Moja Grecja

Antyczne greckie miasta z ich ogołoconymi świątyniami i sanktuariami. Ambrakia. Po jej zdobyciu Rzymianie wywieźli 285 posągów z brązu i 230 marmurowych. Po pokonaniu Perseusza, króla Macedonii, Emiliusz Paulus zdobył tyle dzieł sztuki, że jego wjazd triumfalny w Rzymie trwał przez cały dzień. Jeszcze więcej zrabował Lucjusz Mummiusz w Koryncie, zrównując miasto z ziemią, a do Rzymu wywożąc setki posągów i obrazów. Wellejusz Paterkulus, autor „Historii rzymskiej”, zamieszcza w swoim dziele złośliwą anegdotę o Mummiuszu: „Mummiusz natomiast był tak nieokrzesanym prostakiem, że gdy po zdobyciu Koryntu ogłosił przetarg na przewóz do Italii posagów i obrazów wykonanych rękoma najwybitniejszych mistrzów kazał zapowiedzieć kontrahentom, że w wypadku zniszczenia dzieł będą zmuszeni na ich miejsce zwrócić nowe”.

Grecja to najbardziej i najczęściej ograbiane muzeum świata. Persowie, Rzymianie, Goci, Hunowie, Alamanowie, Frankowie, Alamanowie, Wandale, Herulowie, chrześcijanie, którzy niszczyli wszystko, co antyczne i następnie Turcy, którzy nie ustępowali im w nienawiści do wszystkiego, co greckie. Na początku XIX wieku Ateny były miastem ruin z kilkoma domami u stóp równie zrujnowanego Akropolu i nie liczyły więcej niż kilkuset mieszkańców, brudnych i wygłodzonych, którzy w niczym nie przypominali dumnych Greków z epoki Peryklesa.

Z Grecji nie ostało się nic, co można zwiedzać czy podziwiać – Akropol jest zabytkiem w takim samym sensie jak warszawska Starówka i mniej więcej równie „starym”. Tym, czego Grecji nikt nigdy nie zdołał ukraść jest tylko jej sceneria, bajeczny pejzaż wyśniony niegdyś przez bogów.

A jednak zawsze wybieram tę ograbioną Grecję. Wiem, to irracjonalne.  

Dżinsy i barbarzyńcy

Alberto Angela, „Imperium”: Barbarzyńcom życie w imperium musiało wydawać się najprawdziwszym rajem. I dlatego najeżdżali granice: nie po to, by zniszczyć cesarstwo, lecz by stać się jego częścią! Podobnie dzisiejsi przybysze z Trzeciego Świata nie chcą unicestwić Nowego Jorku czy Zachodu, lecz chcą nosić dżinsy, modne buty i należeć do „systemu” z wszystkimi jego przywilejami.

Doskonale wszyscy wiemy, czym skończyła się w przypadku Imperium Rzymskiego słabość barbarzyńców do dżinsów i modnych butów – barbarzyńcy mimo modnych butów i dżinsów nie stali się Rzymianami, natomiast Rzym stał się barbarzyński i w efekcie zakończył swoje istnienie. Naturalnie, od tamtego czasu upłynęły dwa tysiące lat, historia jest jak wiadomo dobrą nauczycielką, a i my jesteśmy nieporównywalnie mądrzejsi niż Rzymianie, nie mówiąc o dzisiejszych przybyszach z Trzeciego Świata, którzy zadowolą się dżinsami, modnymi butami i przynależnością do systemu, chociaż głównie w tej części, która dotyczy przywilejów. Zastanawiam się wyrazem czego są wyżej cytowane słowa A. Angela – świętej naiwności, programowym i wyjątkowo durnym prezentyzmem czy może kpiną, tak chytrze ukrytą, że tylko jakiś intelektualny Sherlock Holmes zdoła ją rozszyfrować?

