W Polsce w rozmowach z ludźmi często zdarza się usłyszeć, że są kosmopolitami. „Jestem kosmopolitą”, cały świat jest moją ojczyzną, te wszystkie banały i frazesy, bezmyślnie i chętnie klepane podczas towarzyskich spotkań. Nie wierzę nikomu, kto twierdzi, że uważa się za obywatela świata i nie jestem w stanie takiego człowieka potraktować poważnie. Deklaracja jestem kosmopolitą, pyszałkowata i bezczelna, podpowiada mi, że taka osoba nie ma najmniejszego pojęcia o tym, jak złożona jest nasza rzeczywistość. Wyobrażam sobie, jak bardzo taki osobnik dalej byłby dumnym bezpaństwowcem, gdyby zdarzyło mu się znaleźć gdziekolwiek indziej niż w jego spokojnym i bezpiecznym otoczeniu, choćby w slumsach jakiegoś meksykańskiego miasta opanowanego przez gangi czy na terytoriach kalifatu rządzonego przez Isis. Kosmopolityzm to luksus na który stać jedynie bogatych i sytych. Bieda, a tym bardziej nędza, nie mają szans na kosmopolityzm. Nasz świat nie jest i nigdy nie będzie kosmopolityczny. Poza wąską grupą ludzi absolutnie najbogatszych kosmopolityzm nie jest niczym innym jak tylko bezmyślnym kalaniem swego gniazda. Patria mea totus hic mundus est, napisał Seneka, słynny stoik, w „Liście do Lucyliusza”, ale przeżył traumę, gdy cesarz Klaudiusz zesłał go na Korsykę, tylko na Korsykę, a nie na przykład do barbarzyńskiej Scytii, który to świat na pewno nie byłby jego ojczyzną. Stoicy zresztą nie twierdzili, że bycie obywatelem świata wymaga dystansowania się od swoich poleis. Diogenes Laertios pisze, że wierzyli oni, iż dobroć wymaga od ludzi służenia i poświęcenia się dla innych osób najlepiej jak się potrafi, ale służenie wszystkim ludziom na równi jest niemożliwe, zatem najlepsza forma poświęcenia wymaga politycznego zaangażowania – czyli działania w polis, we własnym mieście. To prawda, że obecnie technika niemal z dnia na dzień przekracza nowe granice, ale przekonanie, że ludzie stali się przez to sobie bliżsi, jest niebezpieczną iluzją. Zwodnicza i krucha e-bliskość nie ma wiele wspólnego z fizyczną i tradycyjną zażyłością międzyludzką, a świat z każdego miejsca na Ziemi wygląda całkiem inaczej.
Tag: Seneka
Seneka
Życie jest bardziej skomplikowane niż to śniło się filozofom. Z całą pewnością nigdy nie pozbędziemy się tej rozkosznej pokusy, by spekulować o tym, jak właściwie należy żyć, jak powinno wyglądać mądre życie, czym powinniśmy powodować się w życiu, a życie dalej będzie kpić z naszych śmiesznych spekulacji i bezlitośnie, przy każdej sposobności, demaskować ich nicość.
Zawsze lubiłem czytać Senekę. Nie rozstaję się z jego „Myślami” prawie od trzydziestu lat, choć zdarza się, że czasem po prostu zapominam o nich. Wtedy gubią się gdzieś na przepastnych półkach biblioteczki, mija rok lub dwa, i nagle pojawiają się znów na moim biurku, pozostając na nim przez wiele miesięcy, zanim znów gdzieś się skryją. Seneka jest mądry. Spotkanie z nim jest jak spotkanie z ciszą, jak spotkanie z samym sobą. Kiedy czytam go, nie mam wątpliwości, że wiedział jak należy żyć i doskonale rozumiał, czym jest życie. Natomiast kiedy czytam o nim, zaczynam wątpić. „Potrzeby naszego ciała są skromne: domaga się ono jedynie ochrony przed zimnem, pokarmu dla zaspokojenia głodu i pragnienia. Wszystko, czego pożądamy ponadto, służy naszym wadom, a nie potrzebom rzeczywistym” – w swoich pisamach wielokrotnie wspomina o tym, że życie powinno być skromne, ale sam należał do najbogatszych ludzi tamtego czasu, zgromadził majątek oceniany na 300 milionów systercjów; był więc antycznym miliarderem. Zarzucano mu nawet chciwość i pazerność. „Najlepsza jest taka miara majątku, żeby ani