Narodowe harakiri

Kolejne restrykcje i obostrzenia w Polsce. Zamknięte jest właściwie wszystko, poza sklepami spożywczymi i aptekami. Może mylę się, ale nie wydaje mi się, by w historii ludzkości zdarzył się choćby jeden przypadek poświęcenia tylu działów gospodarki, jako sposobu zapobiegania chorobom i nie bardzo też pojmuję, jak to jest możliwe, by wymusić na całym pokoleniu finansowe, a potencjalnie nawet fizyczne poświęcenie się takiej sprawie. I to wszystko z makiawelicznym odwoływaniem się do obywatelskiej odpowiedzialności, choć w istocie jest to cyniczne zaproszenie do ogólnonarodowego harakiri.   

Umizgi

Czytając komentarze polskiej prasy dotyczące jakichś ważnych decyzji politycznych, a zwłaszcza tych kontrowersyjnych i niepopularnych, idących pod prąd powszechnym trendom, odnoszę wrażenie, że jesteśmy narodem, który za wszelką cenę pragnie przypodobać się wszystkim. Ileż ubolewania, że z tego czy innego powodu nie będą nas lubić Niemcy, jak niekorzystnie piszą o nas Francuzi, co o nas pomyślą Belgowie, jak źle oceniają nas Szwedzi, jak bardzo zawiedliśmy Włochów i ileż przykrości sprawiliśmy naszymi decyzjami zawsze nam życzliwych Amerykanów. Obawiam się, że to właśnie ta maniera przymilania się do wszystkich, te umizgi sprawiają, że wszyscy nami gardzą. Jesteśmy narodem bez dumy.