Charles Talleyrand kulał, jak wiadomo. W Pamiętnikach opisuje, z właściwym jemu sarkazmem, przyczyny. „Za mego dzieciństwa moda na troskę rodzicielską jeszcze nie nadeszła”, pisze. Już jako niemowlę został oddany na wychowanie i trwało to aż do czwartego roku życia. Kobieta, u której go umieszczono, mieszkająca na jednym z przedmieść Paryża, pozwoliła, „bym spadł z komody”, a skutkiem tego było zwichnięcie stopy. Zapewne gdyby zajęto się tym natychmiast, nie miałoby to żadnych przykrych skutków, ale kobieta ta przez wiele miesięcy – w obawie, że straci dochód – pilnie ten fakt skrywała. Cała sprawa wydało się dopiero, gdy został stamtąd zabrany do pani de Chalais, jego prababki. Od wypadku minęło już jednak stanowczo zbyt wiele czasu, by można było cokolwiek zrobić. „Osłabła nawet moja druga stopa, która w pierwszym okresie po wypadku musiała sama utrzymywać ciężar ciała; okulałem na zawsze”.