Europejska solidarność

Europejska solidarność w kwestii sankcji wobec Rosji? Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy i Belgia domagają się, aby na szczeblu krajowym była możliwość odmrożenia zamrożonych aktywów osób z list sankcyjnych, jeżeli te osoby mają udziały w branży rolniczej, czyli proponują wykreślenie z list sankcyjnych ponad 1,5 tys. osób i podmiotów, oligarchów i zbrodniarzy. Część krajów zaprotestowała przeciwko tej jawnej zdradzie, ale Grecja, Szwecja i Węgry jednoznacznie stoją po stronie sowieckich bandytów. Z listy objętych sankcjami surowców energetycznych, na prośbę Grecji, wykreślony został sprężony gaz ziemny, gaz powstający w procesie przetwórstwa ropy naftowej, który odpowiada on za jedną czwartą wolumenu gazu, który jest objęty zakazem importu z Rosji. Węgrzy wnieśli na ostatnim unijnym spotkaniu o wykreślenie z listy sankcyjnej trzech członków rosyjskiego rządu, w tym ministra energii Rosji. Tradycyjnie dwulicowa Szwecja, powołując się na konieczność ochrony wolności mediów (sic!), jakby w Szwecji istniała jakakolwiek wolność mediów, wykreśliła z listy sankcyjnej Federalną Służbę ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej, tzw. Roskomnadzor. Żeby wszystko było jasne – jest to rosyjski federalny organ wykonawczy odpowiedzialny za monitorowanie, kontrolowanie i … uwaga, cenzurowanie rosyjskich środków masowego przekazu. „Ukraińska Prawda” ujawniła dziś, że wielu osób z rosyjskich elit oficjalnie pomieszkuje w Wiedniu, w żywe oczy kpiąc z zachodnich sankcji. Wśród spacerowiczów po wiedeńskich ulicach, w obstawie goryli, jest między innymi Wiktor Zubkow, były premier Rosji, a na otwarcie sezonu w mediolańskiej La Scali wystawiono dzieło Musorgskiego „Borys Godunow” z Ildarem Abdrazakovem w roli głównej, odznaczonym przez Putina tytułem „Czczony Artysta Federacji Rosyjskiej”. Europejska solidarność umacnia się z dnia na dzień.

Wino stołowe

Ciekawa anegdota o tym, skąd wziął się termin „wino stołowe”. Otóż, nazwa ta podobno przylgnęła do białego, lekkiego i łagodnego, wytrawnego wina za Franciszka Józefa. To bowiem on, nawet podczas poufnych obiadów, kazał stawiać przed każdym gościem karafkę z lekkim winem. „Służba do każdego dania serwowała kolejne, starannie dobierane najlepsze gatunki z cesarskich piwnic, osobiście je rozlewała do coraz to nowych kielichów, ale każdy dostojny gość z tej swojej karafki mógł do woli nalewać i popijać w trakcie obiadu, a to pozostając przy nim, a to gustując w podawanym przez służbę, a to według uznania powracając do tego stołowego, jak mu tego podniebienie życzyło. Franc Josef, kiedy ten zwyczaj wprowadził, był młodym władcą i nie znał się jeszcze na winach, ale już wiedział czego ludziom potrzeba. Wina i trzeźwej głowy.” Tak pisze S. Màrai, sam wielki wielbiciel i entuzjasta wina, i dodaje: „Cała mądrość, jaką Węgier nabył z wina i swego wykształcenia sprowadza się w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu. Reszta jest próżnością, a nawet fałszem.”

