Być może to, co najważniejsze w naszym życiu, polega na trzymaniu z daleka mrocznych stron samego siebie. I być może to powinno być pierwszym przykazaniem w naszym Dekalogu.
Tag: życie
Summa vitae
Nie istnieje żadna summa vitae, żadne dające się podsumować doświadczenie życiowe. To, co składa się na nasze summa vitae to strzępy chwil, urwane wątki, łzawe wspomnienia, frazesy zasłyszane i wygłaszane, bliżej nieokreślone przeczucia i obsesje, zwietrzałe prawdy, złudne przekonania, jakiś sentymentalny pejzaż, jakaś tandetna melodia. Życie jest sumą, ale nie summą.
Habituacja
Habituacja. Gdy wrzucimy żabę do gotującej się wody, wyskoczy z niej natychmiast. Jeżeli jednak włożyć żabę do garnka z wodą, której temperatura będzie wzrastała stopniowo, nawet nie zauważa, że zaczyna się gotować, a gdy podejmie wreszcie próbę ucieczki, zwykle jest już za późno. To jest właśnie habituacja, proces polegający na przyzwyczajaniu się organizmu do konkretnych, stałych bodźców. Proces zdradliwy i podstępny, bo z jednej strony wygłusza nasze otoczenie i oswaja z nim, retuszuje uciążliwe i przykre elementy, ale z drugiej usypia naszą czujność. Zdarza się często, że żyjąc w naszym garnku z wodą, w naszej rzeczywistości, nie postrzegamy zachodzących w niej zmian, nie zauważamy, że woda staje się podejrzanie gorąca, a kiedy fakt ten wreszcie dociera do naszej uśpionej świadomości bywa, że jest już za późno na ratunek. Habituacja to nie tylko pułapka na żaby. Jest to również pułapka na nas – żyjąc przyzwyczajamy się do życia takim, jakim ono jest, a kiedy odkrywamy, że za chwilę będziemy żabą ugotowaną, najczęściej nie mamy już wystarczająco dużo sił, by wyskoczyć z garnka.
Zwyczajny sadyzm
Nasze życie. Jesteśmy świadomi nie tylko tego, czym i jakie ono jest, ale i tego, że mogło ono być zupełnie inne, że mogliśmy przeżyć je całkiem inaczej, że mogliśmy być kimś innym. To, właśnie to, świadomość, że mogliśmy być kimś innym – żadna inna żywa istota nie jest wydana na pastwę doświadczenia tak okrutnego i tak bezprzykładnie sadystycznego.
Wino stołowe
Ciekawa anegdota o tym, skąd wziął się termin „wino stołowe”. Otóż, nazwa ta podobno przylgnęła do białego, lekkiego i łagodnego, wytrawnego wina za Franciszka Józefa. To bowiem on, nawet podczas poufnych obiadów, kazał stawiać przed każdym gościem karafkę z lekkim winem. „Służba do każdego dania serwowała kolejne, starannie dobierane najlepsze gatunki z cesarskich piwnic, osobiście je rozlewała do coraz to nowych kielichów, ale każdy dostojny gość z tej swojej karafki mógł do woli nalewać i popijać w trakcie obiadu, a to pozostając przy nim, a to gustując w podawanym przez służbę, a to według uznania powracając do tego stołowego, jak mu tego podniebienie życzyło. Franc Josef, kiedy ten zwyczaj wprowadził, był młodym władcą i nie znał się jeszcze na winach, ale już wiedział czego ludziom potrzeba. Wina i trzeźwej głowy.” Tak pisze S. Màrai, sam wielki wielbiciel i entuzjasta wina, i dodaje: „Cała mądrość, jaką Węgier nabył z wina i swego wykształcenia sprowadza się w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu. Reszta jest próżnością, a nawet fałszem.”
Prawo do aborcji
Nie ma czegoś takiego jak prawo do aborcji. Jest tylko, zapewniana przez pewne państwa i społeczeństwa, możliwość przeprowadzenia aborcji. Nie jest to jednak żadne prawo. Nie ma żadnych naturalnych praw, które gwarantują nam prawo do życia, szczęścia, aborcji, picia szampana, pracy, posiadania butów czy samochodów, oglądania filmów pornograficznych, wykształcenia czy czegokolwiek innego. Są to jedynie opcje – w pewnych okolicznościach możliwe i realne, a w innych albo wcale albo tylko w wąskim zakresie. Istnieją natomiast prawa człowieka, prawa przysługujące każdemu pojedynczemu człowiekowi i wszystkim z osobna. Nie są to jednak żadne prawa polityczne czy – tym bardziej – ekonomiczne. Prawa człowieka są zasadami moralnymi, które mają określać i chronić wolność naszego działania, przy założeniu, że nie stanowią zagrożenia dla praw czy swobód innych osób. I nic ponadto.
