Balzac: Nie potrafię pracować, jeśli czeka mnie wyjście z domu, i nigdy nie zasiadam do pracy na godzinę czy dwie zaledwie. Mircea Eliade w „Dzienniku emigranta” pisze o tym samym problemie. Jeżeli wiedział, że musi w tym dniu zajmować się czymś innym, mieć prelekcję, coś załatwić czy choćby spotkać się z kimś, mógł co wyżej czytać, może zrobić jakieś notatki, ale absolutnie nic ponadto. Także Robert Musil w liście do Eugenie Schwarzwald skarży się, że nie może efektywnie pracować, gdy wie, że ma coś do załatwienia, choćby to był drobiazg. Było to również udręką V. Nabokova – świadomość, że za dzień czy dwa czeka go jakaś powinność powodowała, że „myśli wycofywały się w nieprzystępnym acies testudo” i pisanie było ostatnią czynnością do której był wówczas zdolny. Pierwsze prawo twórczości brzmi dokładnie tak samo jak pierwsze prawo Dekalogu: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.
Tag: Balzac
Balzac
T. „Boy” Żeleński, „Obiad literacki”: Szczególne, jak Balzac balzakizował wszystko, co się o niego otarło: taka na przykład jego śmierć – czyż to nie czysty „balzak”? Natychmiast po zgonie pisarza wierzyciele szturmujący dom, wypychający wdowę za drzwi, rzucający się na meble, wysypujący na ziemię zawartość szuflad, rękopisy, papiery, listy, które, wystawione spokojnie na sprzedaż, mogły dać ze sto tysięcy franków! I to wszystko leżało na ulicy, zbierał, kto chciał, straganiarze zawijali w to masło!
Dziennik braci Goncourt
Na przemian z Vasarim czytam Dziennik braci Goncourt. Momentami zalatuje nieco prehistorią, a plotki i ploteczki o wielkich i znanych, które wstrzymywały wydane Dziennika przez bez mała pół wieku, dzisiaj wydają się już być nie bardziej aktualne niż te, którymi raczy nas Swetoniusz. Zaletą jest natomiast język, żywy, barwny, jędrny, miejscami niemal obsceniczny. I ani cienia hipokryzji. Balzac jadł jak świnia. Bliski niestrawności, z brzuchem wzdętym od żarcia, na wpół przytomny, kładł się do łóżka. O północy budził go służący; wstawał, wypijał kawę i zapisywał papier przez 2 godziny. Kiedy ta pierwsza praca była ukończona, wychodził.
I, w innym miejscu, prorocza wizja: Dzikość jest konieczna co każde czterysta czy pięćset lat, żeby świat mógł się odrodzić. Umarłby od cywilizacji. Kiedy brzuchy są pełne i mężczyźni nie mogą już spółkować, spadają na nich z Północy chłopy o sześciu stopach wzrostu. Teraz, kiedy nie ma już barbarzyńców, dzieła dokonają robotnicy – za jakieś pięćdziesiąt lat. Będzie się to nazywało rewolucją społeczną. Ten wpis powstał w 1855 roku. Proroctwo niemal idealne. I do dziś nazywamy to „rewolucją społeczną”.
Jaszczur
Polski tytuł powieści Balzaka „La peau de chagrin”, tłumaczony często jako „Jaszczur,” jest bardzo zwodniczy. Podejrzewam, że dzisiaj niewielu już wie, iż słowo jaszczur, użyte w tym kontekście, nie ma absolutnie nic wspólnego z płazem ogoniastym o tej samej nazwie. Jaszczur bowiem albo szagryn (fr. chagrin, z tur. sagry) to nazwa skóry cielęcej, koziej lub owczej, miękkiej i sprężystej, używanej w wyrobach galanterii kaletniczej. Dopiero w tym sensie staje się zrozumiała scena w której bohater tej powieści, Raphael de Valentin, otrzymuje kawałek jaszczuru, a nie „jaszczura”, jak to przeczytałem w pewnej recenzji.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.