Faks z III wieku

12 kwietnia 1204 roku uczestnicy IV wyprawy krzyżowej, zręcznie podburzani przez chciwych Wenecjan, zamiast walczyć z muzułmanami, co miało być ich celem, zdobyli i splądrowali Konstantynopol – rabunek i rzeź mieszkańców trwały aż do zmroku. Na gruzach imperium powstało kadłubowe cesarstwo łacińskie. W spustoszonym i ograbionym Konstantynopolu zapanowała nędza, ludzie światli i uczeni albo zginęli albo rozproszyli się po świecie. 25 lat później pewien prawosławny mnich postanowił sporządzić modlitewnik, wykorzystując do tego dawne rękopisy. Nie miał innego wyjścia; pergamin, do produkcji którego służyły koźle skóry, był bardzo kosztowny. Użył więc do tego siedem traktatów Archimedesa oraz dzieła innych twórców, strony porozcinał na dwoje, przy użyciu kwasku cytrynowego i pumeksu uważnie zeskrobał dawne teksty, a następnie tak odzyskany pergamin wypełnił tekstami modlitw. Na jednej ze stronic umieścił nawet datę: 13 kwietnia 1229 r. W ten sposób powstała księga, którą przechowywano przez pewien czas w klasztorze św. Saby niedaleko Betlejem, a potem w Konstantynopolu. W latach dwudziestych XX wieku fałszerze, licząc na wyższe zyski ze sprzedaży księgi, „wzbogacili” pergamin w złociste wizerunki ewangelistów. 

Skryba, który w X w. kopiował dzieła Archimedesa, użyte dwa wieki później jako materiał na modlitewnik, maczał pióro w atramencie zawierającym znaczne ilości żelaza i atomy tego metalu szczęśliwie przetrwały na koźlej skórze. Niedawno, bombardowane cienkimi jak ludzki włos snopami radiacji, cząsteczki żelaza zaświeciły fluorescencyjnym blaskiem. Ten świetlny obraz przeniesiono na monitor komputera i było to tak, jakbyśmy otrzymali faks z III w. p.n.e., jak to trafnie określił ktoś zaangażowany w ten projekt. Okazało się, że modlitewnik zawiera jedyną grecką wersję traktatu „O ciałach pływających” geniusza z Syrakuz, jego pracę o kombinatoryce „Stomachion” i „Metodę twierdzeń mechanicznych”. Treść tych prac wprawiła znawców w zdumienie i podziw. Okazało się, że Archimedes w dowodzeniu twierdzeń stosował pojęcie nieskończoności w sposób bliższy Newtonowi i Leibnizowi, którzy stworzyli rachunek różniczkowy i całkowy, niż filozofom i myślicielom antyku.

Niccolo Barbo

Teraz, kiedy Konstantynopol upadł, a ponieważ nie było już nic, na co można było liczyć, nasz lud przygotował się na ocalenie siebie i naszej floty, wszystkich statków, i wydostanie ich z portu. Więc Aluvixe Diedo, oficer dowodzący portem widząc, że cały Konstantynopol został już opanowany przez Turków, natychmiast zszedł na ląd w Pera, udał się do Podesty w Pera i omówił z nim, co należy zrobić z naszą flotą, czy ma uciec, czy przygotować się do bitwy ze wszystkimi swoimi statkami i galerami. A kiedy Aluvixe Diedo zapytał o radę Podesty Pery, Podesta powiedział: „Kapitanie, poczekaj tutaj w Pera, poślę ambasadora do sułtana i przekonamy się, czy my, Genueńczycy i Wenecjanie, będziemy mieć z nim wojnę czy pokój.” Ale gdy trwała ta dyskusja, Podesta zamknął bramy swojego miasta i zamknął w środku kapitana, z Bartolo Fiurianem z galery Tana i Nicoldem Barbaro, chirurgiem. Wtedy zdali sobie sprawę, że jesteśmy w poważnej sytuacji: Genueńczycy zrobili to, aby oddać nasze galery i naszą własność w ręce Turków i nie wysłano żadnego ambasadora.

Pisał o upadku Konstantynopola biskup genueński Leonard z Chios, bizantyjski minister George Sphrantzes, Tursun Bey, oficjalny historyk turecki, Kritovoulos, pisali inni, ale nie miałem pojęcia o tym, że istnieje też bezpośrednia relacja człowieka, który prowadził notatki tylko dla siebie, niczego nie wybielając, niczego nie przemilczając, z takich czy innych powodów, i nie prezentując w nich niczyich interesów. Istnieje i jest fascynująca. Monumenta Hungariae Historica zawiera, między innymi, dziennik prowadzony w oblężonym przez Turków Konstantynopolu, dzień po dniu, przez Niccolo Barbo, chirurga na statku weneckim. Powyższe kilka zdań pochodzi z jego zapisków.