Plutarch, „Żywoty – Antoniusz ”: Tej nocy, jakoś koło północy, kiedy miasto pogrążone było w ciszy i smutku z powodu trwożnego oczekiwania rozwoju wypadków, usłyszano nagle dźwięki muzyczne wszelakich instrumentów, okrzyki tłumu i pełne wesołości tańce satyrowe, jakby przebiegał gdzieś orszak bakchiczny nie bez głośnego hałasu. A szedł ten pochód jakoś przez środek miasta ku bramie prowadzącej na zewnątrz w kierunku nieprzyjaciela. I tam ta wrzawa osiągnąwszy największą moc ucichła. Rozważając bliżej ten znak, uznano go za opuszczanie Antoniusza przez tego boga, któremu zawsze okazywał się najbardziej podobny, najbardziej z nim obcujący.
Konstandinos Kawafis (tłum. Zygmunt Kubiak) ”Bóg opuszcza Antoniusza”:
Jeśli znienacka, o północy usłyszysz,
jak przeciąga niewidzialny orszak
z przedziwną muzyką, śpiewem –
wtedy losu, co w końcu zawiódł cię, trudów,
co poszły na marne, planów, które wszystkie
okazały się pomyłką, nie opłakuj bez sensu.
Jak ktoś od dawna gotów, ktoś odważny,
pożegnaj ją, tę Aleksandrię, która znika.
Przede wszystkim nie łudź się, nie wmawiaj sobie,
że to był tylko sen albo że słuch cię zmylił.
Taką próżną nie poniżaj się nadzieją.
Jak ktoś od dawna gotów, ktoś odważny,
uznany za godnego, by żyć w takim mieście,
podejdź spokojnym krokiem do okna
i ze wzruszeniem, ale nie z błaganiem,
nie ze skargami tchórzów,
słuchaj twojej radości, tych dźwięków,
przedziwnych instrumentów mistycznego pochodu,
i pożegnaj ją, pożegnaj Aleksandrię, którą tracisz.
Barbara Tkaczow, „Aleksandria”: W krótkim okresie między klęską pod Akcjum a wylądowaniem armii Oktawiana w Peluzjum, zanim podeszła ona pod mury Aleksandrii, Kleopatra i Antoniusz założyli tak zwany Związek Żyjących Niezrównanie, rodzaj osobliwego klubu towarzyskiego. Dopuszczeni do niego byli ci z kręgu dworu i wyższych sfer miasta, którzy potrafili się beztrosko bawić i ucztować, prześcigać się w pomysłach coraz to nowych uciech, podczas gdy klęska zbliżała się powoli, ale nieubłagalnie. Ten ostatni etap ich życia był ulubionym motywem literackim i dramatycznym. Jednym z najbardziej poetycznych i posępnych zarazem epizodów z ostatnich dni wolnej Aleksandrii jest przytoczona przez Plutarcha opowieść, jak to w noc przed decydującym starciem z Oktawianem, którego wojska stały już pod murami miasta, Antoniusz bezsennie snujący się po pałacu usłyszał nagle na pustych ulicach kroki licznego orszaku i muzykę – cichnącą z wolna w oddali. Zrozumiał wtedy, że to Dionizos, jego bóg opiekuńczy, opuścił go i czeka go już tylko klęska i śmierć.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.