Spartakus

Nie sposób wyobrazić sobie czym byłaby Rzym, a być może i cała Europa, gdyby Rzymianie nie pokonali w bitwie nad rzeką Silarus zbuntowanych niewolników pod wodzą Spartakusa. Dzisiaj czcimy jego pamięć, ale czy powinniśmy? Jest typowym produktem komunistycznej propagandy. Podziwiał go Marks, jego imię przybrali sobie niemieccy puczyści z 1919 roku, w krajach opanowanych przez Sowietów organizowano spartakiady, kluby sportowe nazywano Spartak. W roku 1951 komunistyczny pisarz Howard Fast, członek Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, w roku 1935 uhonorowany Stalinowską Nagrodą Pokoju, wydał hagiograficzną powieść o Spartakusie, a kilka lat później inny amerykański komunista, Dalton Trumbo, stworzył scenariusz filmu o Spartakusie, którego reżyserii podjął się Stanley Kubrick. Film rozsławił tę wątpliwą postać.

Czytam „Księżyc od nowiu do nowiu”, reportaże M. Caparrosa o Liberii. Caparros nie ma złudzeń na temat tej hybrydy: Ten kraj był osobliwy od samego początku. Utworzony został około roku 1830 przez grupę byłych czarnych niewolników amerykańskich, wspieranych przez białych amerykańskich abolicjonistów – którzy prawdopodobnie chcieli się tamtych pozbyć: dali im pieniądze i udzielili poparcia, żeby czarni wrócili, gdzie ich afrykańskie korzenie, i stworzyli tam własną przestrzeń. Dlatego nowo przybyli nazwali to miejsce Liberią – krajem wolnych – a jego stolicę Monrovią – jako wyraz wdzięczności dla prezydenta Monroe. Jednak wkrótce ci, którzy byli niegdyś wyzyskiwani, zaczęli wyzyskiwać czarnych miejscowych i przez półtora wieku jedynie ich potomkowie byli bogaci, mieli władzę albo zostawali prezydentami Liberii. Oto jak odtworzyli – perfekcyjnie, na własną korzyść – znienawidzony rzekomo panujący porządek.

Podobne słowa można byłoby odnieść do innej republiki stworzonej przez niewolników, do Haiti. Możemy również śmiało przypuszczać, że w przypadku wygranej Spartakusa, identyczny los spotkałby także i Rzym. Niewolnicy nie tworzą cywilizacji. Niewolnicy nie tworzą kultury. Ewangelia mówi, że niewolnik to ktoś, kto nie zna prawdy ani jej sobie nie ceni. Jedną z głównych cech postawy niewolniczej jest brak szacunku dla samego siebie. Tym bardziej więc musi to przejawiać się w stosunku do innych. Pisał o tym C. Kamil Norwid:  Niewolnicy wszędzie i zawsze niewolnikami będą – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami.

Pochlebstwo

Hazdrubal, wódz kartagiński, w przemowie do Rzymian: Wszystko, co schlebia tłumowi, zawsze u niego znajduje posłuch. C. Goldoni mówiąc, że pochlebstwo to potrawa, która smakuje wszystkim dzieli to samo przekonanie, ale ma zdecydowanie mniej złudzeń.

Dom

Szalenie małe, zwykle wąskie, pozbawione okien pokoje antycznych domów, które tyle razy, zawsze z pewnym rozczarowaniem, obserwowałem przy zwiedzaniu ruin dawnych greckich miast. W pewien sposób czułem się zawiedziony, że były to ciasne klatki, przypominające staropolskie świronki raczej niż sypialnie czy pokoje dzienne. Zadawałem sobie pytanie, jak oni mogli w tym mieszkać. I wydawało mi się to niemożliwe. Mogli. W tamtych czasach nie budowano domów, oikos, zgodnie z zasadami planowania przestrzennego, stawiano je obok już istniejących, czyli tam, gdzie było miejsce. Jeszcze i dziś jest to widoczne w wielu krajach południa. Ulice dzielnic mieszkalnych także nie prezentowały się lepiej. Musiały być wąskie, kręte i zapewne cuchnące – wylewanie nieczystości za próg domostwa należało do naturalnych i powszechnych praktyk. Domy ludzi bogatych, wielkie, przestronne budynki z obszernymi perystylami, otoczone portykami, ogrodami i fontannami, wznoszono na peryferiach miast, w miejscach szczególnie atrakcyjnych. Później będą je kopiować Rzymianie, choć już w wersji znacznie bogatszej, budowane z nieporównywalnie większym rozmachem i smakiem. Te żałośnie małe klatki, których resztki oglądamy, gdy zwiedzamy Kamiros, Delos, Priene czy którekolwiek inne ze starogreckich miast, są jednak prawdziwe, najprawdziwsze, bowiem takie właśnie były. Ruiny nie kłamią. Dom nie zawsze znaczył to samo i nie pod każdym niebem. Antyczni Grecy nie znali domu w naszym rozumieniu tego słowa, jako miejsca do mieszkania, miejsca przyjemnego pobytu, miejsca w którym przebywamy chętnie i często, miejsca w którym spędzamy znaczną część naszego dnia. Oni spędzali całe dnie w mieście, wśród gwaru i rozgardiaszu agory, na schodach świątyń, w cieniu portyków, w palestrach i stoach, w gimnazjonach, w warsztacie lub nad brzegiem morza, zajęci jakimiś obywatelskimi czynnościami lub po prostu rozrywką. To również, do pewnego stopnia, przetrwało. Grecy, jak wszystkie społeczności Morza Śródziemnego, wciąż chętnie żyją na ulicy, w kawiarni, w tawernie, w porcie, na rynku. Tam żyje się na zewnątrz.