Trzęsienia ziemi

Zygmunt Gloger „Słownik rzeczy starożytnych”: Trzęsienia ziemi w Polsce. Od tych zaburzeń wnętrza kuli ziemskiej nie były wolne krainy polskie, aczkolwiek nawiedzane przez nie rzadko i niezbyt szkodliwie. Kronikarze nasi a zwłaszcza Długosz, który zebrał wiadomości ze źródeł dawniejszych, następujące podają daty o trzęsieniach ziemi w Polsce: 1) „Rok 1000-ny przyniósł z sobą wiele osobliwszych zjawisk, a zwłaszcza trzęsienie ziemi pełne groźby i postrachu“. 2) „D. 5 maja r. 1200 trzęsienie ziemi w Polsce i krajach przyległych, przypadłe w samo południe i w następnych dniach po kilkakroć powtarzające się, wiele powywracało wież, domów i grodów, co iż w polskim kraju rzadko się wydarza, wzięte było za dziw wielki, a niektórych przesadną napełniło trwogą“. 3) Dnia 31 stycznia r. 1257, około godziny zwanej tercyą (hora tertiarum), w Krakowie i we wszystkich miastach i krainach polskich było trzęsienie ziemi, które u Polaków, niezwyczajnych takiego zjawiska, stało się dziwem straszliwym“. 4) „Roku 1258 było trzęsienie ziemi, które się dało uczuć w całej Polsce, a także w Czechach, Rusi i Węgrzech“. 5) „Dnia 5 czerwca r. 1443 było trzęsienie ziemi w Polsce, Węgrzech, Czechach i krajach sąsiednich tak gwałtowne, że wieże i gmachy murowane upadały na ziemię i najtrwalsze waliły się budowy; rzeki powystępowały ze swoich łożysk i wylawszy na obie strony, ukazały dna suche, a wody wszystko zmuliły; ludzie nagłym strachem zdjęci, od zmysłów i rozumu odchodzili. Runęło od tego trzęsienia ziemi w nocy sklepienie św. Katarzyny przy klasztorze braci pustelniczych św. Augustyna na Kazimierzu (w Krakowie) i wiele innych pozwalało się budynków. Mocniejsze jednak było trzęsienie ziemi w Węgrzech, gdzie się nawet zamki niektóre powywracały“. W Polsce mniemano, że od tego trzęsienia ziemia stała się mniej urodzajną i przez wiele lat potem obficie kąkol, chwasty i pszenicę ze śniecią rodziła.

Pàl Teleki

Pàl Teleki. Wspaniała postać z węgierskiej historii, w Polsce prawie zapomniana, choć dla nas, ze względu na jego wyjątkowe gesty wobec naszego kraju, powinna być szczególnie ważna. W początkach lipca 1920 rząd Węgier, którego Teleki był wówczas premierem, udzielił nam pomocy militarnej, przekazując nieodpłatnie i dostarczając w krytycznym momencie wojny polsko-bolszewickiej na własny koszt, drogą przez Rumunię, zaopatrzenie wojskowe w postaci: 48 mln naboi karabinowych do Mausera, 13 mln naboi do Mannlichera, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów Mauser i kilka milionów części zapasowych, 440 kuchni polowych, 80 pieców polowych. 12 sierpnia 1920 do Skierniewic dotarł transport m.in. 22 mln naboi do Mausera z fabryki Manfréda Weissa na wyspie Czepel. Węgrzy, w przeciwieństwie do naszych znakomitych „sojuszników zachodnich” nie zawiodły.

Tuż przed atakiem na Polskę w 1939 roku, na zapytanie strony niemieckiej o możliwość dokonania inwazji z terytorium Węgier (mieliśmy wtedy wspólną granicę) Teleki odparł: Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę. Ze strony Węgier jest sprawą honoru narodowego nie brać udziału w jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciw Polsce. Możemy sobie z satysfakcją wyobrazić wściekłość paranoicznego wodza „wielkiego narodu” niemieckiego na taką odpowiedź. Na tym jednak nie koniec. Po polskiej klęsce wrześniowej węgierski rząd podjął decyzję o otwarciu granic dla polskich uchodźców oraz zapewnił im wszelką możliwą pomoc – na Węgrzech, aż do momentu wkroczenia na Węgry Niemców w 1944 roku, działały polskie szkoły i organizacje społeczne.