Przekaz
Venari, lavari, ludere, ridere. Hoc est vivere. Czyli: Polować, odwiedzać łaźnie, bawić się, śmiać się. Oto jest życie. Piękny przekaz z głębi wieków. Napis znaleziony w starożytnym Thamugadi, założonym przez cesarza Trajana.
Działanie
Cioran, w wywiadzie z Sylvie Jaudeau: Wszystko, co człowiek przedsiębierze, obraca się przeciwko niemu. Wszelkie działanie jest źródłem nieszczęścia, bo działanie jest sprzeczne z równowagą świata; jest to stawianie sobie celu i samoprojekcja w dzianie się. Najmniejszy ruch jest zgubny. Rozpętujemy siły, które w końcu nas miażdżą. Żyć prawdziwie to żyć bez celu. To właśnie głosi mądrość wschodnia, która trafnie uchwyciła negatywne efekty działania. Nie ma bodaj jednego odkrycia, które by nie miało złowieszczych następstw. Człowieka zniszczy jego własny geniusz. Każda siła, jaką wyzwala, szkodzi mu. Jest on zwierzęciem, które zdradziło; historia jest jego karą. Wszystko, co zdarzyło się od zarania dziejów, świadczy o wszechmocy nieubłaganego prawa. Nawet dobro jest złem.
Szecherezada
Księga tysiąca i jednej nocy. Opowieść o mędrcu Rujanie. Skazany przez króla na śmierć prosi go, by pozwolił mu opowiedzieć historię o krokodylu. Król odmawia. Mędrzec zostaje ścięty. Zostawia jednak księgę, którą król ma zacząć czytać podczas egzekucji Rujana. Król otwiera księgę. Ku jego zaskoczeniu, strony są puste. Niecierpliwie przewraca je jedna po drugiej nie wiedząc, że są one nasączone trucizną. Król umiera. Każda niezapisana stronica jest zatruta. Książka, która nie opowiada żadnej historii, zabija. Brak opowieści to śmierć. Opowieść niedoskonała także równa się śmierci – brak zainteresowania, odmowa prawa do opowiadania, to wyrok. Człowiek jest jedynie opowieścią. Szecherezada jest jedynie opowieścią. Jeżeli przestanie być opowieścią, zginie. Jej funkcją jest narracja. Gdy funkcja ta, z takich czy innych powodów ustaje, nie ma też powodów, by Szecherezada istniała. Opowieść albo życie.
Wu-wei
Chińska zasada wu-wei, zasada niedziałania, zawsze wydawała mi się jakimś rozwiązaniem. Z biegiem lat nabrałem pewności, że nie-postępować byłoby – zakładając, że taka opcja jest w ogóle możliwa w praktyce czyli w życiu – jedyną prawdziwie słuszną metodą postępowania, albowiem wszystko, co czynimy, absolutnie wszystko obraca się zawsze przeciwko nam. Za wszystko zmuszeni jesteśmy zapłacić, prędzej czy później, w ten czy inny sposób, świadomi tego albo nie. Nie da się żyć i działać nie ponosząc za nasze działanie, niezależnie od tego, czy będą to czyny poważne i znaczące czy bagatelne, żadnych konsekwencji. Niekiedy płacimy natychmiast, czasem zabiera to wiele, wiele lat, ale wraca do nas wszystko, czemu nadaliśmy jakąkolwiek formę istnienia, co wprawiliśmy w ruch, co powołaliśmy do życia – rozmyślnie, nieświadomie czy choćby przypadkiem. Intencje czy skala naszych działań są bez znaczenia – każdy akt działania, niczym wyrzucony przez nas bumerang, szybuje w życie i choć znika gdzieś poza naszym horyzontem widzenia, docierając do celu lub też mijając się z nim, powodując takie czy inne skutki, zawsze zatacza łuk i powraca do nas, w tej czy innej formie. Jego lot, jego podróż może trwać długo, czasem dłużej niż trwa nasze życie i tylko wtedy udaje nam się uniknąć ponownego spotkania i związanych z tym konsekwencji. Jednak każdy czyn, jak kamienny prostopadłościan domina, raz popchnięty, oddziaływuje na inne, tworząc nowe i nieprzewidywalne konstelacje, a te powracają, lądując u naszych stóp jak wezwanie do zapłaty. Paradoksem, sprzecznym z większością życiowych teorematów, jest jednak to, że płacimy nie tylko za czyny złe, ale i za dobre, bo nigdy nie wiadomo, jaki kształt przybierze ostatecznie to, co zainicjowaliśmy działaniem. Fraktale, które tworzy życie, nie noszą żadnych moralnych etykietek. Pojęcia dobro-zło, moralne-niemoralne, właściwe-niewłaściwe to społeczne miary i instrumenty. Życie nie ocenia. Życie staje się i toczy. Albo go nie ma.