Odysjada 9

Marek Atyliusz Regulus, polityk z czasów I wojny punickiej. Rozgromił kartagińskie wojska w 255 r. p.n.e. w pierwszej fazie bitwy pod Adys. Kartagińczycy poprosili wówczas o zawarcie pokoju. Według Kasjusza Diona, Rzymianie zażądali od nich wycofania się z Sycylii i Sardynii, zwrócenia wolności wszystkim rzymskim jeńcom, zapłaty okupu za jeńców, spłaty wszystkich rzymskich wydatków wojennych oraz uiszczania rocznej daniny. Dość bezwzględne warunki i nic dziwnego, że Kartagińczycy odrzucili je, a ich wojska, przeszkolone i poprowadzone do walki przez spartańskiego najemnika, Ksantipposa, zdziesiątkowały rzymskich legionistów. Wielu rzymskich żołnierzy straciło życie w tej bitwie, wielu dostało się do niewoli. Wśród jeńców znalazł się sam głównodowodzący ‒ Atyliusz Regulus. Podobno miał on przez ponad pięć lat pozostawać w niewoli kartagińskiej, a po kolejnej porażce Rzymian w bitwie morskiej pod Drepanum w 249 r. p.n.e. został wysłany wraz z poselstwem do Rzymu, by wynegocjować z Senatem zawarcie pokoju lub wymianę jeńców. Regulus przysiągł, że w przypadku, jeżeli nie zdoła przekonać Rzymian do proponowanego porozumienia, powróci do Kartaginy. Gdyby jednak senatorowie wyrazili zgodę na wymianę jeńców, miał być pierwszym, który będzie mógł pozostać w ojczyźnie. Stając przed Senatem przekazał niezmiernie ważne informacje o słabości Kartaginy i gorąco namawiał senatorów, aby w żadnym razie nie godzili się na wymianę jeńców. Obserwacje, które poczynił w niewoli doprowadziły go do przekonania, że istnieje duża szansa pokonania coraz bardziej słabnącej Kartaginy, a traktat pokojowy nie byłby w tej chwili korzystny. Proponowane porozumienie zostało ostatecznie odrzucone, głównie dzięki jego namowom i elokwencji. Proponowano mu, by złamał złożoną przysięgę i pozostał w Rzymie. Regulus odmówił jednak stanowczo. Nie wyobrażał sobie, że mógłby złamać dane słowo honoru. Świadomie wrócił Kartaginy i poniósł okrutną śmierć.

