Niemieckie capriccios

Ernst Jünger, niemiecki pisarz, nacjonalista, w czasie II wojny światowej oficer Wehrmachtu, stacjonował głównie w Paryżu, obracając się wśród paryskich sfer intelektualnych, ale pilnie odnotowywał również relacje swoich przyjaciół z ich przeżyć na froncie wschodnim. W jednej z nich (określa je, a jakże, eleganckim słowem capriccios) opisuje zimę na wschodnim froncie: „Na drogach dowozu widzi się trupy, po których przejechały tysiące czołgów, zgniatając je w końcu na cienką blachę. Maszeruje się po nich jak po kalkomanii albo po sylwetkach, których odbicie widać w lśniącej, lodowatej głębi nawierzchni”.

Nie jest to metafora. Przed wielu laty, czytając zapiski jakiegoś anonimowego niemieckiego żołnierza, wynotowałem zdanie: „zlodowaciałe drogi pokryte gdzieniegdzie lekką warstewką śniegu, spod którego przebijały spłaszczone, zwalcowane przez gąsienice ciężkich pojazdów sylwetki ludzi, niczym pokracznie zdeformowane owady uwięzione w mroźnym bursztynie”.

Kim jesteśmy, jeżeli ujrzawszy takie „capriccios” możemy jeszcze potem żyć, pić wino, wierzyć w Boga, płodzić dzieci? Czy nie ma takiego doświadczenia, które nas unicestwia ostatecznie i nieodwołalnie? Czy nie ma takiej granicy poza którą nie istnieje już nie tylko normalne, ale jakiekolwiek życie?

Polski minister edukacji

Idź i pracuj, jeździj na traktorze, na kombajnie, ucz się, rób karierę. Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko. Prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Pierwsze dziecko rodzi się nie w wieku 20-25 lat, tylko w wieku 30 lat. Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez pana Boga powołana. To fragment wykładu „O wpływie neomarksizmu na nauczanie o rodzinie”, wygłoszonego w trakcie Kongresu Ruchu Europa Christi przez nowego polskiego ministra edukacji i nauki, doktora habilitowanego nauk prawnych, wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Przemysława Czarnka, który właśnie zapowiedział wprowadzenie dzieł papieża Jana Pawła II, najwybitniejszego polskiego grafomana, do kanonu lektur szkolnych.

Bóg i inni

Bracia Goncourt, „Dziennik”: Ludziom trzeba boga, a kiedy go brak, bóstwem staje się człowiek, którego plugastwo nawet jest wielbione. Trzeba czegoś lub kogoś, przed kim duch tłumów ukorzy się i poniży; w przyszłych społeczeństwach religię zastąpi może cezaryzm. Zamiast Boga, który stał się człowiekiem, człowiek stanie się Bogiem.

I dokładnie tak się stało. Lenin, Stalin, Mao, inni. Masy muszą w coś wierzyć. Nie wolno odbierać im Boga. Bóg to może najmniejsze zło.

W imię Boga

Kościół szwedzki, opanowany przez wojownicze trybady, uczynił kolejny, pewny krok w stronę politycznej poprawności: zdecydowano, by unowocześnić język liturgii przez pozbycie się zwrotów określających płeć Boga. Bóg powinien być bezpłciowy, jeżeli ma zadowolić każdą płeć. W nowej księdze liturgicznej zabraknie takich przestarzałych i rasistowskich określeń Boga jak „Pan”czy choćby „On”. Zamiast modlić się w „Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, wierni w Szwecji będą rozpoczynać modlitwę słowani „W imię Trójjedynego Boga”.

Nie jestem religijny. Pomysł, by wykastrować Boga wydaje mi się nawet zabawny. Nie wiem, czy taki bezpłciowy Bóg stanie się bardziej demokratyczny, ale z całą pewnością będzie przypominał szwedzkich mężczyzn.