Polska droga na Sybir rozpoczęła się w 1767 r., prawie 260 lat temu. Za pierwszych zesłańców uznaje się biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna Rzewuskiego – senatorów uwięzionych na polecenie posła rosyjskiego w Polsce Nikołaja Repnina i na pięć lat zesłanych na Kaługę. Masowe zsyłki na Sybir nastąpiły jednak dopiero po upadku konfederacji barskiej. Rosjanie utworzyli wówczas obozy przejściowe na Pradze w Warszawie i w ukraińskim Połonnem. Stamtąd transportowano skazanych etapami do Kazania i Tobolska. Wielu pozostało tam do śmierci, inni uciekali, jak Maurycy Beniowski, zesłany najpierw do Kazania, a potem Bolszerecka na Kamczatce, gdzie zorganizował spisek, opanował miasto i porywając statek zdołał opuścić Rosję.
Druga fala zesłań nastąpiła po powstaniu listopadowym. Według nieśmiałych szacunków zesłano wówczas ponad 30 tys. osób. Znalazł się wśród nich między innymi Piotr Wysocki, przywódca podchorążych, skazany przez rosyjski sąd najpierw na śmierć, a potem ukazem carskim na 20 lat ciężkich robót, najpierw do Aleksandrowska pod Irkuckiem, a po próbie ucieczki do kopalni miedzi w Nerczyńsku, gdzie pracował przykuty do taczki. Wrócił z zesłania dopiero w 1857 r. Przejmujący utwór Jacka Kaczmarskiego pt. „Starość Piotra Wysockiego”, utwór którego dziś już niewielu młodych ludzi rozumie, jest poświęcony właśnie jemu.
Trzecia i największa fala zesłań nastąpiła po powstaniu styczniowym. Różne szacunki mówią nawet o około 250 tysiącach zesłanych. W tej grupie znalazł się również Zygmunt Mineyko, który pozostawił po sobie mocno niedocenione, niestety, ale interesujące i szczegółowe zapiski w formie pamiętnika pt. Z tajgi pod Akropol. Mineyko wspomina, że w drodze na zesłanie, na którymś z etapowych postojów, spotkał francuskich więźniów, także uczestników powstania styczniowego, bo nie tylko my walczyliśmy za „wolność naszą i waszą”. Mineyko, który dysponował fenomenalną pamięcią, zdołał utrwalić w niej nazwiska większości z nich. W 1865 roku i on powtórzył wyczyn Beniowskiego, uciekając z wygnania. Po dotarciu do Paryża udało mu się uzyskać audiencję u Napoleona III. Poinformował wówczas cesarza o spotkanych w Rosji francuskich oficerach, skazanych na syberyjską katorgę za udział w polskim powstaniu. Przez pewien czas mogło wydawać się, że był to piękny, ale całkowicie zbyteczny gest. Jednak kiedy w 1868 roku car Aleksander II odwiedził Francję, cesarz poruszył kwestię francuskich zesłańców. Car nie miał możliwości, by zaprzeczyć liście konkretnych nazwisk, dostarczonych przez Mineykę, i tak oto wkrótce potem francuscy zesłańcy powrócili do domów. Francuski rząd odwdzięczył się Mineyce, zapewniając mu możliwość edukacji w elitarnej École Militaire w Paryżu.