymi dla ras ozdobnych. Populacja przyfrontowych psów upodobniła się do dzikich psowatych, słabsze gatunki wyginęły i na terenach działań wojennych obserwuje się niemal wyłącznie psy zdrowe, chociaż w większości mocno niedożywione.

Nagrania pokazały także, że istnieją grupy psów, które nauczyły się egzystować w stadach, które razem polują i żywią się padliną, by przetrwać. Potwierdziły się też wcześniejsze doniesienia o psach zjadających ciała poległych żołnierzy, których zwłoki nie są zabierane z pola walki. Zjawisko jest dość makabryczne, ale nie jest zaskakujące – psy, podobnie jak wilki, są fizjologicznie przystosowane do żywienia się martwymi zwierzętami i mogą również żywić się martwymi ludźmi, gdy brakuje innego pokarmu.

Wystarczyły 4 lata działań wojennych, by włączył się mechanizm doboru naturalnego, który bezwzględnie premiuje cechy przetrwania. To ważne memento, bowiem mechanizm ten dotyczy także i nas, ludzi.

Sukces cywilizacyjny

Kiedyś psy służyły człowiekowi. Służyły mu przez tysiące lat. Role odwróciły się – obecnie to człowiek służy psom. Kupuje im ocieplane ubranka i szelki, szampony i dezodoranty, pieluchy i przeciwdeszczowe płaszcze, zamawia dla nich wizyty u fryzjera i pedikiurzystki, karmi smakołykami za grube pieniądze, codziennie wyprowadza na spacer, niekiedy wiele razy, płaci za nie podatki, funduje im zagraniczne wycieczki, wydaje horrendalne sumy za ich wizyty u weterynarzy, a nawet uznaje za członków rodziny i osobiście, własnymi rękoma podciera  miękkim papierem toaletowym ich tyłki i na ulicach zbiera ich kał. Nie brzydzi go nawet psia koprofagia. Nigdy jeszcze w historii ludzkości tak wielu ludzi nie zajmowało się tak troskliwie całodobową obsługą psów. Jeżeli można więc mówić o sukcesie cywilizacyjnym jakiegoś gatunku, to z całą pewnością są to psy.  

Islam i psy

Szwedzi kochają psy. Nie zawsze uśmiechają się do innych ludzi, ale zawsze uśmiechają się do psów i zawsze okazują im zainteresowanie. W Malmö mieszkają tysiące muzułmanów. Nigdy nie widziałem żadnego wyznawcy islamu na spacerze z psem. Ich dzieci uciekają przed psami, głośno krzycząc, dorośli zachowują dystans. Pies jest nieczysty w ich religii. Jeden z hadisów przekazuje słowa Mahometa: „Powiedział mi Dżibril: Nie wejdziemy do domu, w którym jest obraz lub pies”. Ktokolwiek trzyma psa w swoim domu jest pozbawiony błogosławieństwa obecności aniołów w jego domu, bowiem jak powiedział al-Bukhari: „Aniołowie nie wchodzą do domu, w którym znajduje się pies”. I oni to biorą na poważnie.

Domestykacja

Długi i bolesny proces udomowiania człowieka przez psa, proces trwający tysiące lat  prawdopodobnie dobiega już końca. Obecnie to psy wyprowadzają człowieka na spacer, czekają mniej czy bardziej niecierpliwie aż pozbiera ich odchody, łaskawie pozwalają obcałowywać się, choć właśnie przed chwilą nurzały pyski w jakiejś padlinie czy kale, niektóre żądają, by nosić je na rękach, podcierać im tyłek bardzo miękkim toaletowym papierem, kupować im ubranka i buciki, regularnie zamawiać czas u manicurzystki i fryzjera, kupować tylko ekologiczne dania i pamiętać o przedłużaniu ich paszportów, bo coraz mniej psów zgadza się na pobyt w jakichś ordynarnych pensjonatach, gdy ich dwunożni podopieczni planują zagraniczne wczasy.