Możemy być pewni, że nie byłby to wybór Odyseusza. Grecy przedstawiają go jako bohatera, ale Rzymianie, którzy uważali się za spadkobierców księcia Eneasza z Troi, mieli o nim zdecydowanie negatywne zdanie. W Eneidzie określany jest przymiotnikami „okrutny” lub ”kłamliwy”. Grecy podziwiali jego przebiegłość i oszustwa, w oczach Rzymian natomiast cechy te nie znajdowały uznania. Przeciwnie, były naganne i barbarzyńskie. Rzymianie dość wcześnie stworzyli sztywne normy etyczne i bez wątpienia to one pozwoliły im zbudować największe starożytne imperium. W tragedii Eurypidesa Ifigenia w Aulidzie, Odys przekonuje Agamemnona, by zgodził się na ofiarę swojej córki Ifigenii, aby uspokoić boginię Artemidę. Odys też ułatwia przeprowadzenie tej akcji mówiąc matce Ifigenii, Klitajmestrze, że dziewczyna ma poślubić Achillesa. Bezczelnie kłamie. Dla Rzymian było to zachowanie perfidne i niegodne mężczyzny, ale u Homera nie występuje jeszcze pojęcie moralnej odpowiedzialności. W jego świecie zdyskredytowany jest ten, kto się dał pokonać, nigdy zaś zwycięzca. Greckie słowo kakos (niski, wredny, nikczemny, zły) oznacza osobę, której kaka (czyli zło) można wyrządzić bezkarnie, ponieważ nie może się bronić. Na potępienie zasługują ci, którzy wysłuchują obelg pod swoim adresem, nie ci natomiast, którzy komuś urągają. Liczne fortele Odyseusza raziły rzymskie wyobrażenia o obowiązkach mężczyzny, a sztuczki i kłamstwa, które stosował, aby tylko osiągnąć cel, kolidowały z rzymskim poczuciem honoru. Z natury jesteśmy więc Grekami, ale etykę odziedziczyliśmy na szczęście po Rzymianach.

Wojny diadochów

Grecy raz jeszcze. Po śmierci Aleksandra Wielkiego, gdy diadochowie podzielili między siebie jego olbrzymie królestwo, świat stał się par excellence grecki. Ale diadochowie nie kontynuowali zamysłu Aleksandra, ruszając na dalszy jego podbój. Natychmiast zaczęli walczyć między sobą i w gruncie rzeczy to nie Rzymianie zniweczyli grecką dominację – uczynili to sami Grecy, a Rzymianie, zręcznie wykorzystując ich wewnętrzne niesnaski, jedynie im w tym dopomogli. Działania wojenne z tego okresu objęły swoim zasięgiem cały ówcześnie znany świat, od Grecji kontynentalnej i wysp po Afrykę Północną, Azję Mniejszą, Bliski Wschód i Iran, a ich celem było panowanie nad światem. Walki pochłonęły dziesiątki, a może setki tysięcy ludzkich istnień. Dwadzieścia lat między 321–301 rokiem to okres brutalnych i bezwzględnych wojen – praktycznie nieprzerwanego pasma wojen, wojen na taką skalę, że śmiało należałoby uznać je za pierwszą w dziejach wojnę światową.

Asteria

Wędrówka po Cykladach. Ortygia lub Asteria, Wyspa Przepiórek. Wyspa, która jak okręt swobodnie pływała po morzu, cumując w przystaniach życzliwych wiatrów. Osadził ją na miejscu, przymocowując do czterech diamentowych słupów, Posejdon. Nie była to kara. Uczynił tak po to, by dać schronienie Leto, prześladowanej przez Herę. I tu, na brzegu wyschniętego dziś, owalnego jeziorka, które w starożytności połyskiwało czystą wodą, pod palmą daktylową, Leto powiła Apollina i Artemidę. Z tego powodu wyspa stała się odtąd główną siedzibą kultu obu tych bóstw i zyskała status „świętej”. Ateński tyran Pizystrat, któremu wówczas podlegała, kazał ekshumować zmarłych z tamtejszych grobów i pochować ich na sąsiedniej wyspie Renei. Uważał, że żaden śmiertelny nie powinien leżeć w ziemi, która zrodziła Apollina. Ateńczycy również uznali to miejsce za święte i odtąd nikt nie miał prawa ani urodzić się tam ani umrzeć. Kobiety przed połogiem oraz umierających wywożono na Reneję, wyspę oddzieloną półkilometrową cieśniną. Gdy ktoś umarł nagle i nieoczekiwanie, zginął na wskutek nieszczęśliwego wypadku lub zabójstwa, konieczne były rytuały oczyszczające.

