Niemiecka pamięć

Prezydent Niemiec w przemówieniu z okazji 75 rocznicy ponownego utworzenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie powiedział, że „nasza polityka zagraniczna nie stanie się bardziej przekonująca, jeśli nie nazwiemy łamania prawa międzynarodowego łamaniem prawa międzynarodowego”. Ta wojna jest sprzeczna z prawem międzynarodowym, nie ma co do tego wątpliwości. Miał na myśli, co łatwo odgadnąć, działania wojenne wobec Iranu, największej po Rosji terrorystycznej organizacji na świecie.

Bardzo lubię, gdy Niemcy bełkoczą coś o przestrzeganiu praw międzynarodowych. Jest to naród, który ma fenomenalnie selektywną i krótką pamięć – podejrzewam, że nawet guźdzce, ssaki z rodziny świniowatych, uchodzące za zwierzęta o skrajnie krótkiej, kilkusekundowej pamięci, przy Niemcach mogłyby uchodzić za wyjątkowo dobrze obdarzone w tym względzie. Szkoda, że Max-Planck-Gesellschaft zur Förderung der Wissenschaften jak dotychczas nie podjął żadnych badań na ten temat.

Zoo Buchenwald

Buchenwald to niemiecki obóz koncentracyjny, w pobliżu Weimaru, bardzo starej i kultowej miejscowości, gdzie cała plejada germańskich geniuszy typu von Goethe, Schiller i Gropius wytrwale budowała prawdziwy bauhaus niemieckiej kultury. Chcę wierzyć, że zbyteczne są jakiekolwiek dodatkowe wyjaśnienia, czym było to miejsce od 1937 do 1945 roku. Określenie niemiecki obóz koncentracyjny w umyśle każdego Europejczyka powinno wywoływać ten sam przerażający obraz. Jeżeli już tego nie czyni, jeżeli przeobraziło się w mniej czy bardziej pusty, pozbawiony jakichkolwiek odniesień denotat najwyższy czas, by uznać, że przestaliśmy być Europejczykami. Liczę jednak na to, że ty wiesz, iż była to rzeźnia, gdzie naród bachów i beethovenów, z właściwą im metodycznością i precyzją, wymordował dziesiątki tysięcy ludzi, bezbronnych i niewinnych.

Możesz natomiast nie wiedzieć – i o tym chciałem ci opowiedzieć – że w odległości nie większej niż rzut kamieniem od tego ponurego miejsca znajdował się Ogród Zoologiczny Buchenwald, wybudowany oczywiście rękoma więźniów obozu, a zwierzęta pochodziły z ogrodu zoologicznego w Lipsku, zakupione z żebraczych wynagrodzeń, jakie więźniowie otrzymywali za przymusową pracę w okolicznych fabrykach i kamieniołomach. Mam cichą nadzieję, że nie przyszła ci do głowy szalona myśl, iż w takim razie zoo było przeznaczone czy dostępne dla więźniów. Korzystać z niego, ciesząc się widokiem dobrze odżywionych zwierząt, mogli wyłącznie wartownicy i cywilni pracownicy obozu Buchenwald. Było ono „oczkiem w głowie” Karla Kocha, komendanta tego obozu, i jego żony, Ilse Koch, głównej nadzorczyni obozu kobiecego, która przez sadyzm i patologiczne okrucieństwo zyskała przydomek Suki z Buchenwaldu. Nie był to zresztą jedyny jej przydomek. Nazywano ją także Ilsa Abażur, a to z tego „niewinnego” powodu, że uwielbiała abażury wykonywane z ludzkiej skóry i namiętnie je kolekcjonowała. Jak wspomniałem, niewielka odległość dzieliła zoo od obozu zagłady – od krematorium do wybiegu dla niedźwiedzi było co wyżej kilkanaście metrów. Pomiędzy nimi wysokie na trzy metry i długie na trzy kilometry ogrodzenie pod napięciem elektrycznym. Po jednej stronie niekończące się rzędy drewnianych baraków i krematoria, po drugiej prywatne zoo pary zboczeńców. Po jednej stronie niemiecki pan stworzenia i jego ukochane zwierzęta, o które dbał czule i troskliwie, po drugiej podludzie, którym nie przysługiwał nawet status zwierząt. Światy te rozdzielał podłączony do prądu płot.  

