Aktorzy

Zasadniczo prawo starożytnego Egiptu traktowało jednakowo zarówno kobiety jak i mężczyzn. Jedyną grupą społeczną, która miała zdecydowanie niższe prawa niż wszyscy pozostali, byli… aktorzy, bowiem uznawano ich za zawodowych i patologicznych kłamców – na przykład nie wolno im było zeznawać przed sądem, a wypowiadane przez nich słowa uważano za niewiarygodne.

Zarys rozkładu

E. Cioran „Zarys rozkładu”: Tylko obłuda pozwala ludziom znosić się nawzajem. Gdy nie zgadzasz się na kłamstwo, natychmiast czujesz, jak ziemia ucieka ci spod nóg. Jesteśmy biologicznie zmuszeni do fałszu. Człowiek doskonale moralny jest albo dziecinny, albo bezskuteczny, albo nie autentyczny: bo autentyczność polega w rzeczywistości na nurzaniu się w kłamstwie, w uprzejmościach publicznych pochlebstw i skrytych oszczerstw. Gdyby nasi bliźni mogli poznać opinie, jakie o nich mamy, słowa takie jak ” przyjaźń”, ” miłość”, ” przywiązanie” zostałyby raz na zawsze wykreślone ze słowników; a gdybyśmy mieli odwagę stawić czoło budzącym się w nas nieśmiało wątpliwościom wobec nas samych, nigdy nie wyrzeklibyśmy słowa, ja” bez wstydu. Wszystko, co żyje, bierze udział w tej maskaradzie, od troglodytów po sceptyków.

Co przedłużamy

Szczycimy się tym, że znacznie przedłużyliśmy średnią ludzkiego życia, ale czy istotnie mamy ku temu powód? Czy nie jest to przypadkiem kolejne statystyczne kłamstwo, które świetnie prezentuje się w świecie graficznych wykresów, ale tylko i wyłącznie tam? Nasz organizm zaczyna starzeć się już po przekroczeniu trzydziestki, a faktycznie nawet znacznie wcześniej. Tak czy inaczej, po sześćdziesiątce przypominamy chodzące wraki: zwiotczała skóra, kruche ścięgna, braki minerałów w organizmie, choroby, osteoporoza, prostata, inkontynencja, popsute zęby, osłabiony słuch i wzrok, zniszczone wątroby, chore nerki, otłuszczone serca, reumatyzm, wytarte stawy. Czy przedłużamy życie? Nie. Tym, co naprawdę przedłużamy jest jedynie starość.

Hipoteza Machiavellicznej Inteligencji

Tym, co nas rozwija najwyraźniej nie są nasze cnoty. Te cofają nas w rozwoju do poziomu prostoduszków samograjków. Nasze wady mają znacznie więcej zalet. Coraz popularniejsza hipoteza Machiavellicznej Inteligencji (Machiavellian Intelligence Hypothesis) głosi, że przyczyną encefalizacji, czyli zwiększania się rozmiaru mózgów u naszych przodków, było formowanie się coraz bardziej złożonych więzi społecznych. Utrzymywanie tych więzi wymagało nie tyle szczerości czy prawdomówności, mało przydatnych w relacjach społecznych, co raczej pragmatyzmu oraz sprytu. Innymi słowy, machiavelliczne formy kontaktów społecznych spowodowały w sumie rozwój naszej inteligencji oraz zdolności poznawczych. Zdaniem zwolenników tej hipotezy „cel uświęca środki” nie tylko wówczas, gdy chodzi o kwestie sprawowania władzy, ale w zasadzie w każdej sytuacji rozgrywającej się w kontekście społecznym.

Hipoteza ta zyskała niedawno poparcie ze strony szwedzkiego badacza i filozofa Petera Gärdenforsa z uniwersytetu w Lundzie. Według niego samoświadomość, a więc zdolność do świadomej refleksji na temat swoich stanów umysłowych, jest tym, co w największym stopniu odróżnia człowieka od zwierząt (nie wolno mylić tej umiejętności z prymitywną zdolnością do identyfikowania własnego ciała, cechą, która występuje u niektórych wielkich małp, słoni czy delfinów). Zdaniem Gärdenforsa nasza samoświadomość jest rezultatem swoistego „wyścigu zbrojeń” spowodowanego oszukiwaniem w relacjach społecznych. Cytując Gärdenforsa: „Umysłowa broń służąca oszustwu działa jak pociski przeciwprzeciwrakietowe, którymi usiłujemy zestrzelić pociski przeciwrakietowe, wysłane w celu zestrzelenia naszych rakiet”. Brzmi to może militarnie, ale według tej koncepcji jesteśmy ludźmi i posiadamy samoświadomość, bowiem nasi praprzodkowie starali się być tymi, którzy oszukują, a nie tymi, którzy są oszukiwani, bowiem zrozumieli – trochę jak sienkiewiczowski Kali – że lepiej jest ukraść krowę niż pozwolić, by ktoś ukradł ją nam.

Przyjemnie jest pomyśleć, że to nie napuszona i próżna Prawda, ale pogardzane  Kłamstwo jest naszym domem.

Media kłamią

W jakiejś niedawno odbytej rozmowie użyłem określenia „media kłamią”. Chyba jednak niesłusznie. Media w naszych społeczeństwach, społeczeństwach Zachodu, kłamią rzadko. Nasze media używają techniki nieporównywalnie skuteczniejszej – one zatajają. Jest to i skuteczniejsze i znacznie bardziej bezpieczne. Kłamstwo jest antytezą prawdy, kłamstwo można stosunkowo łatwo zdemaskować i wtedy traci się wiarygodność, a to w tej branży oznacza zawsze poważne konsekwencje. Nikt natomiast nie może nam zarzucić tego, że preferujemy takie, a nie inne wybory. Nikomu nic do tego, że wolimy pisać czy mówić o jakimś bezmyślnym stworzonku typu Paris Hilton czy Kardashian, a nie o zbrodniach Hamasu albo że piszemy tylko i wyłącznie o pewnym, interesującym nas, aspekcie pewnego zjawiska i pomijamy to, co wydaje się mało istotne, chociaż właśnie to jest istotne. Nasz wybór, nasza sprawa. Nikt nie może mieć o to pretensji. W ten prosty sposób nie ma już cenzury. Jest marketing. I on jest cenzurą.