Zwierzęta absolutnie najwierniejsze w związkach, wśród których nie obserwuje się nawet prób „skoku w bok”, to gibony zamieszkujące lasy Azji Południowo-Wschodniej. Partnerzy pozostają ze sobą przez całe życie. Zaskakujący jest jedynie powód tej „dozgonnej wierności”. Jest to bowiem wierność wymuszona, wyrażająca się skrajną formą zazdrości, zazdrości, której natężenia nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Gibony te są o siebie patologicznie zazdrosne. Samiec pozostaje pod czujnym okiem samicy bezustannie, bez jej stałej i uważnej obserwacji nie może wykonać nawet najmniejszego skoku w gałęziach drzewa. W tej relacji nie ma mowy o żadnej samotnej wycieczce, choćby nawet tak niewinnej jak spacerek na pobliskie drzewo po paczkę bananów. Samiec zresztą odwdzięcza się samicy dokładnie tym samym, bo i on też nie spuszcza jej z oka ani na moment. Ich „zgodne pożycie” polega więc na nieustannej, całodobowej wzajemnej obserwacji. Jeżeli jakaś samiczka zbytnio zbliży się do samca, jego małżonka napada na nią ze wściekłą furią, a samiec jest w stanie bezlitośnie zmaltretować każdego samca, który nieopatrznie podejdzie do jego partnerki na odległość mniejszą niż 30 metrów. Jak wiemy, podobny model, praktykowany niekiedy także i przez homo sapiens, nieodmiennie kończy się tragedią, ale gibony radzą sobie z tym całkiem nieźle.
Tag: homo sapiens
Storytelling
Storytelling. Marketerzy mówią obecnie, że nie kupujemy już sensu stricto towarów, lecz historie, które za nimi stoją. Częściowo jest to prawdę, ale czy powinno nas to dziwić lub zaskakiwać? Ursula Le Guin zauważyła niegdyś, że „były społeczeństwa, które nie używały koła, ale żadnego, które nie opowiadałoby historii”. Bardziej niż homo sapiens jesteśmy homo narrans lub – jak kto woli – Pan narrans. Można podejrzewać, że nasza cywilizacja nie mogłaby zaistnieć, a już na pewno nie w takiej formie, jaką przybrała, gdyby nie to specjalne „wyposażenie”, jakim jest nasza zdolność do opowiadania historii. Świat i wszystko to, co o nim wiemy, znamy głównie z opowieści. Opowiadamy już od momentu, gdy pojawiliśmy się na tej planecie, w naszych prenatalnych czasach, gdy żyliśmy jeszcze w jaskiniach, w Lascaux, w Celebes, w Chauvet, jaskiniach Niaux czy Pindal. Opowiadając porządkujemy świat, interpretujemy rzeczywistość, składamy chaotyczne ciągi przyczyn i skutków, opowiadając przetwarzamy mnogość doznań i łatwiej zapamiętujemy. Ani nagie fakty ani statystyka nie są w stanie pobudzić nas do działania – do działania inspirują i prowokują nas historie. Historie mamy bowiem wręcz zakodowane w naszym DNA. Uwielbiamy historie, uwielbiamy ich słuchać, uwielbiamy je opowiadać. Z najnowszych badań naukowych wynika, że umiejętnie skonstruowana fabuła może diametralnie zmienić funkcjonowanie układu nerwowego człowieka – wręcz przemodelować jego osobowość. Może to spowodować nawet lektura krótkiego opowiadania, jeżeli tylko zdoła nas wciągnąć i pochłonąć. Niektórzy badacze mózgu twierdzą, że w przypadku fikcyjnych historii najważniejsze jest to, do jakiego stopnia potrafią one sprawić, że identyfikujemy się z ich bohaterami. Jeżeli opowieść pochłania nas i fascynuje, zaczyna też wpływać na nasze stany emocjonalne i podświadomość. Dobra historia, a więc zręczna mieszanka emocji i informacji, aktywuje aż osiem obszarów w mózgu, podczas gdy suche fakty jedynie dwa. Jonathan Gottschall, autor książki „The Storytelling Animal. How stories make us human”, twierdzi, że emocjonalne zaangażowanie się w losy bohatera powoduje, że tracimy czujność i nie jesteśmy w stanie wyłapać niekonsekwencji, stajemy się ślepi na wszystkie potknięcia w fabule i najbardziej niewiarygodne zbiegi okoliczności. Ten sam mechanizm odtwarzamy także w realnym życiu – rzadko potrafimy trzeźwo i przytomnie ocenić tych, których kochamy.
Uważałem zawsze za przesadzone informacje o rozmiarach donosicielstwa w krajach komunistycznych, w tym także kraju w którym żyłem, w Polsce. Skłonny byłem sądzić, że cyfry na ten temat są wyolbrzymione i podretuszowane. Jednak od czasu, gdy pojawił się Facebook, powszechny, darmowy i dobrowolny system donosicielstwa, nie mam już takich obiekcji. Donosicielstwo jest zdaje się immanentną cechą gatunku homo sapiens. Kochamy donosić, nawet na samych siebie, i wreszcie dostaliśmy stosowny instrument, by móc czynić to otwarcie i bez skrępowania. I bez poczucia winy.
