S. Màrai notuje w Dziennikach, że czasami czuje się „jak powracający z wojny krzyżowej rycerz, który dowiaduje się, że nie wytwarza się już pasów cnoty”. Najwyraźniej jest to doświadczenie, które w pewnym momencie przeżywa każde pokolenie, każdy z nas na pewnym etapie życia. Ja też coraz częściej jestem zdziwiony, że nikt już nie produkuje „pasów cnoty”.
Tag: Sandor Marai
Ziemia! Ziemia!
Znakomita scena z pierwszego rozdziału powieści „Ziemia! Ziemia!” Sàndora Màrai. Opowiada w niej o swoich urodzinach w marcu 1944 roku, o gronie krewnych oraz znajomych, którzy zebrali się przy urodzinowym stole i nieuniknionej w tamtej sytuacji dyskusji politycznej. Wspomina o swoim kuzynie, który sprzyjał nazistom i zaciekle bronił swojej postawy. Gdy Màrai próbował podważyć sens jego słów w odpowiedzi usłyszał: Ja jestem narodowym socjalistą, a ty nie możesz tego zrozumieć, bo masz talent. Ja nie mam talentu i dlatego potrzeba mi narodowego socjalizmu. Gdy Màrai zaoponował podkreślając, jak bardzo nie ufa swojemu „talentowi” usłyszał: Ty tego nie możesz zrozumieć. Teraz nadszedł nasz czas, czas ludzi bez talentów. Teraz nadeszły nasze czasy”!
To prawda. Od tamtej epoki zaczyna się czas ludzi bez talentów. I czas ten wciąż trwa. I w sumie nie ma to większego znaczenia, czy będzie to narodowy socjalizm, kapitalizm czy liberalizm. W każdym wypadku jest to dyktatura ludzi bez talentów.
Alexis de Tocqueville
Sàndor Màrai komentując lekturę Tocqueville: „Dobrze wiedział, że pisarz nie odgrywa żadnej roli w społeczeństwie demokratycznym, jest niewygodnym świadkiem tam, gdzie większość nie pragnie niczego innego poza możliwie łatwo osiągalnym i pozbawionym ograniczeń dobrobytem. Pisarz odgrywa rolę tylko w społeczeństwie „arystokratycznym” gdzie przemawia do niewielu tak samo wykształconych jak on sam”.
Dokładnie tak.
Sàndor Màrai
„Dziennik” Sàndora Màrai. Drugi tom, lata 1949-1956. O bogowie! gdybyśmy mieli choć jednego pisarza tej klasy w naszej literaturze i choć jednego człowieka tej klasy. Ale nie mieliśmy. Dzienniki Gombrowicza trudno czytać bez zażenowania, Iwaszkiewicz jest zbydlęcony i żałosny, Dąbrowska to czysty kabaret, inni, szkoda słów. Może jedynie Herling Grudziński, jego „Dziennik pisany nocą”, wyważony i mądry, ale ile w nim jest samego autora? W polskiej literaturze nie ma ani jednego człowieka tej miary, co Màrai.
Poputczyki islamu
Poputczyki islamu to termin zaproponowany przez znakomitego pisarza węgierskiego, Sandora Marài, i nie ma w tym przypadku, bowiem pochodził z kraju, który od stuleci narażony był na spotkania z tą tępą i gwałtowną ideologią. W Europie zresztą, nawet jeżeli brzmi to dziwnie, nigdy nie brakowało jej poputczyków. Już Erazm z Rotterdamu zapewniał, że ekspansję islamu można skutecznie powstrzymać dając „dobry przykład chrześcijańskiego życia”. Innymi słowy, liczył – podobnie jak jego dzisiejsi epigoni – że muzułmanie, ujrzawszy bogobojnych giaurów, zawstydzą się okrutnie i może porzucą, zalecaną im przez Proroka, „drogę miecza”. Erazm byłby zapewne dumny widząc dziś tłumy pokojowo nastawionych pajaców, którzy w milczeniu i pokorze demonstrują swoją dezaprobatę dla „niecnych wyczynów” jakichś tam pojedyńczych i niedostatecznie zintegrowanych multikulturalnie imigrantów. Byłby zapewne tym bardziej dumny postrzegając w tych demonstracjach muzułmańskich politruków czyli immamów, którzy w ten sposób odwdzięczają się nam za inwestycje w postaci setek meczetów i szkół koranicznych w całej zjednoczonej Europie. I byłby na pewno dumny widząc tysiące pluszowych misiaczków, zniczy, wiązanek kwiatów, laurek oraz wszystkie malowanki na chodnikach z wyrazami współczucia dla ofiar i wyrazami najwyższego szacunku do innych „cywilizacji i kultur”. Czyli byłby na pewno dumny z naszej tolerancji dla islamskiego braku jakiejkolwiek tolerancji dla czegokolwiek.
Mamy bogate tradycje w tym względzie i nie kończą się one bynajmniej na Erazmie. Luter i jego kumple od reformacji uważali, iż islamskie najazdy są słuszną plagą Bożą spadającą na oddających się „kapistowskiej idolatrii” katolików i że sułtan, jakiś ówczesny Erdogan, to daleki potomek króla Priama i ma słuszne prawa do zasiadania na imperialnym tronie Nowego Rzymu. Inni twierdzili, że oto spełnia się apokaliptyczna zapowiedź o powstaniu ludów Goga i Magoga jako zwiastunów klęsk ostatecznych. Nasze dzisiejsze intelektualne wygibasy na ten temat mają więc wypróbowaną i prastarą tradycję. Liberalną.
Sándor Márai
W 1949 roku przebywający na emigracji we Włoszech Sándor Márai zapisał w „Dzienniku”: „Istnieją trzy drogi życia: Odyseusza, Jezusa i Fausta. Reszta to podatnicy”.
Język francuski
Sàndor Màrai: Język francuski jest rzeczywiście jednym z największych cudów ludzkości. Wprost nie sposób bardziej zachwycająco, pociągająco, fascynująco opowiadać o własnej potworności, niż to czyni Rousseau po francusku, relacjonując, jakim to odrażającym łajdakiem był przez całe życie.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.