Wyspę zdobył i zrównał z ziemią Menofanes, wódz Mitrydatesa, króla Pontu. Jej mieszkańcy zostali wymordowani, a nielicznych, którzy zdołali przeżyć, uprowadzono w niewolę. Kolejny cios zadali wyspie piraci pod wodzą Atenodorosa, również pozostającego na usługach Mitrydatesa. Tym razem wyspę złupiono doszczętnie. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek. Przez pewien czas hulał tu tylko meltemi, silny wiatr północny, ocalałe budowle kruszały, jezioro Leto wyschło, drzewa i róże zdziczały i obumarły. Wyspa Przepiórek ożyła ponownie dopiero po zburzeniu przez Rzymian Koryntu. Wtedy stała się jednym z najważniejszych centr handlowych starożytności, kosmopolitycznym portem i największym rynkiem handlu niewolnikami. Według pewnych relacji sprzedawano ich tutaj do 10 tysięcy dziennie. Inną tutejszą specjalnością były słynne w antycznym świecie i bardzo drogie łoża biesiadne. 

Podobno w starożytności zamieszkiwało ją ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Dziś nie mieszka tu nikt. Nie ma tu kawiarń, sklepów, straganów, dróg ani pojazdów. W miejscu, gdzie przed wiekami wrzało bujne życie, panował niewyobrażalny zgiełk i hałas, przewalały się tłumy pielgrzymów, żołnierzy, kupców i niewolników – panuje teraz cisza. Rano z Mykonos przypływają wodoloty, wysypują się z nich grupki skacowanych po nocnych hulankach turystów, którzy potem rozpraszają się wśród jej ruin i resztek murów, wśród okaleczonych rzeźb i niskich krzewów, ostrych niczym kolczaste zasieki. Wszyscy szukają cienia, którego tu nie ma. Nie ma go nawet na nadbrzeżu, skąd odpływają wodoloty. Nie ma też wody i żadnego miejsca, gdzie można byłoby ją kupić. Tylko płynne słońce spadające na głowy niczym połyskująca złotem lawa, jak tego dnia, gdy tam dotarliśmy. Trzy czy cztery godziny, przewidziane na zwiedzenie wyspy, wystarczą aż nadto. Wszyscy chcą z tej martwej wysepki wyjechać jak najszybciej. Rzadko kto, opuszczając ją, ogląda się za siebie. Delos. Nie czułem się na niej dobrze, także chciałem opuścić ją jak najszybciej. Może miejsce, gdzie nie masz prawa umrzeć nie jest też miejscem, gdzie możesz żyć? 

Gusta

Jedną z głupszych paremii, odziedziczonych po Rzymianach, i bezmyślnie wciąż powtarzanych, jest sentencja de gustibus non disputandum. Zakłada ona, że w sferze gustów, czyli wartościowania, nie istnieją żadne prawdy obiektywne do których można się odwołać. I jest to błąd. Ortega y Gasset ma rację mówiąc, że w wypadku gustów podoba nam się pewna wartość (czysta rzecz nie może nam się podobać czy nie podobać), a każda wartość jest przedmiotem niezależnym od naszych kaprysów. Konwencje estetyczne, krytyka sztuki. Gusta dyskutujemy nieustannie, gusta mówią nam bardzo wiele o ludziach, niekiedy aż tak wiele, że – istotnie – nawet nie warto tego dyskutować. Z akcentem na nie warto. Ale można i należy.

Wercyngetoryks

Wercyngetoryks oblężony przez Rzymian w Alezji. Kiedy zaczęło brakować żywności i sytuacja oblężonych stała się krytyczna, pojawiła się propozycja, by zezwolić na zjadanie umarłych towarzyszy, jak to miało mieć miejsce podczas walk z germańskimi Teutonami i Cymbrami. Wercyngetoryks odrzucił jednak takie rozwiązanie. Natomiast, żeby mieć więcej prowiantu dla mężczyzn pod bronią, rozkazał usunąć z twierdzy kobiety i dzieci. Rzymianie odmówili przepuszczenia ich przez swoje linie, ale i nie wpuszczono ich także z powrotem do Alezji – przez następne kilka dni kobiety i dzieci umierały więc z głodu uwięzione na równinie pomiędzy twierdzą, a rzymskimi fortyfikacjami. Nie brakuje opinii, że decyzja ta przesądziła o losie Wercyngetoryksa. Galowie wydali go Rzymianom i nie upomnieli się o niego nigdy więcej.

