Polska Jałta

Stanisław Bułak-Bałachowicz. Urodził się w Mejsztach w północnej Wileńszczyźnie w 1883 r. Przed pierwszą wojną światową pracował jako administrator w majątku hrabiego Plater-Zyberka. W 1914 r. został zmobilizowany do 2. Lejb-Ułańskiego Kurlandzkiego Pułku armii carskiej. W walkach odznaczył się i pod koniec wojny miał już stopień rotmistrza sztabowego. Specjalizował się zwłaszcza w kawaleryjskich szarżach i zasadzkach urządzanych na tyłach wojsk nieprzyjaciela, skutecznie atakując wroga, niszcząc obozowiska, magazyny i linie komunikacyjne.

W czasie inwazji Sowietów na Polskę, we wrześniu 1920 r. siły Bułaka-Bałachowicza liczyły już ok. 20 tys. ludzi, stając się odrębną, sojuszniczą armią Wojska Polskiego, znaną jako Ochotnicza Sprzymierzona Armia. Szybko okazało się jednak, że walka z bolszewikami zbliża się do końca. 12 października 1920 r., mimo zwycięskiego pochodu na wschód, Polska w Rydze podpisała z Sowietami zawieszenie broni. Ten ohydny pakt powinien być nazywany polską Jałtą, bo i była to Jałta. Niewiarygodna sytuacja. Zwycięzca prosi pokonanego o rozejm, zadawala się skromną częścią zdobytych ziem, a resztę swego kraju, wraz z jego mieszkańcami, oddaje wspaniałomyślnie w ręce pokonanych komunistów. Powód? Większość sił politycznych w ówczesnej Polsce, a zwłaszcza bardzo silna endecja, nie pragnęły wcale powrotu do granic sprzed rozbiorów ani granic tak daleko wysuniętych na wschód. W tym odrażającym akcie, zwanym infantylnie pokojem ryskim znalazły się też punkty szczególnie upokarzające – strona Polska zobowiązała się, mianowicie, do rozbrojenia formacji „kontrrewolucyjnych” lub wyrzucenia ich ze swojego terytorium w terminie do 2 listopada 1920 r. Oburzamy się na Amerykanów i Anglików, oburzamy się na Roosevelta i Churchilla, że w lutym 1945 roku w pałacu w Liwadii założyli nam na szyje obroże niewolników, ale to my, dwadzieścia pięć lat wcześniej, identyczny los zgotowaliśmy milionom naszych rodaków na wschodnich rubieżach kraju. Pierwsza Jałta to polska Jałta.

Walczące dotąd u boku Wojska Polskiego takie formacje jak armia Stanisława Bułaka-Bałachowicza, Rosyjski Komitet Polityczny Borisa Sawinkowa, ukraińska armia Symona Petlury znalazły się w tragicznym położeniu. On sam odmówił złożenia broni. Zebrał swoich ludzi, przekroczył wyznaczoną linię demarkacyjną i podjął na nowo walkę. Towarzyszył mu Komitet Sawinkowa. Ostatni atak na bolszewików przypuściły w tym czasie także „białe” oddziały Piotra Wrangla. Bułak-Bałachowicz zdobył m.in. Mozyrz i dotarł aż do Dniepru, powołując Białoruską Republikę Ludową. Jednak pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia był stanowczo zbyt słaby, by utrzymać proklamowane państwo. Jego siły wycofały się pod naporem komunistycznych hord i ponownie przekroczyły linię demarkacyjną, wracając w granice żałośnie okrojonej Polski.

W Polsce, zgodnie z zapisami rozejmu z Sowietami, „bałachowcy”, petlurowcy i żołnierze innych tego typu formacji w „nagrodę” za waleczność i wierność skierowani zostali do obozów internowania, a pokonani bolszewicy zażądali ponadto, by Bałachowicza, Petlurę i Sawinkowa wyrzucić z Polski. I „dzielni” polscy politycy zgodzili się te żądania spełnić. Bałachowicz napisał wówczas list otwarty do Sejmu, w którym sytuację tę nazywał „niesłychaną w dziejach historii hańbą” podkreślając, że „rząd polski daje się uwieść zbójom moskiewskim i pozwala im wtajemniczać się w sprawy wewnętrzne państwa, czym kompromituje się przed światem”. Zapewnił, że stanie przed sądem, jeśli ciążą na nim jakieś winy, ale żywy wywieźć nigdzie się nie da. Ostatecznie nie został wydalony z kraju. W przeciwieństwie do Sawinkowa (wydany bolszewikom i przez nich zamordowany) uratowało go posiadanie polskiego obywatelstwa, został więc skreślony z listy deportacyjnej. Wojsko Polskie nie uznało jednak jego stopnia generalskiego.

Bolszewicy nie zapomnieli jednak o swoim zaprzysięgłym wrogu. Już dwa lata później sowieckie służby zorganizowały na niego zamach. W okolicach Hajnówki napadnięty został jednak nie on sam, lecz jego brat, Józef Bałachowicz. Napastnicy zatrzymali go nocą na drodze i zastrzelili. Pomylili go ze Stanisławem. Za Bałachowiczem ciągnęła się też przez jakiś czas sprawa pogromów, jakich podobno mieli dopuszczać się jego ludzie na Wschodzie. Trzech żydowskich posłów złożyło w Sejmie interpelację, domagając się ukarania winnych i wypłacenia – zgodnie ze starą żydowską tradycją – odszkodowań poszkodowanym. Oskarżenia dotyczyły też osobiście samego generała. Dokument w tej sprawie przygotowali także posłowie PPS, ale ostatecznie nie zorganizowano żadnych procesów.

W dwudziestoleciu międzywojennym generał Stanisław Bułak-Bałachowicz pisał książki, a w latach 30 – tych brał udział w hiszpańskiej wojnie domowej po stronie generała Franco. Wziął również udział w wojnie obronnej 1939 r. dowodząc zorganizowanym przez siebie oddziałem ochotniczym, który walczył w obronie stolicy na odcinku Wilanowa. Pod swoimi rozkazami zgromadził 2 tys. ludzi, którzy z różnych względów nie zostali zmobilizowani do Wojska Polskiego (byli wśród nich także cudzoziemcy, „biali” emigranci, a nawet jeden Murzyn). Od pierwszych dni okupacji niemieckiej był zaangażowany w konspiracyjną działalność niepodległościową. Zginął podczas próby aresztowania go przez gestapo 10 maja 1940 r. na ul. Paryskiej na Saskiej Kępie w Warszawie.