Coraz niechętniej czytam współcześnie spłodzone biografie. Dawniej biografie rodziły się z podziwu, uwielbienia czy zachwytu i pewnie dzięki temu posiadały cudowną zdolność zarażania nas tym podziwem i zachwytem. Mam wrażenie, że współczesny biograf pisze o tych, których nienawidzi, którym zazdrości, a głównym jego celem jest ośmieszyć ich i skompromitować. Pisze albo z zazdrości albo z zemsty albo z zawiści. I chce być lepszy i ważniejszy niż ten o którym pisze i tłumaczy to bezkompromisowym dążeniem dotarcia do prawdy lub – co jeszcze głupsze – dążeniem do obiektywizmu.
Ludzkie życie na niezliczoną ilość prawd i nigdy nie jest obiektywne.