Elegancja

Kardynalnym warunkiem elegancji jest spokój. Nic, co podryguje, skacze, trzęsie się, dygocze, rzuca się, wygina, szarpie, tarza się, kręci i wije, nie jest i nie może uchodzić za eleganckie. Eleganckie podrygi czy elegancki dygot to oksymoron, jedno zaprzecza drugiemu i wyklucza się wzajemnie. Lubię obserwować sceny z chanoyu, japońskiej ceremonii picia herbaty, gdzie każdy moment, choćby najdrobniejszy, ma swoje miejsce, swoje znaczenie i czas trwania, jest perfekcyjny i perfekcyjnie wyważony. Gesty uczestników chanoyu są nieskończenie pełne i eleganckie, a ich ciszę wypełnia doskonały spokój. W takich chwilach zaczynamy rozumieć, że elegancja nie jest próżną i snobistyczną wirtuozerią we władaniu swoimi gestami, lecz niesłychanie trudną, ale jakże ważną techniką panowania nad chaosem, który przesyca i negatywnie definiuje nasze życie.  

Czy sztuka powinna być piękna

Szukamy piękna. Ludzie instynktownie szukają piękna. Wszyscy chcemy być piękni, ubierać się piękniej, mieszkać w pięknych wnętrzach, otaczać się pięknymi rzeczami, tęsknimy do pięknych przeżyć i pięknych pejzaży – słynne zachody słońca na Santorini gromadzą na brzegu kaldery niewiarygodne tłumy ludzi. Kaldera na moment przed zachodem słońca przypomina olbrzymi okręt, którego wszyscy pasażerowie zgromadzili się tylko na tej jednej, zachodniej burcie, obciążając ją tak bardzo, iż ma się wrażenie, że okręt, nie wytrzymując tego balastu, lada chwila pochyli się i pogrąży w morzu. Wschody słońca na Santorini są jeszcze piękniejsze, ale – ze zrozumiałych powodów – mają znacznie mniej entuzjastów. Podobny spektakl oglądałem też niegdyś w Naxos. Na niewielkiej wysepce, połączonej z miastem kamienną groblą, znajduje się ogromny portal nieukończonej świątyni, prawdopodobnie Apollina. Skierowany jest w stronę Delos, mitologicznego miejsca urodzin Apolla. Dotarliśmy tam późno, gdy słońce łączyło się już z linią horyzontu. Zanotowałem później, że wokół nas rozpościerała się niezwykła cisza, cała przyroda zdawała się wstrzymywać oddech, wszystkie dźwięki zgasły, a gdy słońce skryło się za horyzontem zebrany w tym miejscu tłum ludzi zaczął oklaskiwać ten widok, całkiem tak, jakby oklaskiwali pokaz sztucznych ogni kończący jakąś sztukę. Nie ma w tym nic dziwnego. Człowiek jest istotą, która jest zdolna do bezinteresownej kontemplacji piękna. Każdy z nas jest do tego zdolny. Zachwyt nad pięknem i umiłowanie piękna to ludzkie cechy – tylko człowiek wśród innych stworzeń jest zainteresowany pięknem. Starożytni Grecy w zasadzie wcale nie odróżniali tego, co piękne, od tego, co dobre, być może – jak to słusznie ktoś zauważył – skutecznie wymuszając na pięknie, by utożsamiało się z dobrem.

Czym jest piękno? Zamiast dziesiątków uczonych i naukowych definicji wybierzmy tylko takie cechy, które nieodmiennie łączą się z pojęciem piękna: ład, porządek, symetria, pełnia. Piękno więc zdaje się być takim układem w którym wszystkie elementy idealnie plasują się we właściwych, przeznaczonych sobie miejscach. Każdy z nas mniej czy bardziej świadomie czuje, że życie ma tendencję do wytracania porządku i burzenia ładu, podupadamy na zdrowiu, starzejemy się, wyczerpują się nasze siły, chaos w nas i dookoła nas wzrasta i coraz trudniej nam temu zapobiegać i coraz trudniej ten proces powstrzymywać. To samo obserwujemy również w naszym otoczeniu. Staramy się ścierać kurze, oczyszczać ogrody z chwastów, pielęgnować trawniki, przystrzygać żywopłoty, sprzątać mieszkania, czyścić nasze ulice, staramy się stworzyć stabilność, prostotę i strukturę, chociaż wiemy, że czas unicestwia wszystko, energia dąży zawsze do rozproszenia i nie wygramy tej walki. Ale walczymy i tylko walcząc jesteśmy w stanie utrzymywać pewien chwiejny balans.

