Dwie kobiety

Rosja. Ta sama epoka. Dwie kobiety. Zinaida Gippius i Nina Berberowa. Pierwsza jest żoną Dmitrija Mereżkowskiego. Biseksualistka, białe małżeństwo, famme fatale epoki srebrnego wieku, liczne romanse, ostentacje i prowokacje, mistyka w rosyjskim wydaniu. Mimo póz i pretensji żyje w cieniu swego utalentowanego męża. Ich podróż do Włoch dla poprawy jej wątłego zdrowia. „Znajdujemy się w okropnej, niebywałej sytuacji, żyjemy dosłownie nie dojadając już kilka dni i zastawiliśmy ślubne obrączki” – oznajmia w jednym z listów w 1894 roku (w innym skarży się, że z braku pieniędzy nie może pić kefiru, przepisanego jej przez lekarzy). Dmitrij Fiłosofow, homoseksualista, poznany przez nich w Nicei, długoletni związek z nim. Jej „Dzienniki petersburskie”, mimo ambicji i starań, powierzchowne i plotkarskie, a „Dziennik warszawski” tragicznie naiwny. Generał Lucjan Żeligowski we wspomnieniach „Wojna w roku 1920” zanotował: Pewnego dnia przekroczył granicę wraz z żoną i kilkoma przyjaciółmi znakomity pisarz rosyjski Dymitr Mereżkowski. Pozostał on w Mińsku dłuższy czas i miałem sposobność dyskutowania z tym miłym człowiekiem o wielkiej kulturze duchowej. Był rozżalony na Polskę: „Jak to – mówił – Polacy, naród tak rycerski, nie chcą wyratować nas od bandy zbójów, którzy przypadkowo opanowali władzę?”. Zinaida G. prezentuje ten sam, infantylny punkt widzenia. Zmarła w Paryżu w 1945 roku, pochowana została na podparyskim cmentarzu de Sainte-Geneviève-des-Bois. 

Nina Berberowa. Przeżyła z Władysławem Chodasiewiczem ponad dziesięć lat. Podobne iluzje i złudzenia na temat Rosji, caratu i rewolucji jak Gippius. I ona również żyje w cieniu Chodasiewicza, poety i publicysty i, niemal tak samo jak Gippius i Mereżkowski, w pierwszym okresie emigracji ledwo wiązali koniec z końcem. W ciągu trzech lat mieszkali w czterdziestu dwóch mieszkaniach, w różnych miastach Europy, wliczając w to jedno lato w Belfaście, przed zamieszkaniem w Paryżu w 1925. O swych ówczesnych problemach pisała: „Jestem wiecznie głodna. Chodzę wciąż w cudzych ubraniach i starym obuwiu, nie mam ani perfum, ani jedwabi, ani futer i na nic nie mam większej chętki niż na te wyłożone na wystawie smakołyki”. Heroicznie uważała jednak, że ubóstwo można przezwyciężyć, że trzeba próbować z nim walczyć, a do tego usilnie próbowała być dumną z tego, że nie przynależy do pogardzanych przez nią „białoarmistów”, którzy – nie chcąc żyć z jałmużny – dzielnie starali się zdobyć pracę, jakąkolwiek, ale pracę. Manifestacyjnie opowiadała się po stronie rosyjskiej emigracyjnej bohemy w Paryżu, płacąc za to swoją własną cenę upokorzeń. Druga wojna światowa przyniosła biedę jeszcze większą. Brakowało wówczas wszystkiego. Pisarka rozstała się wtedy z Chodasiewiczem, wyszła za mąż za Nikołaja Makiejewa, przeciętną, bezbarwną postać i zamieszkała z nim w Longchêne, wsi podparyskiej. Wraz z mężem jedli głównie to, co zdołali wyhodować w swoim przydomowym ogródku. Wtedy to, oprócz pisania niewielkich artykułów dla rosyjskiej prasy, zaczęła dorabiać jako szwaczka. Pensja z gazety nie starczała jej na utrzymanie nawet samej siebie. Po wojnie wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Jej obfita autobiografia „Podkreślenia moje” nieporównywalnie ciekawsza i lepiej napisana niż  „Dzienniki” Gippius. Przeżyła 92 lata burzliwego wieku. Zmarła w 1993 roku w Filadelfii.

