Europejskie Jonestown

W ostatnich dniach grudnia zeszłego roku pisałem na tym blogu, we wpisie Dobra, cicha metoda, o zjawisku podmiany populacji. Dzisiaj czytam w wiadomościach, że Parlament Europejski chce, by kraje EU dobrowolnie wpłacały na fundusz, który sfinansuje aborcje kobietom, które przyjadą z krajów, gdzie aborcja jest zakazana, do krajów, gdzie jest legalna. Z jednej strony mamy więc hiobowe w tonie raporty o zastraszającym niżu demograficznym w Europie, który prowadzi do starzenia się społeczeństw, depopulacji, problemów z rynkiem pracy, załamania systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego, a nawet zamykania szkół i uczelni, a z drugiej tworzy się fundusz, który ma przyczynić się do jeszcze większego zaostrzenia tej tendencji. Jednocześnie szeroko i bezmyślnie otwiera się europejskie granice, przyjmując wszystko, co tylko posiada kończyny dolne i jest w stanie poruszać się za ich pomocą – przy czym osobnikom tym oferuje się pełne utrzymanie i nie stawia się żadnych wymagań. Czy jest w tym jakaś logika? 

Niestety, sądzę, że jest. I wyraża się prostą alternatywą: albo w myśleniu współczesnych Europejczyków nastąpił całkowity zanik umiejętności postrzegania związku między przyczyną a skutkiem albo jest to świadoma i zbrodnicza działalność, która ma w konsekwencji spowodować podmianę europejskiej populacji. Pierwszy człon tej alternatywy, choć nie całkiem nieprawdopodobny, co można poprzeć dziesiątkami przykładów, wciąż jeszcze nie przybrał jednak znamion ogólnej atrofii, drugi natomiast wydaje się być więcej niż prawdopodobny. Jesteśmy więc być może świadkami czegoś, co można porównać do zbiorowego samobójstwa w Jonestown – tyle że w niewyobrażalnie większej skali i rozpisanej na dziesiątki lat.