Styl

Styl, maniera, rozpoznawalne cechy danej twórczości, w literaturze czy w malarstwie, w każdej twórczości zresztą, traktowane są jako osiągnięcie, świadectwo dojrzałości, jako niepodważalna zaleta i powód do dumy dla twórcy. Stwierdzenie, że ktoś „posiada swój styl” zawsze funkcjonowało jako rodzaj najwyższego komplementu i uznania. I zawsze wydawało mi się to szalenie podejrzane, bo kiedy zastanowić się nad tym nieco głębiej trudno nie zauważyć, że w istocie oznacza to skostnienie, bezsilność, kopiowanie samego siebie, powielanie starych schematów, marazm. Przekonanie to podzielał Lew Szestow. W jego „Apoteozie nieoczywistości” znalazłem trafną diagnozę tego nieporozumienia. Warto dokładnie zacytować jego słowa: W gruncie rzeczy, twórca zazwyczaj doznaje samych przykrości. Wszelka twórczość jest tworzeniem z niczego. W najlepszym razie mamy do czynienia z bezkształtnym, bezsensownym, na ogół opornym i twardym materiałem, który ledwo poddaje się obróbce. Zresztą, nie wiadomo, jak się do niego zabrać. Za każdym razem przychodzi do głowy nowy pomysł. I za każdym razem ten nowy pomysł, który przez moment wydawał się znakomity, urzekający, trzeba odrzucać jak zbędne rupiecie. Twórczość jest nieustannym przechodzeniem od niepowodzenia do niepowodzenia. Ogólny stan człowieka tworzącego – nieokreśloność, niejasność, niepewność jutra, roztrzęsienie. I im poważniejsze, donioślejsze, bardziej oryginalne jest zadanie, które wziął na siebie, tym bardziej się męczy. Dlatego też większość ludzi, nawet genialnych, nie wytrzymuje działalności twórczej à la longue. Gdy tylko opanowali technikę, zaczynają się powtarzać, wiedząc, że publika nie jest zbyt wymagająca i bez niechęci przyjmie od faworyta jedno i to samo, a nawet widzi w tej jednostajności zaletę. Każdy miłośnik sztuki jest zadowolony, gdy w nowym utworze rozpozna „manierę” artysty i prawie nikt się nie domyśla, że pojawienie się maniery oznacza początek końca. Artyści dobrze to rozumieją i chętnie wyzbyliby się tej maniery, w której sami już widzą szablon, ale to wymaga zbyt wielkiego natężenia sił, nowych udręk, wątpliwości, niepewności. Ten, kto raz przeżył „rozkosze twórczości”, po raz drugi dobrowolnie im nie ulegnie.

Truman Capote

„Styl określa to, kim jesteś” – pisał T. Capote. Wiedział, że stylu nie można kupić za pieniądze, i wiedział też, że prawdziwego, wielkiego stylu, jaki cenił najbardziej, nie sposób osiągnąć nie podlewając go codziennie „wodami z głębokiej studni jakiegoś banku”. „Kiedy byłem młody, chciałem być bogaty, straszliwie, straszliwie bogaty. Moja matka po rozwodzie z ojcem wyszła za bogatego mężczyznę, ale należeli najwyżej do wyższej klasy średniej, a to jest gorsze niż bycie biednym. Bogaci ludzie z klasy średniej są pozbawieni dobrego smaku. Trzeba być albo bardzo bogatym albo bardzo biednym. W wypadku tych, którzy są pośrodku, absolutnie nie ma mowy o dobrym smaku. Posyłano mnie do kilku dobrych szkół. Nie znosiłem bogatych chłopców. Nie mieli gustu. Zawsze znałem bogatych ludzi, ale byłem w pełni świadom tego, że nie jestem bogaty”.