Jeszcze do niedawna panował w naszej kulturze zwyczaj uprawiania pewnych czynności, uznawanych za mniej czy bardziej intymne i prywatne, poza wzrokiem osób postronnych. W miejscach publicznych – ulica, kawiarnia, plaża, restauracja, teatr – ostentacja uznawana była za niestosowną lub nawet naganną i nierzadko spotykała się z otwartym potępieniem. W przestrzeni publicznej obowiązywała bowiem zasada okazywania szacunku tym, z którymi tę przestrzeń dzieliliśmy. Obecnie znów wracamy do epoki zachowań jaskiniowych – ludzie jedzą na ulicy, plują, rozbierają się, dyskutują swoje prywatne sprawy, drapią się po tyłku, przeklinają, wystawiają na widok swoje kalectwo, w tym także głupotę, załatwiają swoje potrzeby naturalne na ulicy, spółkują, manifestują swoje preferencje seksualne, krzyczą w słuchawkę telefonu o swoich osobistych problemach i upodobaniach, traktują przestrzeń publiczną jak swoją własną, całkowicie prywatną domenę w której, poza nimi, nie istnieje absolutnie nikt. Gdyby ktoś chciał to uzasadnić argumentem, że obecnie zachowujemy się naturalnie, przypominam słynne słowa Woltera: Mon cul est bien dans la nature, et cependant je porte des culottes. Co znaczy: Mój zadek jest z pewnością częścią natury, a jednak noszę kalesony. Obyczajowe kalesony także były niezłym rozwiązaniem.
Tag: Wolter
Wolter
Chamfort „Charaktery i anegdoty”: Pan de Voltaire rozmawiał raz z księżną de Chaulnes; ta, wśród pochwał, jakimi go obsypała, kładła szczególny nacisk na harmonię jego prozy. Naraz Wolter rzuca się do jej stóp: „Och, pani, ja żyję ze świnią, która nie ma ucha, która nie wie, co to harmonia, miara, etc… „Ta świnia”, o której mówił, to była pani du Châtelet, jego Emilia!
Obrzydliwa służalczość głównej ikony Oświecenia. Émilie du Châtelet to jego przyjaciółka i kochanka. Przetłumaczyła „Eneidę”, umiała na pamięć długie ustępy z Horacego, studiowała pisma Cycerona. Wszechstronnie wykształcona i bardzo uzdolniona, zajmowała się fizyką i matematyką, ustaliła wzór na energię kinetyczną, przewidziała zjawisko promieniowania podczerwieni, jedna z najwybitniejszych kobiet XVIII wieku. Bezpruderyjność tamtej epoki mogłaby zdeklasować nawet chamstwo naszej.
Wolter
Myśl z cyklu „zasługi intelektualistów dla ludzkości”. Jeszcze jeden liberał, wielki piewca wolności, rzecznik Prawdy, nigdy nie godzący się na nieprawość, niesprawiedliwość oraz krzywdę „na które wzdrygała się jego dusza i jego nerwy nowożytnego człowieka”, pisarz, obrońca uciskanych, sumienie oświeconych, encyklopedysta, filozof czyli Wolter, spłodził paszkwil „Pisma przeciw Polakom”, napisany na zlecenie i za pieniądze rosyjskiej carycy Katarzyny. Utrzymuje w nim między innymi, że imperatorka Rosji nie tylko wprowadziła powszechną tolerancję w swoich rozległych krainach, lecz teraz posyła swoją armię do Polski, pierwszą tego rodzaju odkąd istnieje Ziemia. Armię pokoju, która służy jedynie obronie praw obywateli i nastraszeniu jej przeciwników. List do niej jest równie obficie zaprawiony wazeliną: „Pani hojna troska o ustanowienie wolności sumienia w Polsce jest błogosławieństwem, którego nie można nie uczcić. W imieniu całej ludzkości odważę się zabrać w tej sprawie głos. Ten „król filozofów” podlizywał się zresztą nie tylko carycy. W nadziei otrzymania jakiejś jałmużny równie ochoczo komplementował także Fryderyka II: „Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ znać w tym geniusz”. Intelektualiści rzeczywiście mają spore zasługi dla ludzkości.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.