Europejskie Jonestown

W ostatnich dniach grudnia zeszłego roku pisałem na tym blogu, we wpisie Dobra, cicha metoda, o zjawisku podmiany populacji. Dzisiaj czytam w wiadomościach, że Parlament Europejski chce, by kraje EU dobrowolnie wpłacały na fundusz, który sfinansuje aborcje kobietom, które przyjadą z krajów, gdzie aborcja jest zakazana, do krajów, gdzie jest legalna. Z jednej strony mamy więc hiobowe w tonie raporty o zastraszającym niżu demograficznym w Europie, który prowadzi do starzenia się społeczeństw, depopulacji, problemów z rynkiem pracy, załamania systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego, a nawet zamykania szkół i uczelni, a z drugiej tworzy się fundusz, który ma przyczynić się do jeszcze większego zaostrzenia tej tendencji. Jednocześnie szeroko i bezmyślnie otwiera się europejskie granice, przyjmując wszystko, co tylko posiada kończyny dolne i jest w stanie poruszać się za ich pomocą – przy czym osobnikom tym oferuje się pełne utrzymanie i nie stawia się żadnych wymagań. Czy jest w tym jakaś logika? 

Niestety, sądzę, że jest. I wyraża się prostą alternatywą: albo w myśleniu współczesnych Europejczyków nastąpił całkowity zanik umiejętności postrzegania związku między przyczyną a skutkiem albo jest to świadoma i zbrodnicza działalność, która ma w konsekwencji spowodować podmianę europejskiej populacji. Pierwszy człon tej alternatywy, choć nie całkiem nieprawdopodobny, co można poprzeć dziesiątkami przykładów, wciąż jeszcze nie przybrał jednak znamion ogólnej atrofii, drugi natomiast wydaje się być więcej niż prawdopodobny. Jesteśmy więc być może świadkami czegoś, co można porównać do zbiorowego samobójstwa w Jonestown – tyle że w niewyobrażalnie większej skali i rozpisanej na dziesiątki lat.

Kot

Konstanty Jeleński, eseista, krytyk, biseksualista, w liście do J. Czapskiego: Pederasta jest wrogiem społeczeństwa, jest zamknięty w sobie, musi albo wykreślić z własnego życia to, co jest dla niego najważniejsze i żyć życiem fikcyjnym (tj. udawać, że partycypuje w społecznym życiu) – albo musi podkreślać swoją odrębność – bądź w samej pederastii – bądź – najczęściej – transponując swój sprzeciw na różne dziedziny życia. Udawanie, że pederastia jest „normalna”, że zawiniło tu tylko społeczeństwo, że jest się mimo pederastii sprzymierzeńcem społeczeństwa, zawsze wydawało mi się naiwne albo zakłamane.

Społeczeństwo nietoperzy

W tym świecie nie istnieje instytucja małżeństwa, nie ma prawie żadnej struktury społecznej, nie ma też współzawodnictwa o względy płci przeciwnej, nie ma prawie żadnego życia towarzyskiego ani innych znaczących form związków grupowych. Jest to jedynie anonimowa masa osobników. Mam na myśli społeczeństwo nietoperzy. Czasem wydaje mi się, że Szwecja zdąża do podobnego ideału.

Nowi władcy

Google, Facebook, Amazon, Saudi Aramco, Coca-Cola, Hennes & Mauritz, Microsoft, teraz Superliga, gigantyczna kumulacja kapitału, powstawanie nowych koncernów-potentatów, to wszystko powinno nam podpowiadać, że wchodzimy w okres w którym politycy będą coraz wyraźniej tracić władzę na rzecz wąskiej grupy ludzi nieprzyzwoicie bogatszych. Decyzje o naszej rzeczywistości już dziś zapadają nie w instytucjach do tego przez nas powołanych, lecz w gabinetach potężnych firm. Politycy wyraźnie przegrywają ten mecz. Co gorsza przegrywają nie z jakimś sprawnie zorganizowanym społeczeństwem obywatelskim, lecz z bardzo wąską grupą ludzi zainteresowanych jedynie ich osobistym zyskiem. Tym samym o kształcie naszego świata zaczynają więc decydować nie ci, którzy zostali przez nas wybrani i do tego powołani, lecz uzurpatorzy nie posiadający żadnej, ale to żadnej demokratycznej legitymizacji. Do tego są oni doskonale anonimowi, a więc i nieosiągalni. Ci ludzie mają już czelność narzucać nam nie tylko swoje interesy, ale i ich okolicznościową mentalność (vide: Hennes & Mauritz, który ostatnio poczuł się na tyle potężny, że ośmielał się dyktować swoje warunki nawet Chinom). Największe niebezpieczeństwo tej sytuacji polega jednak na tym, że polityków zawsze można było wymienić, wymienić oligarchów będzie bardzo trudno, jeżeli w ogóle będzie to możliwe. Społeczeństwo obywatelskie staje się fikcją. Już jest fikcją. Głosowanie i wybory będą wkrótce terminami równie przestarzałymi jak guwernantka i nosiwoda.  

Przypadek Polski

Austriacka pisarka, Marie von Ebner-Eschenbach, powiedziała kiedyś, że najniżej upadło społeczeństwo, które w milczeniu wysłuchuje, jak jawni dranie prawią mu kazania o moralności. Przypadek Polski. Pozwalamy się pouczać o moralności, praworządności czy demokracji Niemcom, którzy nie mają żadnego moralnego prawa, by kogokolwiek pouczać o czymkolwiek. Naród, który nie czyni rozróżnienia między człowiekiem a mydłem, nic nie wie o ludzkich wartościach.