Attalos III

Pełna, zaokrąglona twarz, wydatny, wąski podbródek, usta małe, pełne, prawie dziecięce, z nieco kapryśną dolną wargą, lekko wypukłe, duże oczy, prosty, klasyczny nos – Attalos III Filometor Euergetes, król Pergamonu, ostatni władca z dynastii Attalidów. Zmarł młodo, mając zaledwie trzydzieści kilka lat. Fascynująca postać. Historia nie ma o nim pochlebnego zdania. Uważa się, że był niezrównoważony psychicznie, wręcz szalony, próżny i okrutny, prawdopodobnie osobowość autystyczna, mizantrop, możliwe, że – jak określilibyśmy to współcześnie – dotknięty ostrym zespołem Aspergera. Attalos stronił od ludzi, nie przepadał ani za zabawami ani ucztami i niechętnie pokazywał się publicznie. Nigdy nie golił brody, nie obcinał włosów, ubierał się bardzo skromnie. Egzystując jak samotnik, w cichym i opustoszałym pałacu, jedyne, czemu poświęcał się z pasją była praca naukowa. Wiadomo, że napisał traktat o rolnictwie. Uprawiał zioła lecznicze, ale i trujące, sporządzał z nich wyciągi; legenda głosi, że podobnie jak później miała to czynić Kleopatra, badał ich skuteczność na skazanych na śmierć przestępcach. Podobno wynalazł bardzo skuteczny plaster na rany i owrzodzenia oraz dietę na zaburzenia w trawieniu. Interesowała go również entomologia. Typ naukowca-dziwaka raczej niż władcy. Czas wolny od obowiązków i zajęć naukowych najchętniej spędzał modelując w wosku i odlewając rzeźby w brązie. I właśnie w trakcie sporządzania pomnika matki doznał porażenia słonecznego i zmarł po kilku dniach choroby. Być może podzieliłby anonimowy los wielu ówczesnych władców, z istnienia których przetrwały jedynie niepewne daty urodzin i śmierci, gdyby nie to, że pozostawił po sobie zaskakujący testament. Na mocy tego testamentu całe swoje państwo z jego skarbami, kopalniami i ziemią zapisał w spadku Rzymowi, a miasta greckie z Pergamonem na czele obdarzył wolnością (w identyczny sposób jak wyzwala się wiernych niewolników). Posunięcie to zaskoczyło wszystkich, łącznie z spadkobiercami, czyli Rzymianami, którzy dość długo wahali się, co począć z tym nieoczekiwanym darem.

