Ciąża dzięcieliny białej

Wczoraj w Parlamencie Europejskim tzw. europosłowie poddali pod głosowanie poprawkę stwierdzającą, że tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę. 233 eurodeputowanych opowiedziało się przeciwko, 200 było za, a 107 dyskretnie wstrzymało się od głosu. Nie jest to ani fake ani żart prima aprilisowy – do kwietnia jeszcze daleko. Ponad połowa europosłów nie odważyła się potwierdzić biologicznego faktu, którego najlepszym dowodem jest ich własne istnienie. Ciąża kobiet nie jest ideologią. Ciąża kobiet nie jest propagandą. Ciąża kobiet nie jest doktryną. Ciąża kobiet nie jest koncepcją. Ciąża kobiet jest faktem. Większość europosłów przyszła jednak na świat przez zapłodnienie dzięcieliny białej albo przez sztuczną inseminację ich ojców.

Proponuję głosowanie na temat czy Ziemia krąży wokół Słońca. Jak myślicie, ile europosłów będzie przeciw?

Europejskie Jonestown

W ostatnich dniach grudnia zeszłego roku pisałem na tym blogu, we wpisie Dobra, cicha metoda, o zjawisku podmiany populacji. Dzisiaj czytam w wiadomościach, że Parlament Europejski chce, by kraje EU dobrowolnie wpłacały na fundusz, który sfinansuje aborcje kobietom, które przyjadą z krajów, gdzie aborcja jest zakazana, do krajów, gdzie jest legalna. Z jednej strony mamy więc hiobowe w tonie raporty o zastraszającym niżu demograficznym w Europie, który prowadzi do starzenia się społeczeństw, depopulacji, problemów z rynkiem pracy, załamania systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego, a nawet zamykania szkół i uczelni, a z drugiej tworzy się fundusz, który ma przyczynić się do jeszcze większego zaostrzenia tej tendencji. Jednocześnie szeroko i bezmyślnie otwiera się europejskie granice, przyjmując wszystko, co tylko posiada kończyny dolne i jest w stanie poruszać się za ich pomocą – przy czym osobnikom tym oferuje się pełne utrzymanie i nie stawia się żadnych wymagań. Czy jest w tym jakaś logika? 

Niestety, sądzę, że jest. I wyraża się prostą alternatywą: albo w myśleniu współczesnych Europejczyków nastąpił całkowity zanik umiejętności postrzegania związku między przyczyną a skutkiem albo jest to świadoma i zbrodnicza działalność, która ma w konsekwencji spowodować podmianę europejskiej populacji. Pierwszy człon tej alternatywy, choć nie całkiem nieprawdopodobny, co można poprzeć dziesiątkami przykładów, wciąż jeszcze nie przybrał jednak znamion ogólnej atrofii, drugi natomiast wydaje się być więcej niż prawdopodobny. Jesteśmy więc być może świadkami czegoś, co można porównać do zbiorowego samobójstwa w Jonestown – tyle że w niewyobrażalnie większej skali i rozpisanej na dziesiątki lat.

Syndrom spierzchniętych warg

Profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Ryszard Antoni Legutko wystawił wyjątkowo trafną diagnozę polskich pseudoelit:  W historii Polski co jakiś czas, cyklicznie, mamy do czynienia ze zjawiskiem zwanym zdradą elit. Polega ono z grubsza na tym, że większa bądź mniejsza część warstwy teoretycznie najlepiej wykształconej, mającej najwięcej do powiedzenia w sprawach państwa zaczyna uważać, że będzie lepiej, jeśli będą nami rządzić inni. To jest patriotyzm w stylu Wandy Wasilewskiej, która była przekonana, że dla Polski najlepiej jest mieć sowiecką czapę nad sobą, i jednocześnie uważała się za polską patriotkę. To jest niestety stara polska tradycja. Bogusław Radziwiłł, jak rozmawiał z Kmicicem, to pytał, czy może mówić po niemiecku, bo jak mówi po polsku, to mu pierzchną wargi.  

