Chmurne wczesne popołudnie, restauracja niemal pusta, tylko czterech młodych mężczyzn przy sąsiednim stoliku. Ubrani według wszelkich zaleceń ekologicznej mody, czyli niechlujnie i workowato, przepisowo nieogoleni, o szarych twarzach przypominających zmięte papierowe torby. Jeden z nich krzykliwie i z dumą, jakby była to jego własna zasługa, peroruje o naszej „największej cywilizacyjnej zdobyczy”, czyli globalizacji. Twierdzi, że jest to dokonanie, którego w dziejach jeszcze nie było. Koledzy przytakują skwapliwie, tak, tak, to wielka sprawa, kufle z piwem wzlatują do toastu. Mógłbym się założyć, że każdy z nich prenumeruje Przegląd Ekologiczny i z dreszczykiem emocji czyta miesięczny serwis na temat najnowszych metod sortowania śmieci. Pokolenie milusińskich trzydziestolatków, wychowanych na kaszkach BoboVita, przekonanych, że świat zaczął się jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Ale globalizację, jak wiele, wiele innych rzeczy, już graliśmy w tym teatrze. Dokonali tego Rzymianie – już wtedy te same monety funkcjonowały we wszystkich krajach imperium, obowiązywał ten sam system prawny, ten sam styl życia, takie same rozwiązania urbanistyczne, środki transportu, ten sam język, z równouprawnioną greką na Wschodzie, to samo wino można było zamówić w gospodzie w egipskiej Aleksandrii jak i w Londynie, obowiązywała ta sama moda, te same zasady higieny, te same przepisy, śmiano się z tych samych dowcipów, oglądano te same sztuki teatralne i można było swobodnie i bezpiecznie, bez paszportów i wiz, podróżować z jednego krańca Imperium na drugi. Rzymskie drogi miały łączną długość ponad 80 000 kilometrów. Ich drogami można byłoby więc opasać Ziemię dwukrotnie, bo długość równika tylko nieznacznie przekracza połowę tej odległości. Przy drogach istniała cała sieć zajazdów, moteli, gdzie można było przespać się i zjeść. W rzymskim zglobalizowanym świecie nie znano rasizmu, niemal wszyscy umieli czytać i pisać, co nie powtórzy się potem przez wiele kolejnych stuleci, aż do początków epoki współczesnej, każdy i w każdym miejscu mógł mówić dowolnym językiem i kultywować swoje tradycje, stroić się i przyozdabiać jak chciał oraz czcić bogów, jakich sobie życzył, bowiem w imperium panowała wolność wyznania. Globalizacja już była. Wiemy nawet, jak się to skończyło.
Tag: Londyn
Gabrielli
Caterina Gabrielli to najwybitniejszy sopran XVIII wieku. Była też kobietą o wielkim uroku osobistym i silnym charakterze. Charles Burney, brytyjski muzyk i teoretyk muzyki, nazywał ją najbardziej inteligentnym i najlepiej wychowanym wirtuozem, z jakim kiedykolwiek się zetknął. Doskonałość jej kunsztu wokalnego potwierdza również i to, że była w stanie zapewnić sobie długoterminowe zaangażowanie w trzech najbardziej prestiżowych centrach operowych jej czasów poza Włochami, czyli w Wiedniu, Londynie i St. Petersburgu. Nicolas de Chamfort opowiada zabawną anegdotę o niej. Otóż, podobno zażądała ona pięć tysięcy dukatów od carycy Katarzyny za to, aby śpiewać dwa miesiące w Petersburgu. Odpowiedź carycy brzmiała: „Tyle nie płacę żadnemu z moich feldmarszałków. —W takim razie, odparła Gabrielli, niech Wasza Cesarska Mość każe śpiewać swoim feldmarszałkom”. Caryca zapłaciła pięć tysięcy dukatów.
Indie
W autobiografii Gandhiego ”The Story of my Experiments with Truth” nie ma opisu Londynu, nie znajdziemy opisu jakiejkolwiek budowli, opisu ulicy, na której mieszkał, opisu pokoju lub wnętrz. W autobiografi Gandhiego nie ma Londynu wcale. A Londyn w roku 1890 był stolicą świata. Gandhi nie opisuje także ludzi, wymienia ich rzadko. W jego relacji z pobytu w Południowej Afryce podobnie: Afrykanie nie pojawiają się w jego polu widzenia. Nie ma tam nawet opisów natury. Kakar twierdzi, że Hindusi posługują się zewnętrzną rzeczywistością, by zachować i ochronić swoje ja, jego integralność w ciągle zmieniającym się potoku zdarzeń i rzeczy. Taka postawa nie sprzyja aktywnemu badaniu świata, odkrywaniu go. To nie oni opisują czy definiują świat. Dzieje się raczej odwrotnie – to oni są przez ten świat definiowani i opisywani. Nie tyle więc może są nieciekawi świata, co bez reszty zajęci sobą, swoim wnętrzem, swoim ja. Europejczycy często oskarżają się o egoizm, ale prawdziwy egoizm można znaleźć tam właśnie.
V.S Naipaul w ”Indie: zraniona cywilizacja” – nie ma żadnej tradycji reportażu w dziennikarstwie indyjskim. Najczęściej opisują swój własny kraj z taką obojętnością i zdawkowością, jakby opisywali obcy. Kastowe spojrzenie na rzeczywistość: co mnie nie dotyczy, nie obchodzi mnie wcale.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.