Interesująca, niemal literacka postać. Wincenty Tyszkiewicz, herbu Leliwa, honorowy referendarz stanu W. Ks. Litewskiego, hrabia na Łohojsku i Świsłoczy, starosta strzałkowski, mąż Teresy Poniatowskiej, siostry księcia Poniatowskiego, gospodarny i bogaty, przyjaciel Jana Śniadeckiego, sponsor wydania ostatniego tomu „Słownika języka polskiego” Samuela Lindego, założyciel gimnazjum w Świsłoczy, którego wychowankami byli między innymi Ignacy Kraszewski, Romuald Traugutt czy malarz i kompozytor Napoleon Orda. Wszystkie relacje o nim potwierdzają, że gospodarzem był hojnym, choć zawsze zaraz po przyjeździe gości omawiał datę ich wyjazdu: „w umówionym dniu ani burza, ani choroba nie mogą zmienić obietnicy gości”. Leon Potocki opisał go jako człowieka łagodnego, ale jednocześnie słabego i nieśmiałego. Mimo zamożności skromny, lubił ciszę i spokój. Pił tylko czystą wodę, nie grał w karty, kochał sztukę, zwłaszcza teatr. Główną jego namiętnością było jedzenie i z czasem stał się tak gruby, że rąk nie mógł spleść na sterczącym brzuchu. Był też impotentem i transwestytą. Chętnie przebierał się za księdza i odprawiał mszę, a wieczory spędzał najchętniej na kanapie przebrany w kobiece suknie, z wachlarzem w dłoni, każąc kobietom całować się po rękach. Dziwak i ekscentryk, który każdego Nowego Roku dokładnie planował w kalendarzu na cały rok z góry gdzie, kiedy, i o której godzinie będzie każdego dnia w ciągu całego roku. Zmarł w marcu 1818, gdy pomimo zawiei i choroby przyjechał w odwiedziny do swojej krewnej, kasztelanowej Kurzenieckiej, bo tak miał zaplanowane w kalendarzu.
Tag: transwestyta
Cała nasza kiczowatość
Nie wiem, czy kiedykolwiek w naszych dziejach zachwycaliśmy się życiem tak często i tak infantylnie, sentymentalnie, ckliwo, kiczowato, czułostkowo jak dzisiaj. Wiem, że mlasków i ślinienia się na temat przyrody i natury na pewno nigdy nie uprawialiśmy z tak durnym i bezkrytycznym entuzjazmem jak teraz. Poprzednie stulecia, żyjąc blisko prawdziwej, nagiej i okrutnej przyrody, nie widziały powodów, by ją gloryfikować. Ale to samo dotyczy wielu innych aspektów naszego życia: zachwycamy się nieustannie dziećmi, pierwszym lepszym beztalenciem typu Madona, Cyrus, Bieber, Selena Gomez, Shakira, Lady Gaga, Rihanna, beztalenciem, które bezlitośnie maltretuje nasze uszy, jakimś innym beztalenciem, które skleci kilka zdań o niczym i znajdzie innego analfabetą, który to wyda, na dodatek w formie książki, każdym transwestytą, który pojawi się publicznie w rajstopach i staniku na głowie, każdym homoseksualistą, gdy tylko powiadomi na facebooku o dacie ślubie ze swoim brodatym narzeczonym, każdym kopiącym piłkę, gdy tylko uda mu się wkopać ją w miejsce znacznie szersze niż wrota do raju, i tak samo zachłystujemy się, gdy ktoś coś gotuje, sadzi kwiatki, maluje bochomazy, celnie pluje, oszpeci się tatuażem, biega szybciej niż jego sąsiad, zachłystujemy się każdym miśkiem, zajączkiem, pieskiem, zwłaszcza gdy bezpańskie, zachwycamy się filmami tak durnymi, że po ich obejrzeniu dostaje się mdłości, komentarzami politycznymi, które powstają tylko dlatego, że piszący mają nas za bezprzykładnych idiotów, imprezami sportowymi, których jedynym zadaniem jest uśmiercenie naszych szarych komórek, zbrodniarzami, dlatego, że mieli trudne życie i w dzieciństwie nie kochała ich mama, roztkliwiamy się nad durniami, którzy wysadzają się w powietrze, bo ktoś im powiedział, że to najkrótsza i najpewniejsza droga do wiecznej rozkoszy z wielkodupnymi hurysami, roztkliwiamy się nad czyjąś bezmyślnością i tępotą, płaczemy nad okrutnym losem pingwinów i białych niedźwiedzi. Nasz kontakt ze światem stał się bardzo intymny, niemal erotyczny – obmacujemy świat, ślinimy się nad światem, pieścimy świat i wygląda na to, że jesteśmy przekonani, że im więcej tych pieszczot, tym lepiej. I uczymy się pieścić świat coraz doskonalej, coraz skuteczniej, coraz intensywniej. Wkrótce zapieścimy go na śmierć.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.