Pospolitym tego przykładem jest Andrzej Seweryn, znany polski aktor, usiłujący obecnie uchodzić za sumienie narodu, który żyjąc w wolnym kraju, posiadającym demokratycznie wybrany rząd, zamieszcza w sieci taki alarmujący apel: Drogie dziecko, pamiętaj, twoje zadanie jest im przypier….ć. Jesteś młody, na razie nie rozumiesz, co do ciebie mówię, ale już szybko zrozumiesz, jak będziesz miał kilkanaście lat albo nawet wcześniej. Już zrozumiesz, komu trzeba przypier….ć i nie zważać na nic. Tym wszystkim Trumpom, Kaczyńskim, Orbanom pier….nym trzeba przypier….ć. Żadnych dialogów chrześcijańskich, żadnego tam, wiesz, rozumienia, debaty, porozumienia. Nie, k…a. Faszystom trzeba przypier….ć, a nie dyskutować. Bo oni będą używali ten dialog, żeby ciebie zrobić w d..ę po prostu.

Żeby nie było nieporozumień, to jest ten sam Andrzej Seweryn, który tak uniżenie pisał w 1989 roku w liście do komunistycznego generała i oprawcy Czesława Kiszczaka: Cieszy mnie niezmiernie Pańska pozytywna ocena pracy reżysera przedstawienia, kolegów, jak również mojej pracy. Proszę mi wierzyć, że Szekspir jest tak wielkim dramaturgiem i poetą, iż jego postaci, sytuacje dramatyczne, głębia problematyki i wzorowe wręcz konstrukcje dramaturgiczne, unoszą po prostu aktora, kierując jego intelekt, emocje i ciało. Tak „uskrzydlonemu” aktorowi łatwiej zagrać Hamleta, niełatwo zaś Jana z „Pierwszego dnia wolności”. Porównanie nieco uproszczone, ale chyba słuszne. Nie kryję również Szanowny Panie Premierze, że inny aspekt pana listu napełnił mnie radością i nadzieją. Sposób, w jaki mówi Pan o problemie władzy, Pańskie refleksje na temat samego Ryszarda, tak mi bliskie, są, jak sądzę, jeszcze jednym dowodem na to jak wiele zmieniło się w naszym kraju. Obserwując to wszystko, co dzieje się w Polsce, i zdając sobie sprawę z grożących nam niebezpieczeństw, pragnę wyrazić mój najgłębszy szacunek dla tych, którzy decydują dziś o losach naszej Ojczyzny.

Nie komentuję, bo wszelki komentarz jest zbyteczny.

Aneks: Rosyjskie media poinformowały dzisiaj, że zestrzelono kilka dronów, a jedna z maszyn spadła na teren obiektu wojskowego w obwodzie moskiewskim. Lotnisko Wnukowo wprowadziło obostrzenia dla przylotów i odlotów. Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa określiła to mianem „aktu terroryzmu” ze strony Ukrainy. Jest to przykład wręcz fenomenalnej bezczelności Rosjan, którzy każdego dnia wysyłają setki pocisków w kierunku ukraińskich miast i wsi, niszcząc domy i zabijając ludzi, i wydają się być absolutnie przekonani, że oni mogą to czynić, a kiedy sami doświadczają czegoś podobnego to są to akty terroryzmu. Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż zbrodniarz domagający się nietykalności osobistej, której odmawia wszystkim innym.  

9 biedroni

Staję w obronie osób transpłciowych chcących opuścić Ukrainę – heroicznie oświadczył na Twitterze nijaki Biedroń. I, jak przystało na prawdziwego bojownika o prawa mniejszości, nie poprzestał na tym. Poucza więc Ukrainę, że aspirując do tego, by stać się państwem członkowskim Unii Europejskiej, powinna co rychło zacząć wdrażać standardy panujące w krajach członkowskich. Zwraca się z apelem do prezydenta Zełenskiego, by nie powoływał się na jakieś tam palące i naglące problemy, lecz raczył wreszcie zwrócić uwagę „na sytuację osób transpłciowych wliczając w to kobiety po zmianie płci oraz transpłciowe i interpłciowe kobiety z oznaczoną płcią męską w swoich paszportach”. Dzielnego polityka polskiej lewicy niepomiernie martwi również fakt, że w związku z trwającą na Ukrainie mobilizacją mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat nie mają, niestety, pozwolenia na opuszczenie terytorium kraju i jest to ewidentne łamanie ich praw. Innym poważną sprawą, który spędza sen z oczu Biedronia jest to, że na Ukrainie występuje obecnie wręcz skandaliczny „problem z dostępem do leczenia hormonalnego”. Na koniec przypomina prezydentowi Zełenskiemu, że chociaż Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą władze Ukrainy do rozwiązania tego arcyważnego problemu (rezolucja wyrażająca troskę o los osób transpłciowych, została przyjęta 26 kwietnia 2022 roku, dokładnie dwa miesiące i dwa dni po wybuchu wojny na Ukrainie!!!), to wedługnaszych doniesień nic w tej sprawie nie zostało zrobione”