Ubranie

Kobieta europejska, odkrywając lub zasłaniając coraz to inne części ciała, stworzyła swemu mężczyźnie złudę odkrywania coraz to nowych uroków kobiecości. Sama równocześnie stała się zjawiskiem, zjawiskiem podlegającym ciągłym przeobrażeniom. Zwykliśmy uważać, że ten swobodny i nieustannie zmieniający się obraz kobiety jest konsekwencją wyzwolenia i emancypacji, ale kto wie, czy nie jest dokładnie odwrotnie – czy emancypacja nie stała się możliwa właśnie dzięki temu … Europejczyk, od wieków gnany tęsknotą, która nakazywała mu przemierzać nowe przestrzenie, chciał również widzieć swoją kobietę w wciąż nowym stroju. Nie jest przypadkiem, że społeczeństwa „zastygłe”, społeczeństwa tradycyjne, są bardzo restrykcyjne wobec kobiecego stroju, ostro potępiają i karzą najdrobniejsze odstępstwa od ustalonego wzorca. Strój bowiem zmienia kobietę, a zmieniająca się wciąż kobieta staje się zjawiskowa, umyka, traci swoją bezpieczną przedmiotowość, uzyskuje coś, co jest przewrotnym, bo niemożliwym do kontrolowania rodzajem wolności. Dzisiejsze emancypantki, potępiające modę i cały związany z tym przemysł, powinny to raczej gorąco popierać. Ubiór i emancypacja. Ubiór i cywilizacja – zauważ, że Równik Afrykański czy Australia nie miały cywilizacji. Cywilizacje powstawały tam, gdzie znano ubranie.

Niepolityczne zaimki

Lista przywar polskich polityków przypomina katalog telefoniczny sporego miasteczka. Na czołowym miejscu figuruje oczywiście zaimek osobowy „ja”, następnie nadchodzą zaimki dzierżawcze jak „mój” czy „moje”, a na trzeciej pozycji plasują się zaimki zwrotne typu „sobie”, czy „siebie”. Jednak przywarą zdecydowanie najgorszą, tą, która powoduje większość perturbacji w życiu politycznym kraju, jest nieokiełznana, bezczelna, tudzież bezwstydna megalomania, występująca zresztą u polityków niemal każdego szczebla, od powiatowych poczynając. Polski polityk, pytany o jakiś aktualny problem czy rzeczową ocenę sytuację, nieodmiennie zaczyna wypowiedź od następujących fraz: moim zdaniem, osobiście uważam, zgodnie z moim przekonaniem, prywatnie sądzę, w mojej opinii, według mnie, w moim odczuciu. Nie jest zapewne w stanie nawet wyobrazić sobie, że postawione pytanie wcale nie jest skierowane do niego, do niego jako Nowaka lub Kowalskiego, czyli osoby prywatnej, lecz do reprezentanta pewnego stronnictwa, partii politycznej czy frakcji. Nie, polski polityk jest święcie przekonany, że cały kraj oczekuje tylko na jego najbardziej osobiste, subiektywne, intymne dywagacje na ten czy inny temat i tylko one są ważne i istotne. Polski polityk nigdy nie wypowiada się w imieniu stronnictwa, które reprezentuje. Wypowiada się zawsze we własnym imieniu, podkreśla swoje prywatne zdanie, swoje prywatne poglądy czy prognozy rozwoju takiej czy innej sytuacji. Każdy polski polityk jest zawsze premierem rządu, a przynajmniej przywódcą partii, do której należy. I my wszyscy powinniśmy o tym wiedzieć. Jeżeli nie wiemy, natychmiast nas o tym poinformuje jego zdaniem, odczuciem, poglądem w tej sprawie, przekonaniem, opinią.

Polski polityk prawdopodobnie nie potrafi sobie wyobrazić, że jego osobiste zdanie może wygłaszać jedynie w domowym zaciszu, do żony, do kochanki, do dzieci, ewentualnie do znajomych, i też nie do wszystkich. Polski polityk nie rozumie najwyraźniej, że nikogo nie interesuje jego prywatne zdanie, bowiem prywatne zdanie nie jest w gruncie rzeczy niczym innym jak zwykłą, pospolitą plotką.

W ten oto prosty sposób polska polityka stała się rodzajem zinstytucjonalizowanego plotkarstwa, którego już nawet nikt nie kwestionuje, ba, nikt nie postrzega, chociaż to odrażające plotkarstwo z każdym dniem coraz bardziej dzieli ten kraj i zabija jego społeczeństwo.

Słownictwo kretynów

Prasa posługuje się dzisiaj językiem infantylnych dzieci: makabryczny wypadek, straszne odkrycie, wielka klęska, tragedia w turystycznym raju, dramat tysięcy rodzin, przerażające zdjęcia, fenomenalny produkt, tragiczny finał, makabryczne odkrycie, szokujące ustalenia, druzgocący raport, koniec nadziei, wstrząsające szkody, sensacyjne badania, gigantyczne straty, niesamowite zjawisko, miażdżące ceny. Słownictwo kretynów przeznaczone dla kretynów. Triumf wszechobecnych przymiotników.

Należałoby przyjrzeć się uważniej zależności między nadużywanem przymiotników, a poziomem zgłupienia społeczeństwa.