Dolce vita

Goethego uwaga o Włochach, pochodząca zapewne z jego „Podróży włoskiej”, a więc z końca osiemnastego wieku: Przekonałem się, że lud tutejszy przejawia żywą i pomysłową przedsiębiorczość nie po to, by się bogacić, lecz by żyć beztrosko. Niewiele jest nacji o których, może poza Grekami, dałoby się powiedzieć podobne słowa. Z całą pewnością nie dałoby się tego powiedzieć o Szwedach. Tutaj bogacenie się nigdy nie było środkiem, lecz celem, a ten, dla kogo bogacenie się jest celem, nigdy nie żyje beztrosko.

Longobardowie

W szóstym czy siódmym wieku naszej ery germańsko-skandynawskie plemiona Longobardów przeprawiły się przez Bałtyk, zawędrowały w dorzecze Wisły, przesuwając się na południe doszły do okolic mniej więcej dzisiejszego Krakowa, niszcząc wszystko, co stało na ich drodze. Nabrawszy sił ruszyli dalej, w końcu podbijając nawet Italię. W 1650 roku potomkowie Longobardów, czyli Szwedzi, ponownie pojawili się na ziemiach polskich, a efekty ich kilkuletniego „pobytu” w Polsce dałoby się porównać jedynie z niewyobrażalnym tsunami.

Czy na pewno „bracia polscy”

Arian polskich przedstawia się w naszej historii zwykle jako niewinne ofiary kontrreformacji i nasilających się prześladowań religijnych. Rzadziej wspomina się o tym, że byli oni wmieszani w polityczne rozgrywki, które mało miały wspólnego z religią, a w czasie „szwedzkiego potopu” stali się gorliwymi akolitami najeźdźców, współpracując między innymi przy traktacie z Radnot, pierwszej próby rozbioru Polski. Jak pisze Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej”: Gdy za Jana Kazimierza nastąpił najazd szwedzki, a Karol Gustav, król szwedzki, był jednym z głównych orędowników protestantyzmu w Europie, arjanie polscy popełnili ciężki błąd polityczny, stanąwszy po stronie najazdu i Karola, który, jak wszystkim było wiadomo, pracował nad planem rozbioru Rzplitej. Jenerał szwedzki Wirc, stojący załogą w Krakowie, miał głównych doradców z arjanów, którzy spełniali jego wszelkie tajemne zlecenia, wysyłani do Prus, Szląska i Węgier. Lubieniecki, Stegmon i Szlichtyng w pismach swoich dotykali Jana Kazimierza, który też, przystępując do odebrania Szwedom Warszawy, w czerwcu r. 1656 „ślub solenny uczynił wypędzenia arjanów z Polski”. Dziwić się więc należy nie temu, że zostali, jako zdrajcy i „piąta kolumna”, z Polski wypędzeni, ale temu, że odbyło się to w tak tolerancyjny sposób. Ciekawe, że ten sam nurt istnieje także i dzisiaj, gdy różni „bracia i siostry polskie” nawołują w Parlamencie Europejskim do karania swego kraju za to, że nie spełnia ich prywatnych oczekiwań oraz wymagań i najchętniej, jak M. Gretkowska, podzieliliby Polskę na Polskę A i Polskę B, czyli po wschodniej granicy pisowska dzicz, a po zachodniej oni, oświeceni liberałowie i intelektualiści.

Pucybut

W Malmö namnożyło się ostatnio pucybutów. W śródmieściu jest ich już przynajmniej kilku. Problem polega na tym, że nie mają klientów. Bo też i nie mogą mieć. Szwedzi  to najgorzej „obuty” naród Europy – chodzą w sandałach, drewniakach albo adidasach.

Dávila – dwie myśli

Nicolás Gómez Dávila:  Jeśli Europejczyk zdejmie chrześcijańską tunikę i klasyczną togę nie pozostanie z niego nic poza barbarzyńcą o bladym obliczu. 

Zgadza się. (Patrz. Skandynawowie, zwłaszcza Szwedzi).

                                                               ***

Myśl Dávila, która świetnie ilustruje europejską politykę imigracyjną: Przyjmować wszystko, nigdy nie odmawiając, może być wyrazem nie tyle gościnności, co raczej prostytucji.