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania w dyskusji tzw. mocnych słów, wyzwisk, obelg i wulgaryzmów, ale po zapoznaniu się z bełkotem wyżej wspomnianego osobnika, nie mogę oprzeć się pokusie, by nie zapytać, kto tego totalnego idiotę wpuścił do Parlamentu Europejskiego i jakim cudem zajmuje on tam jeszcze miejsce. Bezprzykładna czelność tego osobnika podsuwa mi myśl, by jego nazwiskiem określać miarę bezwstydu i chamstwa. W ten sposób wpis na Twitterze, o którym mowa, zdobyłby co najmniej 9 pełnych biedroni na 10 możliwych.

Statystyka

Fragment przymówienia Krzysztofa Warlikowskiego w Parlamencie Europejskim: Dzisiaj blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25%) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co 6 magister w Polsce. 6,2 miliona Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało NIC, nawet artykułu w brukowcu. 40% Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych.

Czy na pewno „bracia polscy”

Arian polskich przedstawia się w naszej historii zwykle jako niewinne ofiary kontrreformacji i nasilających się prześladowań religijnych. Rzadziej wspomina się o tym, że byli oni wmieszani w polityczne rozgrywki, które mało miały wspólnego z religią, a w czasie „szwedzkiego potopu” stali się gorliwymi akolitami najeźdźców, współpracując między innymi przy traktacie z Radnot, pierwszej próby rozbioru Polski. Jak pisze Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej”: Gdy za Jana Kazimierza nastąpił najazd szwedzki, a Karol Gustav, król szwedzki, był jednym z głównych orędowników protestantyzmu w Europie, arjanie polscy popełnili ciężki błąd polityczny, stanąwszy po stronie najazdu i Karola, który, jak wszystkim było wiadomo, pracował nad planem rozbioru Rzplitej. Jenerał szwedzki Wirc, stojący załogą w Krakowie, miał głównych doradców z arjanów, którzy spełniali jego wszelkie tajemne zlecenia, wysyłani do Prus, Szląska i Węgier. Lubieniecki, Stegmon i Szlichtyng w pismach swoich dotykali Jana Kazimierza, który też, przystępując do odebrania Szwedom Warszawy, w czerwcu r. 1656 „ślub solenny uczynił wypędzenia arjanów z Polski”. Dziwić się więc należy nie temu, że zostali, jako zdrajcy i „piąta kolumna”, z Polski wypędzeni, ale temu, że odbyło się to w tak tolerancyjny sposób. Ciekawe, że ten sam nurt istnieje także i dzisiaj, gdy różni „bracia i siostry polskie” nawołują w Parlamencie Europejskim do karania swego kraju za to, że nie spełnia ich prywatnych oczekiwań oraz wymagań i najchętniej, jak M. Gretkowska, podzieliliby Polskę na Polskę A i Polskę B, czyli po wschodniej granicy pisowska dzicz, a po zachodniej oni, oświeceni liberałowie i intelektualiści.

