Dżinsy i barbarzyńcy

Alberto Angela, „Imperium”: Barbarzyńcom życie w imperium musiało wydawać się najprawdziwszym rajem. I dlatego najeżdżali granice: nie po to, by zniszczyć cesarstwo, lecz by stać się jego częścią! Podobnie dzisiejsi przybysze z Trzeciego Świata nie chcą unicestwić Nowego Jorku czy Zachodu, lecz chcą nosić dżinsy, modne buty i należeć do „systemu” z wszystkimi jego przywilejami.

Doskonale wszyscy wiemy, czym skończyła się w przypadku Imperium Rzymskiego słabość barbarzyńców do dżinsów i modnych butów – barbarzyńcy mimo modnych butów i dżinsów nie stali się Rzymianami, natomiast Rzym stał się barbarzyński i w efekcie zakończył swoje istnienie. Naturalnie, od tamtego czasu upłynęły dwa tysiące lat, historia jest jak wiadomo dobrą nauczycielką, a i my jesteśmy nieporównywalnie mądrzejsi niż Rzymianie, nie mówiąc o dzisiejszych przybyszach z Trzeciego Świata, którzy zadowolą się dżinsami, modnymi butami i przynależnością do systemu, chociaż głównie w tej części, która dotyczy przywilejów. Zastanawiam się wyrazem czego są wyżej cytowane słowa A. Angela – świętej naiwności, programowym i wyjątkowo durnym prezentyzmem czy może kpiną, tak chytrze ukrytą, że tylko jakiś intelektualny Sherlock Holmes zdoła ją rozszyfrować?

Zofia Anhalt-Zelbs

Caryca Katarzyna II to Zofia Anhalt-Zelbst, zruszczona Niemka, urodzona 2 maja 1729 w Szczecinie. 16 listopada 1796 roku doznała w toalecie udaru mózgu. W chwili śmierci była tak gruba, że potrzeba było kilku silnych mężczyzn, aby wydostać ją z toalety. Podobno nie byli jednak w stanie podnieść jej, by położyć na łóżku, wiec ułożono ją na materacu na podłodze. Chorowała na cukrzycę drugiego stopnia, miała otwarte wrzody na nogach, jej zakończenia nerwowe straciły ukrwienie, nie miała w nich czucia, ale nie była leczona – przeciwnie, jej nadworny medyk ordynował jej codziennie kieliszek słodkiego czerwonego wina. Pomoc lekarska okazała się nieskuteczna. Po kilkunastu godzinach śpiączki Zofia Anhalt-Zelbst, która wymazała Polskę z mapy Europy, spełniając stare marzenie swego ziomka, Fryderyka Wielkiego, zmarła 17 listopada 1796 roku mając 67 lat. Finis coronat opus, jak mawiał Owidiusz, chociaż w tym wypadku i dzieło i koniec były równie nędzne. Nawiasem mówiąc, Stanisław August Poniatowski, jej były kochanek oraz były król polski, przeżył ją o 2 lata, zmarł bowiem 12 lutego 1798.