Dwóch amerykańskich politologów, Steven Peterson i Albert Somit, zaprezentowało niedawno wyniki swoich wieloletnich badań, które dałoby się streścić następująco: ”Ewolucja biologiczna uczyniła prawdopodobnie z Homo sapiens gatunek, którego genetyczne skłonności w istocie nie sprzyjają demokracji”. Opisali oni rodzaj ludzki jako ”gatunek zwierząt wysoce społecznych, o silnej tendencji do hierarchii, posłuszeństwa, dominacji i podporządkowania raczej niż do równości statusu i politycznych wpływów”. Obserwując przeprowadzany obecnie ogólnoświatowy eksperyment z koronawirusem, nie sposób zaprzeczyć trafności ich diagnozy.
Tag: ewolucja
Gen
Interesujący artykuł o mechanizmach ewolucji. Jeżeli przyjąć, że zachowanie gatunku ma być podstawowym celem ewolucji, to rzeczywiście trudno zrozumieć, dlaczego nie dziedziczymy cech nabytych. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że wiedza i doświadczenie, nabyte w ciągu życia, dawałyby naszym potomkom zdecydowanie większe szanse przetrwania. Może więc mają rację ci, którzy głoszą, że podstawowym celem ewolucji jest zachowanie w sensie niezmienionym tylko i wyłącznie genów? Koncepcja nieco bluźniercza, ale intrygująca. Nasze ciała byłoby czymś w rodzaju przechowalni dla genów, rodzajem survival machines, których podstawowym i głównym zadaniem byłoby podtrzymywanie istnienia enigmatycznych cząsteczek nazywanych przez nas genami. Myślę, że niechęć do tej teorii, bardzo prawdopodobnej, wynika głównie z naszej próżności i urażonej dumy – najpierw musieliśmy pogodzić się z faktem, że nie jesteśmy odbiciem „obrazu boga”, potem utraciliśmy status anthropos metron. Myśl, że możemy być czymś na podobieństwo eksykatora czy próbówki, obdziera nas z resztek iluzji o nas samych. Co prawda, nie żywimy już do siebie przesadnego szacunku od pewnego czasu, ale teraz nauka podpowiada nam, że możemy sobą swobodnie pogardzać. Nie wróżę tej teorii popularności.
Geny
Jeżeli zachowanie gatunku miałoby być podstawowym celem ewolucji, to wydaje się być całkowicie niezrozumiałe, dlaczego w takim bądź razie nie dziedziczymy cech nabytych. Wiedza i doświadczenie, gromadzone w ciągu naszego życia, dawałyby przecież naszym potomkom znacznie większe szanse przetrwania. Może więc istotnie naczelnym celem ewolucji jest zachowanie w sensie niezmienionym jedynie naszych genów, a nasze ciała są tylko ich przechowalnią, rodzajem survival machines, których wyłącznym zadaniem jest podtrzymywanie istnienia tych dziwnych cząsteczek?
Mit równości
Y. N. Harari: Łatwo przychodzi nam uznać, że podział ludzi na „lepszych” i „gorszych” jest wytworem wyobraźni. Lecz idea zakładająca, że wszyscy ludzie są równi, także jest mitem. W jakim sensie ludzie są sobie równi? Czy poza ludzką wyobraźnią może istnieć jakaś obiektywna rzeczywistość, w której naprawdę jesteśmy sobie równi? Czy wszyscy ludzie są sobie równi pod względem biologicznym? Ewolucja opiera się na różnicy, nie na równości. Każdy człowiek ma w sobie nieco inny kod genetyczny i od kołyski podlega innym wpływom środowiska. A to prowadzi to wykształcenia się różnych cech, z którymi wiążą się różne szanse przetrwania.
Sukces ewolucyjny
W Australii na 20 milionów ludzi przypada ponad 90 milionów owiec, a Nowa Zelandia to 4,5 miliona przedstawicieli homo sapiens i 50 milionów owiec. Jest to niewątpliwie sukces ewolucyjny … owiec. Ale nic nie odbywa się za darmo. W stanie naturalnym owce żyją powyżej 12 lat, ale w hodowli zwykle nie są trzymane dłużej niż do 6 roku życia. Za sukces ewolucyjny zawsze się płaci, w ten czy inny sposób. Bez względu na to, czy jest się owcą czy człowiekiem.
