List do przyjaciela

Drogi M. W życiu chyba tak już jest, że spotykamy się jak „statki nocą”, by zapożyczyć tytuł pewnej powieści. Spotykamy się jak statki nocą, bo w danym momencie jest nam po drodze, bo płyniemy w tę samą stronę. Nam też w tamtym czasie było po drodze. I były to miłe chwile. Pamiętam wiele Twoich wizyt, po drodze do Polski i w drodze powrotnej, i wiele nocnych rozmów, niekiedy aż do rana. Zdecydowanie powinniśmy spotkać się któregoś razu.

Polska. No cóż, ja nie jestem tak liberalny jak Ty w kwestii „polskich obozów zagłady”. Jestem zdania, że Polacy powinni reagować w tej sprawie zdecydowanie i jednoznacznie. Inaczej zwykła ludzka indolencja zawsze będzie nas łączyć z mordercami, zwłaszcza, gdy tak słynni celebryci jak osobisty przyjaciel idiotki Kim Kardashian, czyli Barak Obama, używa dokładnie tego sformuowania (co uczynił, jak Ci wiadomo, w oficjalnym wystąpieniu w roku 2012). Jeżeli ulubieniec subretek i celebrytów, Barak Obama, jako prezydent Stanów Zjednoczonych, oficjalnie mówi o „polskich obozach zagłady”, to chyba przekroczyliśmy już próg tego, co można przemilczeć, czyż nie?

Takie jest moje zdanie, choć uważam, że istnieją sprawy znacznie ważniejsze niż ten mniej czy bardziej sprowokowany incydent. Mam na myśli tę specjalną „polską niemoc”, by wyłonić z 40-milionowego narodu taką polityczną reprezentację, która byłaby zdolna zająć się na poważnie nie tyle pomnażaniem swoich osobistych fortun, co dobrem tego kraju. PO było i pozostało wcieleniem pogardy wobec swoich i bezprzykładnym „dupolizatielstwem” wobec obcych (to oni „dzielnie” połykali i połykają wciąż zniewagi różnych Obamów). Inne partie nie liczą się. Małe, rozbite, prezentujące interesy kilkuset osób. PiS? Myślę, że malujesz ich stereotypowy obrazek, bardzo bezmyślnie lansowany przez ich politycznych antagonistów, ale i ta partia jest niewątpliwie mieszanką kilku przytomnych i całej bandy oszołomów. Przyznam Ci się jednak, że gdybym miał na kogoś głosować w dzisiejszej Polsce, to głosowałbym na nich. Dlaczego? Ich wizja nie jest, co prawda, moją wizją, ale oni przynajmniej mają jakąś wizję, a gdyby z ich praktyki politycznej dało się wyłuskać wszystkie idiotyzmy religijne i nacjonalne, byłaby to całkiem sensowna propozycja polityczna.

Niestety, znów o polityce, chociaż zawsze sobie obiecuję, że ani słowa o polityce. No, i tyle tego obiecywania. Tymczasem więc. Do zobaczenia. A.