nie popaść w ubóstwo, ani od ubóstwa nie być daleko” – z fortuną 300 milionów systercjów był bardzo daleko od ubóstwa. Ale czy tylko droga Buddy jest słuszna? Czy ważne jest, by własnym życiem udowodnić swoje przekonania? Seneka nie głosił religii. „Żadne położenie nie jest aż tak trudne, by przekreślało każdą możliwość szlachetnego działania” – pisze. Czy są to tylko czcze słowa, pobożne życzenia? Żył przecież na dworze Nerona, był zamieszany we wszystkie brudy i zbrodnie tego okresu. Mimo najlepszych chęci nigdy nie uwierzę, że nie miał najmniejszego pojęcia o pułapce, jaką jego wychowanek przygotował dla swojej matki, Agrypiny. Gdy uratowała się, brał zapewne udział w naradzie u Nerona, gdzie zdecydowano, by wysłać do niej morderców, którzy zatłukli ją pałkami. Wiadomo też, że to on, Seneka, był rzeczywistym autorem listu Nerona do senatu, listu z kłamliwymi wyjaśnieniami okoliczności i przyczyn jej śmierci. Czy rzeczywiście „żadne położenie nie jest tak trudne ..? Seneka współdziałał z matkobójcą, cynicznie usprawiedliwiał jego zbrodnię i mimo tego był i pozostał wielkim autorytetem moralnym, cytowanym przez dziesiątki innych filozofów i całe rzesze wszelkiej maści kaznodziejów przez całe wieki. Bezwzględnie potępiał tyranię i wychował jednego z największych tyranów. W swoich rozważaniach nigdy nie pobłaża pochlebcom, lecz sam płaszczył się przed Messaliną i wyzwoleńcami Klaudiusza. Nie krył też nigdy swojej pogardy dla ludzi, którzy stają się narzędziami przemocy, a dobrowolnie wysługiwał się Neronowi. Otaczał się zbytkiem, choć potępiał zbytek. Znana była też jego rozwiązłość, co nie przeszkadza mu nawoływać do panowania nad zmysłami.
Zapewne doskonale rozumiał, że Neron będzie chciał pozbyć się niewygodnego świadka swoich zbrodni. Dlatego próbuje wycofać się z czynnego życia, ofiarowując Neronowi cały swój majątek. Ale i to nie wystarczyło. I bez wątpienia wiedział, że to nie wystarczy. Wiedział, że nic już nie wystarczy. W 65 roku naszej ery Neron otrzymał stosowny pretekst – spisek Pizona. Lucius Annaeus Seneca Minor, Seneka Młodszy, retor, pisarz, poeta i filozof, otrzymał prawo, zaszczytne prawo, by popełnić samobójstwo. Podciął sobie kilka żył. Ze względu na poważny wiek krew z przeciętych żył wypływała bardzo powoli. Dyktuje więc skrybie ostatnie słowa, po czym zanurza się w gorących wodach łaźni. Ciepło przyspieszyło upływ krwi i zakończyło jego życie. Odszedł tak, jak głosił. Może ważne jest, by własnym życiem udowodnić to, co głosimy. Ale ilu z nas jest w stanie udowodnić to własną śmiercią?
Zawodowe płaczki
Cały ten współczesny koszmar spektaklu litości. Litości dla psów, litości dla chomików, kotów, uchodźców, komarów, przestępców, żebraków, litości dla zwykłych idiotów oraz idiotek, przypomina mi rozdzierające – i nie mogę pozbyć się wrażenia, że fałszywe i sztuczne – lamenty i jęki na pogrzebach ludzi doskonale nam obcych. Społeczeństwa zachodnie przeistoczyły się obecnie w coś w rodzaju zawodowych płaczek. Płaczemy na wszystkich pogrzebach. Nawet na pogrzebach naszych wrogów.
Już Seneka przestrzegał przed litością. Uważał, że litość jest wadą człowieka słabego, człowieka, który załamuje się na widok cudzych nieszczęść i dlatego właśnie jest ona najbardziej rozpowszechniona „wśród ludzi najlichszych”.
Sine missione nascimur
Otworzyłem dzisiaj „Myśli” Seneki na ślepo, trafiając na stronę 421. Mój palec zatrzymał się na zapisie IV 37 . 2: Musisz umrzeć dumny i niezwyciężony. Cóż ci przyjdzie z tego, że zarobisz jeszcze kilka dni albo kilka lat? Rodzimy się bez ułaskawienia.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.