Szalenie małe, zwykle wąskie, pozbawione okien pokoje antycznych domów, które tyle razy, zawsze z pewnym rozczarowaniem, obserwowałem przy zwiedzaniu ruin dawnych greckich miast. W pewien sposób czułem się zawiedziony, że były to ciasne klatki, przypominające staropolskie świronki raczej niż sypialnie czy pokoje dzienne. Zadawałem sobie pytanie, jak oni mogli w tym mieszkać. I wydawało mi się to niemożliwe. Mogli. W tamtych czasach nie budowano domów, oikos, zgodnie z zasadami planowania przestrzennego, stawiano je obok już istniejących, czyli tam, gdzie było miejsce. Jeszcze i dziś jest to widoczne w wielu krajach południa. Ulice dzielnic mieszkalnych także nie prezentowały się lepiej. Musiały być wąskie, kręte i zapewne cuchnące – wylewanie nieczystości za próg domostwa należało do naturalnych i powszechnych praktyk. Domy ludzi bogatych, wielkie, przestronne budynki z obszernymi perystylami, otoczone portykami, ogrodami i fontannami, wznoszono na peryferiach miast, w miejscach szczególnie atrakcyjnych. Później będą je kopiować Rzymianie, choć już w wersji znacznie bogatszej, budowane z nieporównywalnie większym rozmachem i smakiem. Te żałośnie małe klatki, których resztki oglądamy, gdy zwiedzamy Kamiros, Delos, Priene czy którekolwiek inne ze starogreckich miast, są jednak prawdziwe, najprawdziwsze, bowiem takie właśnie były. Ruiny nie kłamią. Dom nie zawsze znaczył to samo i nie pod każdym niebem. Antyczni Grecy nie znali domu w naszym rozumieniu tego słowa, jako miejsca do mieszkania, miejsca przyjemnego pobytu, miejsca w którym przebywamy chętnie i często, miejsca w którym spędzamy znaczną część naszego dnia. Oni spędzali całe dnie w mieście, wśród gwaru i rozgardiaszu agory, na schodach świątyń, w cieniu portyków, w palestrach i stoach, w gimnazjonach, w warsztacie lub nad brzegiem morza, zajęci jakimiś obywatelskimi czynnościami lub po prostu rozrywką. To również, do pewnego stopnia, przetrwało. Grecy, jak wszystkie społeczności Morza Śródziemnego, wciąż chętnie żyją na ulicy, w kawiarni, w tawernie, w porcie, na rynku. Tam żyje się na zewnątrz.
Tag: dom
Złodzieje
Dom jest naszym ostatnim schronieniem, adytonem, naszą opoką, miejscem prywatnym i najintymniejszym, naszą ucieczką i naszym bezpieczeństwem. Z tego powodu złodziei włamujących się do naszych domów karałbym najostrzej. To świętokradcy, przestępcy niczym nie różniący się od morderców, bestie, które zabijają całą świętość i czystość domu, jego niepokalanie, jego sacrum. Dom zbezczeszczony przez złodzieja obdziera nas z poczucia bezpieczeństwa, pozbawia ostatniego azylu, wystawia na pastwę pierwotnego zła. Jeżeli zostanę okradziony w pociągu, na ulicy, w metrze tracę pieniądze, być może dokumenty, rzeczy odnawialne. Jeżeli okradziony zostanie mój dom, tracę coś, czego już nigdy nie odzyskam, tracę jakąś część mego życia. Złodziei, włamujących się do naszych domów, należałoby karać równie surowo jak morderców, bo w istocie są mordercami.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.