I tu pojawia się tytułowe pytanie o sztukę. Czy sztuka powinna być piękna, a jeżeli tak, to dlaczego powinna być piękna? Gdzieś na początku XX w. artyści arbitralnie zadecydowali, że piękno nie jest dla sztuki nie tylko cechą wyróżniającą, ale nawet cechą niezbędną. Uznali, że sztuka wcale nie musi być piękna, że nie musi gonić za doskonałością, bo i tak nigdy jej nie osiągnie, a więc ma prawo być zwyczajna, prozaiczna, nuda, brzydka, a nawet może być ordynarna. Uznali tym samym, że nie mają ani dość talentu ani sił, by zmierzyć się z życiem, by przeciwstawiać się rozpadowi i destrukcji. I w tym momencie przegrali i artyści i sztuka. Nie ma przybytków bardziej nudnych, zbytecznych, pustych, odartych z wszelkiego sensu niż dzisiejsze galerie sztuki. Osobiście od wielu już lat nie tylko ich nie odwiedzam, ale nawet myślę o nich z niechęcią, pogardą i lekceważeniem. Te niejednokrotnie imponujące gmachy są dziś siedliskami kompletnej przypadkowości, brzydoty, bylejakości, pozorów, dyletanctwa i zwyczajnego kiczu. Generują jedynie chaos.

Sztuka powinna być piękna. Sztuka powinna być piękna z wielu powodów. Choćby z powodu naszego największego wyzwania, z powodu entropii, której podlegamy i my i wszystko dookoła nas. Wiemy, że dla każdego zjawiska istnieje tylko jeden możliwy stan, w którym każdy element układu może znaleźć się na właściwym miejscu, podczas gdy istnieje niemal nieskończona liczba stanów w których elementy znajdują się w nieładzie. Innymi słowy, chaos, brzydota, nieporządek są powszechne, ład i piękno natomiast rzadkie i niezwykłe. Każdy uporządkowany wzór jest czymś nieprawdopodobnie przypadkowym, a liczba pięknych kombinacji jest nieporównywalnie mniejsza niż liczba wszystkich możliwych kombinacji. Weźcie do rąk jakiś banalny puzzel, który nie składa się z tysiąca elementów, ale jedynie ze stu, wymieszajcie je i wyrzućcie w górę – ile miliardów rzutów trzeba byłoby wykonać, by same ułożyły się w obrazek, który przedstawiają? Matematycznie, choć i to trudno sobie wyobrazić, jest to możliwe – praktycznie nie. Pełnia, piękno, symetria, porządek, ład są czymś wyjątkowym, unikalnym i mało prawdopodobnym w świecie nieporządku, a w takim właśnie świecie żyjemy.

Artysta przez całe wieki miał niemal boską misję. Stwarzając taką formą symetrii i porządku, która nie wygeneruje się sama z sobie, bo jest za rzadka w niemal nieskończonym schemacie możliwości, stawał się demiurgiem. Tworzył ład, podtrzymywał życie. Dziś tworzy tylko to, co przypadkowość, chaos i nieporządek tworzą znacznie skuteczniej i lepiej niż on.

Krokiet z Królową Kier

Pouczająca scena gry w krokieta z królową w „Alicji w krainie czarów” – rzeczywistość w której nie istnieją i nie obowiązują żadne reguły, świat w którym wolność objawia się jako negacja wszelkich racjonalnych zasad, które utrzymują porządek społeczny. Ale czy wolność, prawdziwa wolność polega na braku jakichkolwiek ograniczeń? Czy taki stan nie byłby w praktyce równy prawu dżungli, gdzie siła byłaby argumentem rozstrzygającym i decydującym o wszystkim? Taka wolność otwiera drogę do społecznego chaosu. Gdyby człowiek chciał być całkowicie wolny, totalnie wolny, musiałby unicestwić swój świat. Brak reguł i zasad prowadzi do absurdu i chaosu, a chaos otwiera drogę tyranii. W „Alicji w krainie czarów” tyranem jest Królowa Kier. Ona jest tą osobą, która podporządkowuje sobie całą Krainę Czarów, co wydaje się być nawet konieczne, gdyż bez niej panowałby tam tylko nieład, zagrażający istnieniu tego świata. Alicja ucieka więc od obowiązujących ją reguł, ale trafiła do świata, który pomiata nią tak bezwzględnie, jak nigdy nie miało to miejsca w jej własnej, ograniczającej jej wolność rzeczywistości. To pouczająca scena. Człowiek, dążąc do wolności, jest w stanie zignorować nawet to, że wolność jednej osoby może eliminować wolność kogoś innego. Isaiah Berlin w „Czterech esejach o wolności” pisze, że jesteśmy prawdziwie wolni tylko wtedy, gdy możemy wybierać z co najmniej dwóch sposobów działania. Nie mamy żadnych szans, by uciec przed wyborami, bowiem życie jest wypełnione sprzecznościami, zawiera nieskończenie wiele możliwości działania i – co jest może najważniejsze – nie można mieć wszystkiego i wszyscy nie mogą mieć wszystkiego. Nie istnieje wolność poza wyborem. Wolność poza wyborem jest mrzonką. Immanentną cechą naszych relacji z innymi ludźmi jest konflikt, a to oznacza, że dla funkcjonowania społeczeństwa niezbędne są ograniczenia i regulacje. Zdejmując człowiekowi jedne kajdany, zwykle zakłada mu się inne – bez wyboru.