Zinaida Gippius

Dzienniki petersburskie. Dziennik warszawski – Zinaidy Gippius. Rosyjska poetka epoki srebrnego wieku, pisarka, krytyk literacki, nieprzejednany wróg bolszewizmu, bardzo ekscentryczna żona Dmitrija Mereżkowskiego, którego nazwisko i twórczość pamięta już dziś niewielu. Był to pisarz, krytyk literacki, historyk, poeta, filozof i tłumacz, jeden z twórców rosyjskiego symbolizmu. Popularny na początku zeszłego wieku, potem niemal zapomniany. W Polsce komunistycznej nie był ani wydawany, ani wznawiany. Pamiętam doskonale moją fascynację jego powieścią „Julian Apostata”. Zapoznałem się z nią pod koniec lat sześćdziesiątych. Egzemplarz, który przypadkiem wpadł mi wówczas w ręce był zniszczony, brakowało kilku stron, miał nadpalone brzegi, wydanie zapewne jeszcze przedwojenne, ale siła tej prozy ogromna. Czytałem ją wielokrotnie, nie mogłem oderwać się od niej, a cesarz Julian Apostata stał się moim idolem. Pozycję tę przełożono zresztą niemal na wszystkie języki europejskie i po kilku latach miała dziesiątki wydań. Rekordzistką była Francja, gdzie w ciągu dziesięciu lat książka ukazała się 23 razy.

                                                                      ***

Notatka Gippius z 14 października 1918 roku o Petersburgu we władzy bolszewików: Trzeba uciekać, mówiąc wprost. Nie ma już ani moralnej, ani fizycznej możliwości oddychać w tym strasznym mieście. Jest puste. Ulice zarosły trawą, jezdnie zniszczone, sklepy zabite. Można przejść przez całe miasto i nie zobaczyć ani jednego konia (nawet zdechłego – wszystkie zjedzone). Chodzi się pośrodku ulic, usuwając się tylko przed rzadko turlającymi się automobilami z ciapowatymi bolszewikami”.

Dzisiaj zamiast chleba wydano ½ funta owsa. Przemycającym żywność czerwonoarmiści zaś odebrali na dworcu wszystko – dla siebie. Na Sadowej wywieszka: Psie mięso, 20 rubli 50 kopiejek funt. Przed wywieszką długi ogonek. Mysz kosztuje 2 ruble.

                                                                      ***

Jej zapiski warszawskie obejmują lata 1920-1921. Nieco śmieszny, ale i chwilami mocno irytujący ton pretensji do Polaków, że po „cudzie nad Wisłą” podpisują traktat pokojowy z bolszewikami, ale ani cienia zwykłej pokory i uznania dla Polaków i Polski. Natomiast rozżalenie na Polskę, że „nie chce wyratować nas od bandy zbójów, którzy przypadkowo opanowali władzę”. I ledwo maskowane oburzenie, że Polacy weszli na Ukrainę, „naszą Ukrainę”.

                                                                      ***

Gippius i jej podziw dla Kiereńskiego. Odwieczna naiwność intelektualistów. Postrzega jego nieudolność i niekompetencję, dyskretnie wyraża rozczarowanie nim, ale broni do ostatnich stron swoich zapisków. Należał do jej kręgów, bywał w jej salonie, a więc co wyżej można mu zarzucić „melancholię duszy”, ale w żadnym razie zdradę. Ta bystra i przenikliwa kobieta ani przez moment nie dopuściła do siebie myśli, że Kiereński był zdrajcą, który sprzedał jej ukochaną Rosję bolszewikom, dając rozkaz wydania im broni, a następnie dyskretnie wyjechał do USA, gdzie żył jeszcze długo i szczęśliwie, dorabiając na którymś z amerykańskich uniwesytetów, zdaje się Stanforda.

                                                                      ***

Indeks osób w jej Dziennikach. Niemal co druga osoba w tym indeksie ginie tragicznie: zamordowany, rozstrzelany, zgładzony, zamęczony, zagłodzony … To nie indeks. To istne nekrologi gwałtu. Bolszewicy dokładnie wyczyścili Rosję z intelektualnej elity, a potem powtarzali ten udany zabieg w innych podbijanych krajach, także i w Polsce.

Saga o Aschbergu

Czytam o Olofie Aschbergu (właściwie Asch), szwedzkim bankierze z początku zeszłego wieku. Jego rodzicami byli Herman Asch i Rosa Schlossberg, emigranci z Rosji, którzy wzbogacili się na handlu meblami. W roku 1912 Olof Aschberg zakłada Nowy Bank w Sztokholmie. Pięć lat później, do spółki z Georgiem Branting i jego siostrą Sonią Branting-Westerståhl, tworzą Bank Szwedzko-Rosyjski. Olof wyraźnie znał słynną maksymę B. Brechta według której „obrobić bank to jeszcze nic – założyć bank to dopiero jest interes”. Był sympatykiem i lokajem komunistów. W latach 1917-21 przyjął ponad 500 ton złota, skradzionego przez bolszewików z rosyjskich banków. Złoto przetopiono następnie w Sztokholmie, by zapobiec identyfikacji. Była to bez wątpienia jedna z największych zorganizowanych kradzieży we współczesnej historii. Co gorsza, wyprane w ten sposób środki wykorzystywano do składania zamówień dla szwedzkiego i później niemieckiego przemysłu, co znacznie wzmocniło pozycję bolszewików. Przez biuro handlowe Olofa Aschberga na Kaptensgatan bolszewicy kupowali wszystko, od silników okrętowych, lokomotyw, sprzętu rolniczego aż po broń. Duże dostawy rozpoczęto już w listopadzie 1918 roku, z milczącym oczywiście, acz wyraźnym poparciem szwedzkiego rządu. To charakterystyczne dla Szwecji. Była pierwszym krajem, który zaczął aktywnie handlować z bolszewikami, a szwedzkie banki ochoczo pomagały Moskwie w praniu rezerw carskiego złota. Gdy inne mocarstwa zachodnie nadal odmawiały uznania Rosji sowieckiej, nie wspominając nawet o angażowaniu się w działalność handlową, Szwedzi utrzymywali z bolszewikami znakomite stosunki handlowe już od początku. Aschberg organizował także sprzedaż zrabowanych klejnotów carskich w europejskich domach aukcyjnych, a jego własna kolekcja rosyjskich ikon była jedną z najbardziej ekskluzywnych na świecie (obecnie w Muzeum Nordyckim). W większości ikony pochodziły z tysięcy kościołów splądrowanych przez komunistów. Kolekcja ta została uzupełniona w 1952 roku, a obecnie stanowi największy zbiór ikon poza Rosją.

Komuniści doceniali jego łajdactwa. W roku 1921 założył Rosyjski Bank Handlowy w Moskwie, a w latach 1922-1924 był szefem sowieckiego banku Ruskombank. Zmarł w 1960 roku w Sztokholmie, wcześniej wydając trzy tomy wspomnień i autobiografię, skomponowaną przez niemiecką komunistkę Margarete Buber-Neumann. Autobiografia nosi wdzięczny tytuł Under Two Dictators: Prisoner of Stalin and Hitler. Jego wnuk, Robert Aschberg, arogancki i krzykliwy, jest szwedzkim dziennikarzem i producentem filmowym, gwiazdą rozlicznych programów, a drugi wnuk, Richard Aschberg, także pracuje jako dziennikarz w komunizującym brukowcu Aftonbladet. Jednym słowem typowa szwedzka i zacna rodzina z bogatymi tradycjami. Ab uno disce omnes, jak mawiał Wergiliusz.