Renald de Chatillon

Renald de Chatillon. Prawdopodobnie pochodził z burgundzkiego rodu Donzych, panów m.in. Semur-en-Brionnais, Gien-sur-Loire oraz Châtillon-sur-Loing. Pojawił się w Palestynie wraz z drugą wyprawą krzyżową, mając zapewne około 20 lat. Bez większych perspektyw na karierę w ojczyźnie, postanowił pozostać na Bliskim Wschodzie. W 1151 roku zaciągnął się na służbę u Baldwina III, króla jerozolimskiego. Wraz ze świtą monarchy udał się do Antiochii, gdzie poznał właśnie owdowiałą księżną Konstancję, matkę czworga dzieci, wdowę po Rajmondzie z Poitiers, który poległ w 1149 roku w beznadziejnej rzezi pod Inab. Renald spodobał się jej. W roku 1153 poślubił Konstancję, co nie zachwyciło ani baronów ani cesarza bizantyjskiego Manuela I Komnena. Ostatecznie jego awanturnicze rządy w Antiochii zakończyły się w listopadzie 1160 roku, kiedy to w czasie jednej z łupieskich wypraw został wzięty do niewoli przez Nur ad-Dina, władcę Aleppo. Konstancja zmarła trzy lata później, a jej syn, Boemund III, który przyjął władzę w Antiochii, zdecydowanie nie był zainteresowany wykupieniem Renalda z niewoli. Król Baldwin i cesarz Manuel również nie wykazali w tej sprawie jakiejkolwiek aktywności. Niestety, nie bardzo wiadomo na wskutek czego odzyskał wolność, ale stało się to dopiero w 1175 roku, czyli po pełnych 15 latach niewoli.  

Historycy mają o Renaldzie de Chatillon bardzo rozbieżne opinie. Jedni widzą w nim pospolitego rabusia i awanturnika, inni walecznego krzyżowca, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zjednoczenie islamu pod sztandarem Saladyna oznacza koniec Królestwa Jerozolimskiego i starał się – na swój sposób – proces ten opóźnić. Istnieje również teza, że Renald de Chatillon mógł być zdrajcą, że przeszedł na stronę muzułmanów. Pytanie o to, jak się to stało, że nagle, po piętnastu latach w muzułmańskiej niewoli, w 1175 roku Renald odzyskuje wolność, budzi spore kontrowersje. I chyba nic dziwnego. 15 lat w niewoli to dużo. 15 lat w muzułmańskiej niewoli to wieczność. Nie upominano się o niego, nie zapłacono żadnego okupu, a jednak Saladyn wypuścił z rąk jednego ze swoich największych wrogów. Jak to mogło być możliwe? Czy w ogóle było to możliwe? Przypuszczenie, że doszło wówczas do porozumienia Renalda z Saladynem, i to być może była rzeczywista cena jego wolności, wcale nie wydaje się być przesadzone lub bezzasadne. Czy mamy wierzyć, że nie złamało go 15 lat muzułmańskiej niewoli? Lub że wyszedł z niej dzięki wielkoduszności Saladyna? Mamy wierzyć, że zdarzają się i takie cuda, a zwłaszcza, że to on, Renald de Chatillon, bandyta, rabuś i wichrzyciel miał stać się przedmiotem tego cudu? Trudno mi w to uwierzyć. Tym bardziej, że wszystkie jego późniejsze działania, samowolne i podejmowane wbrew rozkazom króla jerozolimskiego, jego machinacje na dworze jerozolimskim, podpowiadają całkiem inny scenariusz. Kroplą, która przelała kielich była akcja wynajętych przez niego korsarzy, którzy nie tylko spalili statki w kilku arabskich portach, ale i zatopili okręt przewożący pielgrzymów do Dżiddy. Wywołało to gwałtowną reakcję całego muzułmańskiego świata, nastawiło wrogo do Franków wszystkich władców islamskich, nawet dotychczasowych ich sojuszników, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację Królestwa Jerozolimskiego.

Można śmiało przypuszcza, że taka była jego umowa z Saladynem i ich wspólny plan, taka była cena jego wolności. Przedziwne jest również to, co wydarzyło się po bitwie pod Hattinem. Dlaczego Renald, niby zaciekły wróg muzułmanów, świadomy, że nie może liczyć na ich łaskę i ma szansę umrzeć godnie, nie walczył do końca, lecz poddał się? A może po prostu wiedział, że Saladyn go oszczędzi, że taka była ich umowa?

Renald de Chatillon przeliczył się. Saladyn ściął go osobiście. I jest to logiczne. Francuski rycerz stał się już zbędny, wykonał swoją pracę, wiedział jednak zbyt dużo i trzeba go było uciszyć. Czy właśnie w ten prymitywny, acz skuteczny sposób Saladyn pokonał krzyżowców? Gdyby potakująco odpowiedzieć na to pytanie, to Renald okazał się tym, kim był – pospolitym zdrajcą i awanturnikiem, a Saladyn genialnym politykiem. Taki scenariusz wydaje mi się być wielce prawdopodobnym. 

