Rosyjski wirus

Któż znał lepiej psychikę swoich rodaków niż Dostojewski? Choćby taka uwaga na ten temat, tyleż banalna co prawdziwa, pochodząca z jego „Dziennika pisarza”: Myślę, że najpoważniejszą, najbardziej rdzenną potrzebą duchową ludu rosyjskiego jest potrzeba cierpienia – stałego, nieukojonego cierpienia zawsze i we wszystkim. Tą żądzą cierpienia lud zarażony jest chyba od wieków. To trafne spostrzeżenie, ale przekłamaniem w niej jest to, że ogranicza się jedynie do „ludu rosyjskiego”. Tą chorobą wydają się być zarażeni w Rosji wszyscy i w równym stopniu dotyczy ona również rosyjskich intelektualistów jak Achmatowa, Mandelsztam, Bunin, Cwietajewa, Jesienin, Bułhakow, Babel, Majakowski, Pasternak i dziesiątki, dziesiątki innych. Jedynym rosyjskim pisarzem całkowicie uodpornionym na tego szczególnie złośliwego wirusa był Nabokov.

Kto wygrał II wojnę światową

Zawsze zastanawiałem się, dlaczego Niemcy, którzy przegrali II wojnę światową … wygrali tę wojnę. Dzisiaj myślę, że złożyło się na to kilka istotnych czynników. Jednym z nich, ważnym, ale wcale nie najważniejszym, był na pewno potencjał gospodarczy, a wbrew powszechnemu przekonaniu o zniszczeniach wojennych Niemiec, był on wcale niemały – na niemieckie potrzeby wojenne przez wiele lat harowała przecież cała Europa. Rabunki, praca przymusowa, rekwizycje, konfiskaty i wszelkiego rodzaju kradzieże, dokonywane w czasie wojny nie tylko przez państwo, ale i osoby prywatne, bardzo wzbogaciły ich majątek. Innym aspektem była wyjątkowo bezczelna i sprytna polityka historyczna – już w latach 50-tych zainicjowali oni program zastępowania terminów „Niemcy” i „niemieckie” na „nazistów” i „nazistowskie”. Było to realizowane konsekwentnie i bez względu na przynależność do stronnictw politycznych. Nie miało żadnego znaczenia, kto w danym momencie steruje krajem. Polityka historyczna pozostawała bez zmian. Bez odstępstw i bez skrupułów. W konsekwencji jeszcze i dzisiaj większość Europejczyków i świata nie ma wątpliwości, że Niemcy są dobrzy, źli byli tylko naziści, ale ich już nie ma, natomiast obozy koncentracyjne i zagłada Żydów jest dziełem Polaków. Innym, równie ważnym elementem tej szarady sukcesu, były media. Niemieckie media, jak w większości normalnych krajów, reprezentują przede wszystkim interesy państwa. Ani dla ich właścicieli ani dla pracowników nie było żadną tajemnicą, że kształtowanie opinii zarówno ich własnych obywateli, jak i opinii na zewnątrz, jest niezbędne dla formowania pozycji ich kraju na zewnątrz i właściwej postawy ich własnych obywateli wobec państwa. W przeciwieństwie do zidiocenia, które obserwujemy w Polsce, w Niemczech zawsze doskonale rozumiano, że sytuacja, gdy większość rynku medialnego znajduje się w rękach kapitału zagranicznego jest czynnikiem destabilizującym państwo, czynnikiem chaosu politycznego, strukturalnym wynaturzeniem, które niczego dobrego nie rokuje. Sądzę, że obserwując to, co obecnie dzieje się w tej kwestii w Polsce, której poprzednie rządy bezmyślnie zaszczepiły tego wyjątkowo złośliwego wirusa, muszą mieć dużo satysfakcji. Dla polityków niemieckich, bez względu na przynależność partyjną, naczelnym interesem był i wciąż jest interes i dobro Niemiec. Ich służbom wpojono, że niezależnie od tego, jaka partia w danym momencie rządzi, oni zawsze pracują dla Niemiec. Dotyczyło to również niemieckich przedsiębiorców, którzy rozumieli, że prowadzone przez nich interesy mają nie tylko pomnażać ich prywatne majątki, ale i wzmacniać siłę gospodarczą ich kraju. Gospodarka jest przecież jednym z narzędzi ekspansji każdego państwa, czyż nie?

Pocałunki i opryszczka

Prawie dwa tysiące lat temu cesarz Tyberiusz wprowadził zakaz całowania się w miejscach publicznych. Nie był to wcale przejaw zakłamania czy pruderii z jego strony. Przyświecał mu szlachetny cel: chciał w tej sposób jeżeli nie zwalczyć, to przynajmniej ograniczyć epidemię opryszczki. Z tej krótkiej informacji można wyciągnąć dwa wnioski. Po pierwsze, cesarz miał rację, bo wirus opryszczki istotnie przenosi się przez bezpośredni kontakt, a już szczególnie przez pocałunki, o czym – okazuje się – wówczas także wiedziano. Po drugie, całowanie się w miejscach publicznych nie jest „rewolucyjną zdobyczą” naszych czasów, jak to niektórzy skłonni byliby sądzić.

Natura

Jakże śmieszni i żałośni jesteśmy w naszych buńczucznych pokrzykiwaniach o tym, że możemy zniszczyć naturę. W dzisiejszej prasie informacja i kilka fotografii z Wenecji, wolnej od turystów. Woda w kanale jest czysta, pojawiły się ławice ryb, zaobserwowano także kilka delfinów, powróciły łabędzie, niespodziewaną wizytę złożyła para dzików. To wszystko ma miejsce tylko po paru dniach kwarantanny … Natura nie potrzebuje więcej niż kilku sekund z jej wieczności, by zatrzeć i wymazać większość śladów po nas. Nie, nie zniszczymy natury. Kiedyś, gdy jeszcze nie czuliśmy się wszechmocni i wszechwładni, wiedzieliśmy o tym. Wiedzieliśmy, że natura jest niszczycielska i staraliśmy się nad nią, mniej czy bardziej nieporadnie, zapanować. Teraz czujemy się tak silni i niezwyciężeni, że postulujemy, by ratować naturę, objąć ją programem opieki, uchronić ją przed nami, wpisać na listę „gatunków” zagrożonych. Co za monstrualna próżność! Tym bardziej, że nieuzasadniona. Nie zniszczymy natury. Powinniśmy raczej poświęcić wszystkie nasze siły, naszą niemal boską przebiegłość, by ją ujarzmić, nauczyć się nią sterować i nagiąć do naszych celów i potrzeb. Jeżeli oznacza to niszczenie natury, niszczmy ją, bowiem w przeciwnym wypadku ona nas – prędzej czy później – zniszczy. Przyroda niszczy swoje twory. Zawsze. Dzisiaj właśnie demonstruje nam, jak dziecinnie łatwo może to uczynić.