Umysły pospolite i banalne uznają a priori (a przekonanie to staje się obecnie niemal powszechne), że zdolność do miłości obejmuje wszystko i często głoszą, że ten, kto nie kocha zwierząt nie szanuje też i nie kocha ludzi. Nie przychodzi im do głowy, że miłość do zwierząt nie tylko nie jest jednoznaczna z miłością do ludzi, a wręcz przeciwnie – może być wyrazem w najlepszym razie niechęci, a w najgorszym nienawiści do ludzi. I obawiam się, że ten drugi wariant jest znacznie powszechniejszy niż pierwszy.

Wojna i zwierzęta

Trwająca 4 lata I Wojna Światowa pochłonęła 14 milionów ofiar. To przeważnie wiemy. Niewielu z nas wie natomiast, że w czasie tej wojny wykorzystano około 11 milionów zwierząt pociągowych, głównie koni. Wojskom alianckim, w ramach uzupełniania ponoszonych strat, w pewnym momencie dostarczano około tysiąca koni dziennie. Ich umieralność była niewiarygodnie wysoka. Ginęły od pocisków i bomb, od gazów bojowych, ginęły z chorób, często z wycieńczenia i głodu, były chore i znerwicowane. Przez lazarety przeszło ich ponad 2,5 mln – trafiały tam z chorobami skóry, ranne, skrajnie wyczerpane. Według statystyk trzy czwarte z nich wracało potem na front. Liczbę końskich ofiar po wszystkich stronach zakończonej w 1918 roku wojny szacuje się na 8-9 mln. Tylko Brytyjczycy wykorzystali w czasie I wojny światowej około 1 mln koni rodzimych oraz sprowadzonych z USA i Kanady za łączną sumę 36 mln funtów. Ocalało z tej hekatomby zaledwie 60 tys. Podczas wojny rzadko pamięta się o zwierzętach. Po wojnie nie pamięta się o nich wcale.

Uczłowieczanie zwierząt

Uczłowieczanie zwierząt. Nigdy jeszcze zjawisko to nie było tak masowe i nagminne. Według ostatniej ankiety ponad 70% mieszkańców Ultima Thule jest przekonanych, że zwierzęta – z tej racji, że posiadają mózg – posiadają też mniej czy bardziej bogate życie umysłowe. Ale o tym, czy coś jest umysłem (przekonaniem, bólem, lękiem) nie decyduje przecież to, z czego się składa, lecz to, co potrafi zrobić. Obecność w mózgu cząsteczek glutaminianu nie jest wcale równoznaczna z obecnością umysłu. Nie ma tu żadnego znaku równania. Możliwe więc, że zwierzęta stały się nieco „inteligentniejsze”, ale nasz gatunek wyraźnie obniżył intelektualne progi. Ciekawe, że nikomu nie przychodzi do głowy, iż „umysł” bez języka może być tak różny od umysłu wyposażonego w język, że nawet nazywanie tego pierwszego „umysłem” jest już nieporozumieniem i błędem.

Białkówka

Konsekwencje tego, że tylko my mamy w oku białko. To ono sprawia, że widać, na co patrzymy, a przez to nasze uczucia i zamiary stają się mniej czy bardziej jawne, że da się je odgadnąć, niekiedy zobaczyć. Z naszych oczu można wiele wyczytać. Nasze oczy opowiadają. Ujawniają to, co przeżywamy. Podpowiadają, co zamierzamy uczynić. Nasze oczy są stworzone do dialogu. Białkówka to gruba i mocna błona łącznotkankowa gałki ocznej. Biała i nieprzezroczysta, od przodu przechodzi w rogówkę, do jej przedniej części przyczepione są mięśnie poruszające gałką oczną; widoczna jest jako białka oczu. U zwierząt nie istnieje ze względów czysto „strategicznych”. Zdradzałaby, na kogo patrzą. Zmniejszałaby ich szanse na sukces w śmiertelnym pojedynku. Paradoksalnie pojawienie się białkówki jest więc związane z tym, że u człowieka to nie agresja jest najważniejsza. Owszem, my też walczymy, my też zabijamy, ale jednocześnie nie potrafimy żyć bez bliskiego kontaktu emocjonalnego z drugim człowiekiem, bowiem tylko w nim możemy znaleźć potwierdzenie naszego własnego istnienia. Zwierzęta tego nie potrzebują.