Powściągliwy kat

E. Cioran „Zarys rozkładu”:  W każdym z nas mieszka powściągliwy kat, niezrealizowany kryminalista. Ci, którzy nie mają śmiałości przyznać się przed sobą do tych morderczych skłonności, zabijają w snach, zapełniając trupami swoje nocne koszmary. Przed ostatnim trybunałem jedynie aniołowie zostaną uniewinnieni. Nigdy bowiem nie było człowieka, który nie życzyłby – choćby nieświadomie – śmierci komuś innemu. Każdy z nas ciągnie za sobą cmentarz pełen pogrzebanych przyjaciół i wrogów, i mało istotne jest, czy zepchnie go gdzieś w otchłanie serca, czy umieści pośród najbardziej jawnych pożądań.

Kolaboranci

Religia to kultura, ale kultura w postaci ekstremalnej, usiłująca wytłumaczyć nasz świat przez tworzenie innych światów. Myślenie religijne zakłada, że istnieją istoty nieporównywalnie lepsze od nas, istoty doskonałe. My, ludzie, jesteśmy rasą niższą i podległą, mamy wiele słabości. Wyrazem naszej słabości jest nawet jedzenie. W tradycji grecko-rzymskiej bogowie raczyli się jeszcze ambrozją i nektarem, niektórzy winem. Był to więc pewnego rodzaju kompromis, jakiś ukłon w stronę człowieka, sugestia, że i oni przypominają ludzi. Tradycja chrześcijańska zrywa definitywnie z tym antycznym przymilaniem się do człowieka. Bóg całkowicie obywa się bez jedzenia. Żadnych ambrozji, żadnych nektarów. Bóg nie potrzebuje ani pić ani jeść. Bóg nie je nigdy. Nigdy nie zasiada za stołem. Bóg jest wolny od przekleństwa receptorów smaku i zapachu, obywa się bez nich, syci się jedynie wiecznością. Aniołowie również nie jedzą. To istoty wieczne, niezniszczalne, doskonałe, bez systemów pokarmowych, soków trawiennych, bez enzymów i pepsyn, całego tego osprzętowania, które rozkłada, przyswaja, wydala, powoduje zatrucia, skręty kiszek czy choćby wzdęcia. Istoty doskonałe nie jedzą i nie wydalają. Ich to nie dotyczy. Nas dotyczy. I unaocznia tym samym naszą niższość, naszą niedoskonałość. Karmienie ciała prowadzi do dekadencji. Ciało to dekadencja. Jest to powód dla którego filary każdej religii, święci, pustelnicy, prorocy, nawiedzeni, tabuny podobnych im szaleńców starają się jeść jak najmniej, prawie nie jeść, aby tylko poskromić swoją ziemską powłokę, przyuczyć ją do wieczności, złamać swoją wadliwą naturę, swoje niskie skłonności, by choćby trochę, choćby troszeczkę upodobnić się do aniołów. Święci nienawidzą w sobie tego, co jest w nich ludzkie. To kolaboranci, piąta kolumna złudnej wieczności.