Egipska kampania Napoleona

Pouczająca jest egipska kampania Napoleona. W 1799 r. Napoleon opuścił wojsko wyruszając na powrót do Francji, ale Francuzi utrzymali się jeszcze w Egipcie. Zostali ostatecznie wyparci przez wojska angielskie i tureckie dopiero dwa lata później. Wśród wielu przyczyn, które zadecydowały o ich porażce w Egipcie często wymienia się między innymi niezrozumienie przez nich realiów społecznych w kraju nad Nilem. Francuzi bowiem, organizując nowy tryb życia w podbitym Egipcie, kierowali się oświeceniową, lansowaną przez rewolucję zasadą, iż wszyscy ludzie preferują postęp i wszyscy marzą o wolności. Naiwnie usiłowali więc zaszczepić te wzniosłe idee i w Egipcie, w świecie w którym były one totalnie obce, a na dodatek odbierane przez Egipcjan jako nowa, perfidna, znacznie okrutniejsza forma poddaństwa i uciemiężenia niż to, czego doświadczali wcześniej. Egipska kampania jest pouczająca, ale jeszcze bardziej pouczające jest to, że nikt nigdy niczego się z niej nie nauczył – wciąż wierzymy, że postęp i wolność dla wszystkich znaczą dokładnie to samo.

Prawo do aborcji

Nie ma czegoś takiego jak prawo do aborcji. Jest tylko, zapewniana przez pewne państwa i społeczeństwa, możliwość przeprowadzenia aborcji. Nie jest to jednak żadne prawo. Nie ma żadnych naturalnych praw, które gwarantują nam prawo do życia, szczęścia, aborcji, picia szampana, pracy, posiadania butów czy samochodów, oglądania filmów pornograficznych, wykształcenia czy czegokolwiek innego. Są to jedynie opcje – w pewnych okolicznościach możliwe i realne, a w innych albo wcale albo tylko w wąskim zakresie. Istnieją natomiast prawa człowieka, prawa przysługujące każdemu pojedynczemu człowiekowi i wszystkim z osobna. Nie są to jednak żadne prawa polityczne czy – tym bardziej – ekonomiczne. Prawa człowieka są zasadami moralnymi, które mają określać i chronić wolność naszego działania, przy założeniu, że nie stanowią zagrożenia dla praw czy swobód innych osób. I nic ponadto.

Zamach

Pozwalając na pojawienie się człowieka, natura popełniła więcej niż błąd – przygotowała zamach na siebie samą, napisał kiedyś Emil Cioran. Właśnie tak. Ze wszystkich kreacji natury tylko człowiek jest zdolny do przeprowadzenia takiego zamachu i mam nadzieję, że pewnego dnia odważy się tego dokonać. Dopiero wtedy uzyska wolność. Ktoś powie, że mamy zbyt wiele do stracenia. Otóż, nie. Nie mamy nic do stracenia. Natura i tak nas zniszczy, prędzej czy później. Zagłada naszego gatunku to tylko kwestia czasu.

Krokiet z Królową Kier

Pouczająca scena gry w krokieta z królową w „Alicji w krainie czarów” – rzeczywistość w której nie istnieją i nie obowiązują żadne reguły, świat w którym wolność objawia się jako negacja wszelkich racjonalnych zasad, które utrzymują porządek społeczny. Ale czy wolność, prawdziwa wolność polega na braku jakichkolwiek ograniczeń? Czy taki stan nie byłby w praktyce równy prawu dżungli, gdzie siła byłaby argumentem rozstrzygającym i decydującym o wszystkim? Taka wolność otwiera drogę do społecznego chaosu. Gdyby człowiek chciał być całkowicie wolny, totalnie wolny, musiałby unicestwić swój świat. Brak reguł i zasad prowadzi do absurdu i chaosu, a chaos otwiera drogę tyranii. W „Alicji w krainie czarów” tyranem jest Królowa Kier. Ona jest tą osobą, która podporządkowuje sobie całą Krainę Czarów, co wydaje się być nawet konieczne, gdyż bez niej panowałby tam tylko nieład, zagrażający istnieniu tego świata. Alicja ucieka więc od obowiązujących ją reguł, ale trafiła do świata, który pomiata nią tak bezwzględnie, jak nigdy nie miało to miejsca w jej własnej, ograniczającej jej wolność rzeczywistości. To pouczająca scena. Człowiek, dążąc do wolności, jest w stanie zignorować nawet to, że wolność jednej osoby może eliminować wolność kogoś innego. Isaiah Berlin w „Czterech esejach o wolności” pisze, że jesteśmy prawdziwie wolni tylko wtedy, gdy możemy wybierać z co najmniej dwóch sposobów działania. Nie mamy żadnych szans, by uciec przed wyborami, bowiem życie jest wypełnione sprzecznościami, zawiera nieskończenie wiele możliwości działania i – co jest może najważniejsze – nie można mieć wszystkiego i wszyscy nie mogą mieć wszystkiego. Nie istnieje wolność poza wyborem. Wolność poza wyborem jest mrzonką. Immanentną cechą naszych relacji z innymi ludźmi jest konflikt, a to oznacza, że dla funkcjonowania społeczeństwa niezbędne są ograniczenia i regulacje. Zdejmując człowiekowi jedne kajdany, zwykle zakłada mu się inne – bez wyboru.  