Historycy do dziś próbują odgadnąć motywy tej kontrowersyjnej decyzji. Część sugeruje, że powodem mogła być jego niechęć, a może wręcz nienawiść, do przyrodniego brata, Aristonikosa, który był synem hetery efeskiej. Ponieważ Attalos III nie miał męskiego potomka, naturalnym pretendentem do tronu był właśnie Aristonikos. Ta teza wydaje się jednak być dość wątła. Jeżeli założyć, że jego niechęć do przyrodniego brata była tak wielka, powstaje pytanie, co powstrzymywało go od skorzystania z metod, którymi posługiwano się wówczas, a już zwłaszcza w podobnych sytuacjach, nagminnie – czyli pozbycia się brata, choćby za pomocą trucizny. Druga teza także nie przekonywuje. Część historyków sugeruje, że zapis na korzyść Rzymu mógł wynikać z lęku Attalosa przed wybuchem rewolty społecznej w królestwie (uważa się, że tylko Rzymianie byliby w stanie opanować sytuację w obliczu narastającego buntu niewolników i biedoty). Bunt mógł wydarzyć się lub nie, tego Attalos nie mógł przewidzieć z bezwzględną pewnością. Najbardziej prawdopodobna wydaje się więc trzecia teza: zapis był spowodowany świadomością faktycznej zależności od Rzymu i pragnieniem uchronienia poddanych od nieuniknionej wojny z ekspansywnym protektorem, który po śmierci Attalosa sięgnąłby po Pergamon tak czy inaczej. Gdyby przyjąć za prawdziwą tezę trzecią, trzeba byłoby także uznać, że ten niezrównoważony psychicznie człowiek, odludek i szaleniec musiał być bardzo wnikliwym i inteligentnym obserwatorem, świetnie zorientowanym w politycznych realiach swojej epoki. Może chciał raz na zawsze skończyć z pozorami, zmęczony walką o ich utrzymanie w świecie, którego faktycznymi władcami i tak byli już Rzymianie? Może nie miał złudzeń? Może już doskonale rozumiał, że Rzym będzie rzeczywistym władcą nie tylko Pergamonu, ale i całego świata hellenistycznego? Może pamiętał, że kiedy jego ojciec, Attalos II, po zdobyciu przez Rzymian Koryntu zaoferował astronomiczną jak na one czasy sumę stu talentów za obraz przedstawiający boga wina Dionizosa, rzymski wódz, Lucjusz Mummiusz, pozbawił go tego nabytku z dziecinną łatwością? Niczego nie można wykluczyć, prawdy nie poznamy nigdy, testament Attalosa, przesłanki, którymi się kierował, budziły i będą budzić pytania, a nie brakuje także opinii, że testament nigdy nie istniał lub był sfałszowany. Nikt jednak nie zdołał wskazać ewentualnych „autorów” takiego fałszerstwa ani ich motywów, tym bardziej, że główni podejrzani, czyli Rzymianie, sądząc z ich reakcji, wcale nie byli na ten prezent przygotowani.

Ja optuję za trzecią tezą. Attalos III Filometor był ekscentryczny i szalony, a właśnie w tym szaleństwie jest metoda. I pogarda. „Wielkodusznie” ofiarował Rzymianom to, co i tak już do nich należało.

Greckie lasy

W greckiej poezji epickiej i lirycznej las jest integralną częścią krajobrazu. Lasy porastają pasma górskie i wyspy, sąsiadują z łąkami i pastwiskami na wzgórzach i równinach. W poematach Homera nie brakuje podobnych przedstawień. W Iliadzie są to przeważnie lasy górskie, w Odysei częściej mówi się o porośniętych lasem wyspach oraz świętych gajach. Atena wymienia, wśród innych walorów Itaki, jej bujne lasy, gdy pod postacią młodego pasterza ukazuje się Odysowi i wygłasza pochwałę jego wyspy. W czasach Homera Grecja była lesista, zamieszkiwały ją lwy, niedźwiedzie, wilki, dziki. Trudno to sobie wyobrazić, jeżeli znamy Grecję taką, jaka jest dzisiaj. Dzisiejsza Grecja jest skalista, łysa, porośniętą kosodrzewiną i niskim jałowcem. Czytając „Aleksjadę” Anny Komneny, obserwując niszczycielski szał z jakim Persowie, Rzymianie, Wenecjanie, Genueńczycy, Łacinnicy, Bizantyńczycy, Turcy, wszystkie nacje, które walczyły o dominację w regionie Morza Egejskiego i Jońskiego, przemieniali greckie drzewa, zwłaszcza jodły i strzeliste dęby, w monery, triery, pentery, poliery, w dromony, liburyny, galery, w dziesiątki, a potem setki tysięcy statków i łodzi, zaczynam rozumieć, dlaczego przybrzeżne regiony Grecji i jej wyspy są skalistym pustkowiem pokrytym fryganą, niską i suchą, garigiem lub poduchowatymi, wydzielającymi silny aromat olejków eterycznych, krzewinami makii. Usunięte, wytrzebione lasy zabliźniają się właśnie makią. Bujne, greckie lasy spoczywają na dnie mórz.

 

Trzy porządki

Jońska kolumna jest smukła. Jest w niej siła, ale i delikatność. W kolumnie doryckiej jest surowa ociężałość i dostojeństwo, natomiast brak jej wdzięku. Kolumna koryncka to imperialne rokoko – nic dziwnego, że kochali się w niej Rzymianie.