Zinaida Gippius

Dzienniki petersburskie. Dziennik warszawski – Zinaidy Gippius. Rosyjska poetka epoki srebrnego wieku, pisarka, krytyk literacki, nieprzejednany wróg bolszewizmu, bardzo ekscentryczna żona Dmitrija Mereżkowskiego, którego nazwisko i twórczość pamięta już dziś niewielu. Był to pisarz, krytyk literacki, historyk, poeta, filozof i tłumacz, jeden z twórców rosyjskiego symbolizmu. Popularny na początku zeszłego wieku, potem niemal zapomniany. W Polsce komunistycznej nie był ani wydawany, ani wznawiany. Pamiętam doskonale moją fascynację jego powieścią „Julian Apostata”. Zapoznałem się z nią pod koniec lat sześćdziesiątych. Egzemplarz, który przypadkiem wpadł mi wówczas w ręce był zniszczony, brakowało kilku stron, miał nadpalone brzegi, wydanie zapewne jeszcze przedwojenne, ale siła tej prozy ogromna. Czytałem ją wielokrotnie, nie mogłem oderwać się od niej, a cesarz Julian Apostata stał się moim idolem. Pozycję tę przełożono zresztą niemal na wszystkie języki europejskie i po kilku latach miała dziesiątki wydań. Rekordzistką była Francja, gdzie w ciągu dziesięciu lat książka ukazała się 23 razy.

                                                                      ***

Notatka Gippius z 14 października 1918 roku o Petersburgu we władzy bolszewików: Trzeba uciekać, mówiąc wprost. Nie ma już ani moralnej, ani fizycznej możliwości oddychać w tym strasznym mieście. Jest puste. Ulice zarosły trawą, jezdnie zniszczone, sklepy zabite. Można przejść przez całe miasto i nie zobaczyć ani jednego konia (nawet zdechłego – wszystkie zjedzone). Chodzi się pośrodku ulic, usuwając się tylko przed rzadko turlającymi się automobilami z ciapowatymi bolszewikami”.

Dzisiaj zamiast chleba wydano ½ funta owsa. Przemycającym żywność czerwonoarmiści zaś odebrali na dworcu wszystko – dla siebie. Na Sadowej wywieszka: Psie mięso, 20 rubli 50 kopiejek funt. Przed wywieszką długi ogonek. Mysz kosztuje 2 ruble.

                                                                      ***

Jej zapiski warszawskie obejmują lata 1920-1921. Nieco śmieszny, ale i chwilami mocno irytujący ton pretensji do Polaków, że po „cudzie nad Wisłą” podpisują traktat pokojowy z bolszewikami, ale ani cienia zwykłej pokory i uznania dla Polaków i Polski. Natomiast rozżalenie na Polskę, że „nie chce wyratować nas od bandy zbójów, którzy przypadkowo opanowali władzę”. I ledwo maskowane oburzenie, że Polacy weszli na Ukrainę, „naszą Ukrainę”.

                                                                      ***

Gippius i jej podziw dla Kiereńskiego. Odwieczna naiwność intelektualistów. Postrzega jego nieudolność i niekompetencję, dyskretnie wyraża rozczarowanie nim, ale broni do ostatnich stron swoich zapisków. Należał do jej kręgów, bywał w jej salonie, a więc co wyżej można mu zarzucić „melancholię duszy”, ale w żadnym razie zdradę. Ta bystra i przenikliwa kobieta ani przez moment nie dopuściła do siebie myśli, że Kiereński był zdrajcą, który sprzedał jej ukochaną Rosję bolszewikom, dając rozkaz wydania im broni, a następnie dyskretnie wyjechał do USA, gdzie żył jeszcze długo i szczęśliwie, dorabiając na którymś z amerykańskich uniwesytetów, zdaje się Stanforda.

                                                                      ***

Indeks osób w jej Dziennikach. Niemal co druga osoba w tym indeksie ginie tragicznie: zamordowany, rozstrzelany, zgładzony, zamęczony, zagłodzony … To nie indeks. To istne nekrologi gwałtu. Bolszewicy dokładnie wyczyścili Rosję z intelektualnej elity, a potem powtarzali ten udany zabieg w innych podbijanych krajach, także i w Polsce.