Nie chcąc się ugiąć przed żądaniami Niemiec dotyczącymi ataku na Jugosławię (z którą Węgry były sprzymierzone), 3 kwietnia 1941 r. – na wieść o wkroczeniu wojsk niemieckich na terytorium Węgier w drodze do Jugosławii – Teleki, biorąc za to winę na siebie, popełnił samobójstwo strzałem z pistoletu. Zostawił list pożegnalny, w którym napisał: Naród czuje, że straciliśmy nasz honor. Sprzymierzyliśmy się z draniami. Staniemy się narodem śmieci.

W piątym tomie Dziennika Sándora Màrai jest apendyks do losów jego syna, Gèzy, który w 1949 roku zdołał wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Był wykładowcą na Uniwersytecie Wirginii, a następnie profesorem geologii na George Washington University. W styczniu 1983 roku Gèza, chory na raka, świadom, że zostało mu niewiele czasu, a pełen obaw o przyszły los swojej niedołężnej, cierpiącej na Parkinsona żony, zastrzelił najpierw ją, a potem samego siebie. Możemy sobie wyobrazić, że strzałem z rewolweru kończymy nasze życie, ale czy można wyobrazić sobie, że strzałem z rewolweru odbieramy życie kogoś, o kogo troszczymy się i kogo kochamy? Màrai także nosił się z tą myślą, na pewno nie była mu obca, rozważał ją wielokrotnie, zakupił rewolwer, ale L. – szczęśliwie dla niego – odeszła przed nim. Mógł więc zamknąć tylko swoje własne istnienie. I uczynił to, także strzałem z pistoletu, 21 lutego 1989 roku. Ostatnia notatka w jego Dziennika pochodzi z 15 stycznia i brzmi: Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora.

Péter Esterházy

Péter Esterházy von Galántha, węgierski pisarz i eseista. Jego dziadek, Móric Esterhàzy, był premierem Węgier. Najbardziej znaczącym dziełem Esterházy`ego jest pochodząca z 2001 r. Harmonia caelestis, opis Węgier i Europy na tle historii własnej rodziny. Pisał ją nie mając pojęcia o trzydziestoletniej współpracy własnego ojca z Államvédelmi Hatóság, węgierskimi służbami bezpieczeństwa. Jego ojciec, Matyas, był ich agentem od 1957 roku do 1980. Jego syn i żona, na których zresztą donosił, byli przekonani, że jest jedną z tych odważnych postaci, które nigdy nie podporządkowały się komunistom.

I tyle, żyjąc całe dziesięciolecia obok siebie, wiemy o sobie nawzajem.

György Dózsa

György Dózsa. Przywódca powstania ludowego na Węgrzech i w Siemiogrodzie w 1514 roku. Po upadku powstania został pojmany, skazany i poddany karze, która była bodaj najokrutniejszą egzekucją XVI w. Dózsę posadzono na żelaznym tronie. Pod tronem płonął ogień, na głowę skazańca włożono rozpaloną do czerwoności koronę, a do ręki wciśnięto rozgrzane berło. Kaci powoli szarpali jego ciało gorącymi szczypcami. Nie był to koniec jego męki. Na miejsce kaźni sprowadzono jego podwładnych i brata, każąc im gryźć i zjadać jego ciało. Odmowa kończyła się poćwiartowaniem na oczach pozostałych. W ten sposób skończył życie brat Dózsy, a pozostali, ci, którzy wykonali rozkaz, zostali puszczeni wolno. Upieczony żywcem i pożarty przywódca wreszcie zmarł. Reżyserem tego makabrycznego spektaklu był Jan Zápolya, wojewoda siedmiogrodzki i przyszły król Węgier, brat Barbary Zapolyi – żony Zygmunta Starego i królowej Polski.