Brodski i inni

Iosif Brodski, rosyjski poeta, laureat Nagrody Nobla z literatury, za „uniwersalne wartości całokształtu twórczości literackiej, odznaczające się jasnością myśli i poetycką siłą” oraz  laureat Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie, w swoim czasie podziwiany, hołubiony, chwalony i często publikowany w Polsce, w wierszu do Ukraińców: „Niech was teraz Szwaby z Lachami/ Wezmą w lepiance od tylca„.

Miał rację inny rosyjski twórca, Vladimir Nabokov, który powiedział, że gdy tylko sztuka wchodzi w związki z polityką, w nieunikniony sposób spada do poziomu ideologicznego śmiecia. Brodski jest tego smutnym przykładem.

Konrad Lorenz

Gdy w 1964 roku grupa esesmanów staje przed sądem krajowym w Dűsseldorfie z powodu mordów popełnionych w Treblince, wśród ekspertów powołanych przez sąd w celu  rozstrzygnięcia pewnych kwestii moralnych, znalazł się Konrad Lorenz, który od 1961 roku kierował Instytutem Fizjologii zachowań im. Maxa Plancka w Seeweisen w Górnej Bawarii. Jest to ten sam Lorenz, austriacki zoolog, przyszły laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny, który w roku 1938, wstępując do NSDAP, chwalił się, że nawrócił na ideologię nazistowską wielu studentów, a od roku 1939 szybko dostosował swoje pisma naukowe do doktryny nazistowskiej. Ten sam Konrad Lorenz, który w roku 1940 twierdził, że aby stworzyć zdrowy naród potrzebna jest „jeszcze bardziej rygorystyczna eliminacja etycznie gorszych, niż ma to miejsce teraz.”  Ten sam Lorenz, który po wojnie zaprzeczał, że był członkiem partii nazistowskiej, dopóki nie upubliczniono jego wniosku o członkostwo. Ten sam Lorenz, który zaprzeczał, że wiedział o rozmiarach ludobójstwa, chociaż zajmował  w tym czasie stanowisko psychologa w hitlerowskim Biurze Polityki Rasowej.

Fritz Haber

Podczas I wojny światowej Niemcy zostały obłożone morską blokadą. To spowodowało poważne niedobory surowców, a zwłaszcza saletry potasowej, stanowiącej składnik prochu strzelniczego i materiałów wybuchowych. Saletrę można było co prawda zastąpić amoniakiem, lecz produkcja amoniaku była szalenie kosztowna. I w tym miejscu pojawia się Fritz Haber, chemik niemiecki żydowskiego pochodzenia, urodzony nota bene we Wrocławiu, który opracował metodę produkcji amoniaku z wodoru i azotu z atmosfery. Niemcy natychmiast wykorzystali to odkrycie do uruchomienia przemysłowej produkcji materiałów wybuchowych. Nie brakuje historyków, którzy utrzymują, że gdyby nie to odkrycie Habera, Niemcy zostałyby zmuszone do kapitulacji na długo przed listopadem 1918 i być może wszystko potoczyłoby się jakoś inaczej. Ale historia nie kończy się w tym miejscu.

Fritz Haber był entuzjastą stosowania trujących gazów do celów bojowych, jednym z głównych organizatorów ich produkcji i w bitwach m.in. pod Langemark oraz Ypres osobiście nadzorował atak chemiczny, skrzętnie notując objawy u zatrutych gazami, konających żołnierzy. Jego zaangażowanie w tej sprawie doprowadziło do samobójstwa jego żonę Clarę. Zastrzeliła się z pistoletu służbowego Habera. Obciążenie psychiczne, gdy dowiedziała się o efektach działań jej męża, było zbyt wielkie. Nazajutrz po jej pogrzebie Haber wyruszył na front ponownie testować gazy. W 1918 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii, a komisji noblowskiej jakoś nie przeszkadzało, że był wmieszany osobiście w śmierć tysięcy młodych ludzi. W latach dwudziestych jego współpracownicy, pod jego nadzorem, zdołali opracować technologię produkcji … cyklonu B, który miał służyć jako środek do dezynfekcji. „Przydatność” cyklonu B, jako środka do zabijania ludzi, odkryto przypadkiem. Początkowo stosowano go tylko do odwszawiania ubrań skonfiskowanych więźniom przywożonym do obozów. Okazało się wtedy, że cyklon szybciej działał na ludzi niż na owady. Cztery kilogramy cyklonu były w stanie zabić ok. 1000 ludzi. Jego kilogram kosztował zaledwie ok. 5 marek niemieckich. Po wojnie jeden z uczniów Habera Bruno Tesch, szef przedsiębiorstwa sprzedającego go do obozów, został skazany na śmierć. Udowodniono mu, że wiedział o przeznaczeniu gazu.