Homo sapiens i demokracja
Dwóch amerykańskich politologów, Steven Peterson i Albert Somit, zaprezentowało niedawno wyniki swoich wieloletnich badań, które dałoby się streścić następująco: ”Ewolucja biologiczna uczyniła prawdopodobnie z Homo sapiens gatunek, którego genetyczne skłonności w istocie nie sprzyjają demokracji”. Opisali oni rodzaj ludzki jako ”gatunek zwierząt wysoce społecznych, o silnej tendencji do hierarchii, posłuszeństwa, dominacji i podporządkowania raczej niż do równości statusu i politycznych wpływów”. Obserwując przeprowadzany obecnie ogólnoświatowy eksperyment z koronawirusem, nie sposób zaprzeczyć trafności ich diagnozy.
Kilka myśli ekologicznych
Jesteśmy gatunkiem, który uwielbia podcinać gałęź na której siedzi. Czynimy to na wielu płaszczyznach i na rozliczne sposoby. Jedną z nich jest propagowanie idei, że bez nas, bez człowieka świat byłby zdecydowanie lepszy. Taką właśnie ideę propaguje biolog John Orrock, specjalista z zakresu ochrony środowiska z National Center of Ecological Analysis and Synthesis in Santa Barbara, California. „Smutna prawda jest taka, że jeżeli ludzie zostaliby wycięci z obrazka świata, wyglądałby on znacznie lepiej”, twierdzi John Orrock.
Możliwe, mr Orrock, możliwe. Proszę nam tylko łaskawie wyjaśnić kto, na boga, mógłby to stwierdzić? Zaskroniec pospolity? Palczak madagaskarski? A może gnojna mucha? Wartościowania, które pan uprawia, mr Orrock, to pojęcia z dziedziny kultury, a kultura to obrazek świata z człowiekiem. Z biologicznego punktu widzenia nic nie jest lepsze czy gorsze, ładniejsze czy brzydsze, sprawiedliwe czy krzywdzące, prawdziwe czy kłamliwe i wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale pan, podobno biolog, powinien wiedzieć o tym najlepiej. Z biologicznego punktu widzenia pańska „smutna prawda”, mr Orrock, to kompletna bzdura.
***
Natura jest dla mnie nieprzyjaciółką; wiejski krajobraz zdaje mi się grobem. Zielona ziemia czekającym cmentarzem. Trawa żywi się człowiekiem. Drzewa rosną na trupach, na wszystkim, co umiera. To świecące jasno, niewzruszone i spokojne słońce sprawi, że zgniję. Łagodna i piękna woda obmyje moje kości. (Goncourt)
***
Przyroda nie jest naszym sprzymierzeńcem. Wbrew sielankowym wyobrażeniom infantylnych amatorów-ekologów nigdy nim nie była. Nasza egzystencja w Przyrodzie była piekłem. Piekłem, z którego uciekliśmy dzięki naszej inteligencji. I przy odrobinie szczęścia. Pozostaje mieć nadzieję, że nie wrócimy tam nigdy. Czy uważam, że możemy niszczyć Przyrodę? Uważam, że człowiek powinien Przyrodę opanować, poświęcić całą swoją przekorną inteligencję i boską przebiegłość, aby ją ujarzmić, podporządkować, nauczyć się nią sterować, i wykorzystywać do swoich własnych potrzeb. Jeżeli oznacza to również zniszczenie Przyrody, zniszczmy ją. Ona nas zniszczy prędzej czy później. To nie ulega wątpliwości. Przyroda zawsze niszczy wszystkie swoje twory. Homo sapiens jest być może jedyną z jej rozlicznych – i przeważnie totalnie poronionych kreacji – która mogłaby jej zagrozić, która mogłaby sama pokierować swoim losem. Jeżeli nie zdołamy tego uczynić, to w każdym bądź razie nie powinniśmy się dać zabić niczym jakaś potulna i bezmyślna gromadka koczkodanów nadobnych. Samobójstwo jest bardziej honorową alternatywą.
Sukces ewolucyjny
W Australii na 20 milionów ludzi przypada ponad 90 milionów owiec, a Nowa Zelandia to 4,5 miliona przedstawicieli homo sapiens i 50 milionów owiec. Jest to niewątpliwie sukces ewolucyjny … owiec. Ale nic nie odbywa się za darmo. W stanie naturalnym owce żyją powyżej 12 lat, ale w hodowli zwykle nie są trzymane dłużej niż do 6 roku życia. Za sukces ewolucyjny zawsze się płaci, w ten czy inny sposób. Bez względu na to, czy jest się owcą czy człowiekiem.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.