Neandertalczycy i my
Od pewnego czasu wiadomo już, że gatunków homo było na Ziemi znacznie więcej niż jeden i przyjemnie było śledzić rozliczne spekulacje o ich ewentualnych czy – jak to się mówi dzisiaj – wirtualnych losach. Ta przyjemność odchodzi w niepamięć. Ostatnio naukowcy udowodnili, że Neandertalczycy oraz inni, mniej lub bardziej bezimienni sąsiedzi z naszej zamierzchłej przeszłości, nie wyginęli jednak na wskutek kolizji Ziemi z kometą czy astroidą i absolutnie w żadnym wypadku nie popełnili zbiorowego samobójstwa. Wszystko wskazuje na to, że to my, zwyrodniały i morderczy gatunek homo sapiens, bezlitośnie wytrzebiliśmy te żałosne pomyłki ewolucji. Właściwie nie jest żadna to niespodzianka, wiele razy próbowano sugerować to już wcześniej, aczkolwiek dość nieśmiało i zażenowaniem. Interesujące jest coś innego, mianowicie, powszechny i infantylny lament prasowy nad losem biednych neandertali i naszym okrucieństwem. Najwyraźniej współczesny homo, i do tego sapiens, wciąż nie wie albo zapomniał już, że sukces ewolucyjny jednej grupy zawsze odbywa się kosztem innej i że od tego prawa nie ma żadnego wyjątku. Jest więc hipokryzją poniewczesne rozdzieranie szat i fałszywe bicie się w pierś z powodu okrucieństwa naszych przodków. Byliśmy okrutni, jesteśmy okrutni. Dla nas, jako gatunku, być może na szczęście, bowiem w innym razie może właśnie Neandertalczycy władaliby tą planetą. Czy byłby to zabawniejszy wariant? I dla kogo? Bo naszej planecie jest to kosmicznie obojętne. Przetrwała zdarzenia o których nie mamy żadnego pojęcia i przetrwa też nasze szaleństwo. Irytujące jest więc to ckliwe, durne i fałszywe dziennikarstwo drobnych pismaków wykształconych na Wikipedii, którzy popiskują niby pokornie, niby trwożnie na temat bezprzykładnego okrucieństwa naszego gatunku. Nie omieszkują przy okazji popisać się dość wątpliwą wiedzą i wypominaniem nam innych „zbrodni”: że wytrzebiliśmy moa, nieudane skrzyżowanie kury z żyrafą, że wykończyliśmy mamuty, te wielkie, umysłowo ociążałe kombajny, które przez tysiąclecia nie zdołały wymyśleć choćby czegoś tak głupiego jak gra w piłkę nożną, że z apetytem zjedliśmy ostatnie dodo i półtonowego mamutaka, że pozbyliśmy się depresyjnych turów, bezużytecznych żółwi słoniowych, niedojnych krów morskich Stellera, niesmacznych drontów z Maskarenów, nieoswajalnych wilków tasmańskich czy paskudnie nietowarzyskich tygrysów kaspijskich oraz balijskich. Pewnie, że wcale nie chodziło o to, że miały dobre mięso czy wartościowe skóry. W naszym świecie po prostu nie było miejsca na ich świat. Rzadko zdarza się tak, że w jakimś świecie jest miejsce na świat dla każdego. Równie śmieszne jest wypominanie nam, że podeptaliśmy jakieś kwiatki i rabatki na egzotycznych grządkach, że wycinamy malaryczne dżungle, spalinami zatruwamy atmosferę i nie okazujemy szacunku dla mieszkańców tropikalnych lasów, słodko pogrążonych w neandertalskiej drzemce.
Wyszliśmy z natury dawno temu, szukając schronienia i bezpieczeństwa, bo natura nie mogła nam tego zapewnić. Dziś już nie my jesteśmy dla środowiska, lecz środowisko i cała planeta jest dla nas. I myślę, że nasz gatunek zasłużył na to. Jego kariera jest fascynująca. W czasie, gdy stawiał swoje pierwsze kroki, gdzieś na sawannie w Afryce, nie miał wcale większych szans niż pasące się tuż obok antylopy i żyrafy. Był łupem tak samo łatwym jak one, a może nawet łatwiejszym, bo nie był ani tak szybki ani zwinny. A jednak to on zdołał rozprzestrzenić się na całym globie, nauczył się uprawiać ziemię, budować okręty, zakładać królestwa i imperia, zdołał pokonać morza i oceany, odkryć najodleglejsze wyspy i z pokracznego, owłosionego zbieracza-łowcy stać się panem świata. Prawda, że całkiem nieźle jak na absolutne biologiczne zero? Ten słabeusz, ofiara, rozpustnik, bandyta, morderca, najgroźniejsze stworzenie na tej planecie, terminator dobrotliwych tygrysów syberyjskich i rozkosznych mamucików, ten zimny zabójca stał się panem planety i to on stworzył to wszystko, co na tej planecie cudowne, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju i absolutnie nie-naturalne, bo natura mogła stworzyć góry i rzeki, kwiaty i motyle, ale bez pomocy homo sapiens nigdy nie stworzyłaby poematów Homera, wierszy Borgesa, rzeźb Rodina, perfum Armaniego, symfoni Bacha, obrazów Leonarda da Vinci, niebotycznych katedr, foie gras, międzykontynentalnych rakiet, koła i steków Ribeye, sukni Diora i jedwabnych pończoch z szewkiem. Ten potwór, który jeszcze do niedawna był niczym w świecie fauny, jest już w stanie zaprojektować inne, żywe istoty, w zanieczyszczonym środowisku żyje przeciętnie dwa razy dłużej niż jego przodkowie na świeżym powietrzu sawanny, leczy najgroźniejsze choroby i radzi sobie z najgroźniejszymi kontuzjami, podróżuje z kontynentu na kontynent w kilka godzin, ogląda inne planety i nasłuchuje ich pomruków. Kiedy przyjrzeć się karierze homo sapiens bez płaczliwego sentymentalizmu staje się jasne, że najgorsze nie jest to, co jest słabością tego gatunku, lecz to, że nie zdoła on uciec od swoich sukcesów.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.