W XVIII-wiecznej angielszczyźnie istniał idiom „to trade the air”. Owo „handlowanie powietrzem” oznaczało jak łatwo się domyśleć pospolity przekręt, hochsztaplerstwo i bezczelne oszustwo. A ponieważ historia jednak powtarza się, dzisiaj znów mamy szwindel polegający na „handlowaniu powietrzem”, a dokładnie limitami „zanieczyszczenia” tego powietrza gazem, który od zawsze stanowi jego integralny i naturalny składnik. Tyle tylko, że obecnie to „handlowanie powietrzem” nie jest już przekrętem, a poważnym i globalnym interesem w całym majestacie ideologii do złudzenia przypominającej religię. Prawda, że jesteśmy zabawni?