Chińczycy przeczuwali naszą daremność. Przeciwieństwem wu wei jest yu wei – działanie. Znak yu utworzony jest z dwóch znaków: ręki i księżyca, co znakomicie podkreśla bezcelowość każdego działania. Yu oznacza bowiem chwytanie księżyca, tak jakby możliwe było księżyc schwytać i przywłaszczyć. Wu wei jest więc czymś więcej niż tylko nie-chwytaniem, nie-działaniem, bo pozytywną akceptacją nieuchwytności i zmienności nad którymi nigdy nie będziemy panować.
Nostos
Nostos, powrót do domu. Prastary wątek, jednakowo atrakcyjny zarówno w epoce Homera jak i dzisiaj, a zapewne i jutro. Jego aktualność nie wygaśnie nigdy, bowiem wiernie odtwarza mechanizm samego życia; każde życie jest nostos, każde życie jest drogą do domu, powrotem do domu, podróżą, którą wypełniają dziesiątki przygód, pokus i prób. Nostos to epopeja o powrocie.
Jaszczur
Cała Europa znajduje się w sytuacji Rafaela de Valentin z powieści Balzaka „Jaszczur”. Ludzie starają się nie żyć, by tylko zachować życie. Dokładnie jak Rafael, który czując zagrożenie, ale pragnąc przedłużyć swoje życie, zażywa opium i zapada w sen – gdy śpi szagryn nie kurczy się, a jemu nie ubywa życia. Dzisiaj ludzie podobnie wierzą, że jedyną rzeczą, którą muszą zatrzymać za wszelką cenę jest ich życie. Przestali przytulać się, witać ze sobą, oddalili się od siebie, unikają kontaktów, przestali spotykać przyjaciół, znajomych i najbliższych. Wierzą ślepo w to, co słyszą w radio czy telewizji, co z trwogą wyczytują w gazetach i bez wahania rezygnują z wolności. Świat zamienił się w dobrowolny obóz koncentracyjny. Jak żyć nie żyjąc? Jak żyć, by zaoszczędzić na życiu? Ironiczne, że enklawą normalności stała się „nienormalna” Szwecja.
Seks ośmiornic
Seks ośmiornic odbywa się bez zalotów. Przypomina dostawę towaru. Gdy samiec napotka partnerkę, stara się uplasować na niej lub obok, wyciąga swoje trzecie ramię, niczym rodzaj wysięgnika, a następnie przykleja partnerce pakiety nasienia. Po tym dystrybutorskim seansie, zwykle jedno czy dwugodzinnym, każdy z partnerów odpływa w swoją stronę. Samiec szuka innych kandydatek do zapładnia, a samica wypatruje samców, którzy dostarczą jej kolejne pakiety. Plemniki zdolne są zapłodnić od stu tysięcy do pół miliona jaj. Małe ośmiorniczki są początkowo wielkości pchły. Część z nich staje się pokarmem dla innych drapieżników, a te, którym udaje się przeżyć, rozpoczynają mokre, bezmyślne, samotne życie w głębinach morskich.
Wygoda osłów
Król Filip II Macedoński słysząc, że rozbicie obozu armii w miejscu, które wybrał będzie niemożliwe, bo nie ma tam wystarczająco paszy dla bydła, miał powiedzieć: Cóż za życie! Musimy żyć zgodnie z wygodą osłów! Doskonała replika. I aktualna.
Analgetyk
Filozofia powinna być zaliczana do analgetyków, jak lizaki z fentanylem czy tramadol. Usiłuje ona całe zło i niegodziwości tego świata, wszystkie jego potworności przekształcić w problem. Problem może być uciążliwy, skomplikowany, może wymagać wysiłku, trudu i zachodów, ale nie boli. Problemy nie bolą. Życie natomiast boli.
Fago
Fago – ciekawe słowo z języka plemienia Ifalik, zamieszkującego małą wyspę koralową wchodzącą w skład Wysp Karolińskich na Pacyfiku. Fago odzwierciedla uczucie, które pojawia się w chwilach, gdy nasza miłość do innego człowieka oraz przekonanie, że ten człowiek nas potrzebuje, staje się tak przytłaczające, że do oczu napływają łzy, a życie wydaje się być kruche i nietrwałe.
Colette
Colette: Albo miłość – albo pożycie.
Przeszłość
Czy nasza przeszłość jest naszą własnością? Czy może wręcz przeciwnie – to my jesteśmy jej własnością, jej niewolnikami? Wobec przeszłości jesteśmy bezradni. Nie mamy żadnych możliwości, by dokonać w niej jakichkolwiek, choćby najmniejszych zmian, nie możemy przestawić w niej nawet przecinka, wszechwładnie panuje nie tylko nad tekstem naszego życia, ale i jego interpunkcją i decyduje nawet o tym, co nas jeszcze nie spotkało, nawet o tym, co dopiero może się wydarzyć.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.