Temat zdrajcy

Wyobrażam sobie, że jesteś europejskim parlamentarzystą, że zasiadasz w Brukselskim areopagu, że jesteś Grekiem, Hiszpanem, Francuzem, a może Niemcem i wysłuchujesz płaczliwych pretensji twoich polskich kolegów, także parlamentarzystów, pod adresem ich własnego, niewdzięcznego kraju. Wysłuchujesz cierpliwie, jak szkalują go, oskarżają, obmawiają i ośmieszają. Oskarżają swój własny kraj, swoich własnych wyborców i swój własny, demokratycznie wybrany rząd, domagając się najsurowszych kar i pręgierza. Jak czujesz się wysłuchując podobnej jeremiady? Zgadzasz się z nimi? Współczujesz im? A może raczej myślisz po cichu i z niesmakiem, że ci twoi koledzy, polscy parlamentarzyści, zachowują się ohydnie, że zdradzają swój własny kraj i swoje własne społeczeństwo? Wiesz przecież aż nadto dobrze, że w Polsce odbyły się wolne wybory i społeczeństwo – nawet jeżeli twoi parlamentarni polscy koledzy uważają je za społeczeństwo kmiotków i przygłupów – zdecydowało o kształcie rzeczywistości w której pragnie żyć. Czy nie zastanawiasz się, jakim słowem określić osoby, usiłujące uchodzić za polityków, którzy wcale nie próbują zdobyć zaufania większości swego społeczeństwa mądry i sensowym programem politycznym, natomiast chętnie skarżą się przed tobą na jego niesforność, niekompetencję i durnotę, oczekując na dodatek, że ty, w ich i swoim imieniu, to społeczeństwo skarcisz i ukarzesz? Jest takie słowo. Słowo proste i celne.  Mówi o tym Julian Barnes w powieści „Papuga Flauberta”: „Dzisiaj zabrania nam się używać słowa „szaleniec”. Co za obłęd! Tych kilku psychiatrów, których szanuje, zawsze mówi, że ludzie są szaleni. Używaj krótkich słów, prostych, prawdziwych słów. Mówię: martwy, umierający, szalony i cudzołóstwo. Nie mówię: ten, który odszedł, ani w śpiączce, ani u kresu drogi (u kresu drogi – jakby chodziło o stację końcową. Którą? Euston? St. Pancras, Gare St Lazare?); ani jakieś zaburzenia osobowości, ani biegać za spódniczkami, ani skok w bok, ani poszła odwiedzić siostrę. Mówię szalony i cudzołóstwo – tak właśnie mówię. „Szalony” brzmi właściwie. Jest to zwykłe słowo, które mówi nam, w jaki sposób obłęd może nadjechać niby ciężarówka. Rzeczy straszne są także zwyczajne”. Otóż to, właśnie. Używaj takich krótkich, prostych, prawdziwych słów. Krótkie, proste, prawdziwe słowa, nawet jeżeli nie opisują całej prawdy, nie stwarzają kolejnych kłamstw. Twoi polscy koledzy parlamentarzyści, ci, którzy siedzą obok ciebie, są zdrajcami własnego kraju. Tak, to zwyczajni zdrajcy. To nic nadzwyczajnego w Polsce. Mieliśmy ich zawsze pod dostatkiem w naszej historii; długa i obrzydliwa lista Efialtesów. Chętnie sprzedawali nasz kraj – Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Szczęsny-Potocki, Seweryn Rzewuski i zastępy innych zdradzali nie dla idei nawet, nawet nie z powodu wygórowanych ambicji, lecz za zwyczajny żołd inkasowany corocznie w rosyjskiej czy pruskiej ambasadzie. Są tacy, którzy zdrajców oceniają surowiej niż morderców motywując to tym, że mordercy przynajmniej nie udają, podczas gdy zdrajca, przedstawiając się jako uosobienie szlachetności, podstępnie wbija ci sztylet w plecy. Czy wiesz zresztą, co stało się z wyżej wspomnianym Efialtesem, który zdradził Spartan pod Termopilami? Jest wiele wersji jego losów, a jedna z nich głosi, że ostatecznie otrzymał od Kserksesa przyrzeczone mu złoto, potem jednak został obdarty ze skóry, skórę wypchano złotymi monetami i wysłano do Sparty. Najwyraźniej nawet Persowie brzydzili się zdradą. Nie, nie, nie miałem zamiaru zaniepokoić cię tą legendą. W Polsce zdrajcy nie są obdzierani ze skóry. Przeciwnie. Zwykle powodzi im się znakomicie. Hieronim Radziejewski, który z banalnych i osobistych powodów zafundował Polsce szwedzki „potop”, po doprowadzeniu przez Szwedów naszego kraju do totalnej ruiny odzyskał sławę, zaszczyty i majątek, a Sejm darował mu wszystkie winy i zniósł infamię. Jego cichy wspólnik, Bogusław Radziwiłł, schował się pod życzliwym fartuszkiem domu Hohenzollernów, i także oczyścił dobre imię swojej sławnej familii. Ta sama życzliwość spotkała innych zdrajców, co zapewne przyczyniło się do prawdziwego wysypu tych renegatów w drugiej połowie osiemnastego wieku. Nie przerażaj się więc, mój drogi europejski parlamentarzysto, my hołubimy zdrajców, nagradzamy ich zawsze, wysyłamy jako reprezentantów na najróżniejsze dwory świata, i tylko czasem, i tylko dla zabawy, wieszamy na szubienicach ich portrety.

