Karma

Jeszcze raz przeglądam noblistę V. S. Naipaula. Jego trafne opinie o znieczulicy Hindusów, o całkowitym braku w Indiach reportażu społecznego, bo – jak tłumaczy – nikt nie jest tym zainteresowany, nikogo nie obchodzi życie innych. To samo spostrzeżenie czyni M. Caparrós w obszernej, liczącej ponad 700 stron pracy o głodzie. Jego uwagi o nieludzkiej obojętności Hindusów na cierpienia innych. Indie są obecnie dziesiątym najbogatszym państwem świata i pierwszym pod względem liczby niedożywionych. To paradoks, ale hinduizm nigdy nie upora się z problemem biedy, bo nigdy nawet nie udawał, że nadaje biedzie jakąkolwiek wartość. Przeciwnie, utrzymuje, że człowiek jest biedny, cierpi, znosi głód, choroby i upokorzenia, bowiem płaci w ten sposób za własne błędy z poprzednich wcieleń, czyli sam sobie jest winny. Nazywa to karmą. Doktryna karmy to najbardziej bezczelny wynalazek tej bezprzykładnie infantylnej i nieludzkiej, choć prastarej kultury, która pozwala grupce bogatych kontrolować setki milionów odczłowieczonych, każdego dnia zdychających z głodu nędzarzy. Caparrós celnie zauważa, że postęp w Indiach jest niedościgniony tylko w jednym: w wykorzystaniu najbardziej nowoczesnej techniki do praktykowania najbardziej archaicznych zwyczajów.