Oriana Fallaci

Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu – Oriana Fallaci. Fallaci była odważną dziennikarką i mądrą kobietą. Można zrozumieć intencje wyrażone w powyższej myśli. Są na pewno szlachetne. Jest w tym jednak, niestety, niebezpieczny i płaski populizm. Nie ma bowiem niczego takiego jak prawo do wolności od strachu. Możemy walczyć ze strachem, możemy zmagać się ze strachem, możemy pokonać strach albo dać się mu zniszczyć. To wszystko możemy. Natomiast nie ma, bo i nie może być prawa do wolności od strachu. Nie można nikomu podarować wolności od strachu, bowiem strach nie jest niczym zewnętrznym. Strach to nasza prywatna sprawa. Jest immanentną częścią nas samych. Istnieje tylko w nas. Jedynie my sami możemy więc uwolnić się od niego, jedynie my sami, i tylko dla nas samych, możemy wywalczyć taką wolność.

Bourdieu

Pierre-Félix Bourdieu, twórca interesującej teorii przemocy symbolicznej. Według tego francuskiego antropologa i filozofa jedynym skutecznym sposobem osiągnięcia wolności jest wiedza. Dobra myśl. Wolność bez wiedzy jest drogą do chaosu.

Oriana Fallaci

Oriana Fallaci: „Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu”. Rozumiem intencje tej myśli, rozumiem jej szlachetność, ale wiem także, że nigdy nie było i nigdy nie będzie takich praw, które mogłyby zagwarantować nam wolność od strachu. Zwłaszcza od strachu. Wolności od strachu – i żadnej innej formy wolności – nie nabywa się przez sam fakt bycia człowiekiem. Wolność nie jest nam dana. Wolność to coś, co musimy zdobyć sami. Każdy z nas z osobna. I zdarza się to rzadko. Jeżeli w ogóle zdarza się.

Dwa ważne cytaty

Yuval Nooah Harari „Sapiens – Od zwierząt do bogów”: Podobnie jak przedstawiciele elit starożytnego Egiptu w większości kultur ludzie poświęcają czas na budowanie piramid. Zmieniają się tylko nazwy, kształty i rozmiary tych piramid. Mogą na przykład przybierać postać podmiejskiej rezydencji z basenem i wiecznie zielonym trawnikiem albo luksusowego penthouse`u z zapierającym dech w piersi widokiem. Niewielu kwestionuje mity, które sprawiają, że w ogóle pragniemy piramidy.

Od czasów rewolucji francuskiej ludzie na całym świecie stopniowo zaczęli uznawać równość i wolność jednostki za wartości fundamentalne. Lecz obie wartości wzajemnie sobie przeczą. Równość można zapewnić tylko przez ograniczenie swobód warstwom uprzywilejowanym. Dążenie do zapewnienia każdej jednostce prawa do postępowania wedle własnej nieskrępowanej woli nieuchronnie uderza w równość. Całą polityczną historię świata po roku 1789 można postrzegać jako kolejne próby pogodzenia tej sprzeczności.

Miasto

W XII wieku miał miejsce jeden z najbardziej doniosłych – i najmniej znanych – aktów w naszej historii. W tym czasie powstają bowiem miasta i jest to pierwszy krok na drodze do uwolnienia się z absolutnej władzy cesarza, feudałów i Kościoła. Wieś nigdy nie była w wystarczającym stopniu silna, by przeciwstawić się despotom, a chłop nigdy nie był tak odważny, by domagać się czegokolwiek. Mury obronne miasta były potrzebne, by człowiek uzmysłowił sobie wreszcie swoje prawa i zaczął się ich domagać, by poczuł, że nie jest bezbronny i bezsilny. Wbrew pozorom więc nasza wolność wcale nie narodziła się wśród lasów i pól, w dzikich kniejach czy na stepach – prawdziwą kolebką naszej wolności jest Miasto. Miasto jest wolnością i nigdzie poza miastem nie ma wolności.