Parlament Antyeuropejski

„Parlament Antyeuropejski” – ciekawa książka Marka Migalskiego o Unii Europejskiej i Parlamencie Europejskim:  Większość zagranicznych delegacji to darmowe i bardzo drogie „biura podróży”. Żeby nie być gołosłownym opiszę moją wyprawę do Nigerii, gdzie występowałem jako reprezentant ECR (European Conservatives And Reformists Group). Przez trzy dni udawaliśmy, że debatujemy nad wszystkimi problemami świata, po czym sporządzony został finalny komunikat, w którym politycy PE i krajów afrykańskich wyrażają swoją wolę, by… wszystkim żyło się zdrowo i szczęśliwie. W tym dokumencie napisano nawet – jeśli dobrze pamiętam – że za ocieplenie klimatu odpowiedzialna jest dyskryminacja kobiet i że domagamy się genderowych parytetów we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Byłem jedynym, który potraktował poważnie ten dokument i właśnie dlatego za nim nie głosowałem. Cała reszta była zachwycona swoją pracą.

M. Migalski pisze, że na tę bajeczną imprezę w Abudży pojechało z Brukseli kilkadziesiąt osób – posłowie, tłumacze, asystenci, doradcy. Większość w klasie biznes. Do tego doszły drogie hotele i, koniecznie, dziesiątki innych lokalnych atrakcji. Podatnik europejski, czyli my zapłacił za udawanie pracy, a uczestnicy tego sympozjum (w starogreckim tego słowa znaczeniu) byli zachwyceni swoim wkładem w dobro ludzkości.

Zamach na fundamenty

M. powiedziała dzisiaj rano, że nareszcie cichnie nieco cała ta bardzo niedorzeczna wrzawa związana z incydentem w Gdańsku. Otóż, wcale nie cichnie, przeniosła się jedynie piętro wyżej. Polska prasa podała właśnie informację, że żona byłego prezydenta Gdańska,  jego córka, a nawet szwagier, pojawili się w Brukseli. Zdjęcie z tego spotkania osobiście wrzucił do sieci przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Antonio Tajani. Z polskiej strony wzięli w nim udział Magdalena Adamowicz, jej córka Antonina, brat byłego prezydenta Gdańska, Piotr Adamowicz, oraz europoseł Platformy Obywatelskiej, Janusz Lewandowski. „Najbliższa rodzina Pawła Adamowicza jest dzisiaj z nami, w samym sercu Europy” – poinformował po polsku na Twitterze Tajani – „My Europejczycy nie możemy pozwolić na tak tragiczne w skutkach akty agresji i przemocy. Musimy być zjednoczeni i konsekwentni w walce przeciwko zamachom na fundamenty europejskiego społeczeństwa”.

Stefan W., zabójca Adamowicza, awansował więc tym samym na polskiego bin Ladena, który dokonał zamachu na „fundamenty europejskiego społeczeństwa”. Dziwne, że Tajani nie używa takich określeń w stosunku do islamskich terrorystów i nie słyszałem jeszcze, by zaprosił do Brukseli rodziny ich ofiar. Ale może czegoś nie wiem? Może Parlament Europejski od dzisiaj będzie przyjmował i honorował wszystkie rodziny, które w wyniku pospolitych morderstw czy zabójstw utraciły swoich najbliższych? Jeżeli tak, to brawo, nareszcie będą mieli jakieś adekwatne do ich pensji zajęcia.