W ten sposób niemiecki Żyd pomógł niemieckim oprawcom wymordować miliony swoich żydowskich ziomków. Czy życie nie jest ironiczne?

Piękni stuletni

W prestiżowym periodyku naukowym „Nature” opublikowane zostały rezultaty badań przeprowadzonych przez doktora Rolanda DePinho z Uniwesytetu Harwarda. Jest on podobno pierwszym, któremu udało się odwrócić proces starzenia u zwierząt, a dokładnie u myszy. Z artykułu wynika, że przed rozpoczęciem tej terapii skóra, mózg i pozostałe organy myszy były w podobnym stanie jak u osoby 80-letniej. Po zaaplikowaniu specyfiku aktywującego kluczowy enzym, ich organizm wytworzył taką ilość nowych komórek, że odmłodniały. Doktor DePinho uważa, że również proces odmłodzenia ludzkiego organizmu jest możliwy. Główną rolę w tej terapii odgrywają telomery, które znajdują się na końcu chromosomów i zabezpieczają je przed uszkodzeniem. Z upływem czasu stają się one coraz krótsze, aż w końcu zanikają, w rezultacie czego komórka obumiera. Twierdzi się, że jeden z enzymów, telomeraza, posiada właściwości, które pozwalają odbudować te struktury. DePinho przekonuje, że podany w odpowiednim momencie enzym może zatrzymać groźne dla naszego organizmu choroby i odwrócić proces starzenia. Amerykańscy naukowcy zapewniają, że już wkrótce możliwe będzie stworzenie tabletki, która uczyni nas na powrót młodymi, przedłużając życie i uwalniając od takich przykrości jak choroba Alzheimera, Parkinsona czy banalne zawały serca.

Prasa z lubością podchwyciła ten temat. Pełno w niej spekulacji o odmłodzonych stulatkach, którzy mkną na deskorolkach przez Sunset Boulevard, naturalnie w podkoszulkach, aby można było podziwiać młodzieńczą jedwabistość ich skóry i, koniecznie, z bujnymi czuprynami połyskujących w słońcu, odzyskanych włosów.

To przyjemne. Tylko po co? Czyżby wśród  bodaj 7 miliardów mieszkańców naszej planety brakowało ludzi młodych? Czyżby ten brak był tak katastrofalny, że musimy odmładzać starych? I komu będziemy podawać te odmładzające tabletki? Każdej przygłupawej ciotce, każdemu półdebilowi, każdemu kryminaliście czy też będą one zarezerwowane tylko i wyłącznie dla wszelkiego rodzaju politycznych zbrodniarzy typu Mugabe, Castro, Kim Dzong, Kadafi i im podobni? A może stetryczałym laureatom Nagrody Nobla, zwłaszcza w dziedzinie chemii i medycyny, by – odmłodzeni – mogli dokonywać kolejnych, równie absurdalnych odkryć? Wyobrażam to sobie: sztokholmski ratusz, ceremonia wręczenia Nobli, stara, lecz odmłodzona szwedzka śmietanka towarzyska i szwedzki król, też naturalnie odmłodzony, choć tak samo tępy, gdy wręcza jakiemuś nobliście eleganckie opakowanie tabletek odmładzających zamiast nagrody pieniężnej.

„W każdym razie wydaje mi się absurdalny i dość odrażający cały ten kosmetyczny i medyczny przemysł, oparty na żądzy młodości, lęku przed starością i grozie śmierci. Kto, u diabła, chce żyć wiecznie? Najwidoczniej większość z nas, ale to idiotyczne. Ostatecznie istnieje taka rzecz, jak nasycenie życiem – punkt, w którym wszystko staje się tylko wysiłkiem i całkowitym powtarzaniem” –  napisał kiedyś Truman Capote, ale najwyraźniej miał on na myśli ludzi.