Wizja Eliade

Czytam raz jeszcze „Dziennik emigranta” M. Eliade i pod datą 27 lipca 1964 roku znajduję takie słowa: Za pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat świat zmieni się całkowicie – zmieni się wszystko, i kultura, i sens życia, i wartości moralne. Zrodzi się inny świat, które będzie może równie twórczy i „interesujący”, jak ten, który zaczął swoją egzystencję w Grecji, w siódmym wieku przed Chrystusem. Tym niemniej nasz świat zniknie i to dokona się być może w sposób jeszcze bardziej tragiczny niż w przypadku Bliskiego Wschodu czy Grecji. Wyobrażam sobie na przykład Europę zamieszkałą przez ludność azjatycką czy afrykańską, przez inteligentnych i wykształconych ludzi, którzy będą się przechadzali ulicami historycznych miast, nie rozumiejąc wcale ducha tych miejsc (podobnie jak Anglicy w Kalkucie, przechodzący każdego dnia przed hinduskimi świątyniami bez najmniejszego zainteresowania nimi, co brało się z pogardy lub z nienawiści).

Prawie spełniona wizja. Z tym drobnym zastrzeżeniem, że dzisiaj ulicami europejskich miast, pełnych historii i zabytków, nie przechadzają się wcale jacyś inteligentni i wykształceni ludzie z Azji czy Afryki, lecz pół albo i pełni analfabeci z tych kontynentów, którzy nie tylko nie rozumieją ducha tych miejsc, ale nawet nie zadają sobie trudu, by go zrozumieć czy choćby poczuć. I nie bierze się to wcale z pogardy, lecz z niemaskowanej nienawiści – do okazywania pogardy jeszcze nie dorośli. Pogarda, która jest rodzajem fałszywej dumy, długo jeszcze nie będzie im dostępna.

Umizgi

Czytając komentarze polskiej prasy dotyczące jakichś ważnych decyzji politycznych, a zwłaszcza tych kontrowersyjnych i niepopularnych, idących pod prąd powszechnym trendom, odnoszę wrażenie, że jesteśmy narodem, który za wszelką cenę pragnie przypodobać się wszystkim. Ileż ubolewania, że z tego czy innego powodu nie będą nas lubić Niemcy, jak niekorzystnie piszą o nas Francuzi, co o nas pomyślą Belgowie, jak źle oceniają nas Szwedzi, jak bardzo zawiedliśmy Włochów i ileż przykrości sprawiliśmy naszymi decyzjami zawsze nam życzliwych Amerykanów. Obawiam się, że to właśnie ta maniera przymilania się do wszystkich, te umizgi sprawiają, że wszyscy nami gardzą. Jesteśmy narodem bez dumy.

3 motywy greckie

Teofrast z Eresos, grecki uczony i filozof, powiedział, że lepiej jest zaufać koniowi źle ujeżdżonemu niż człowiekowi, który wyraża się niechlujnie. Słusznie. Niechlujność jest przejawem nienawiści i pogardy dla samego siebie. Nie można ufać komuś, kto pogardza samym sobą.

                                                                        ***

Trzymanie pieniędzy w ustach, chowanie pieniędzy w ustach było zwyczajem dość powszechnie praktykowanym przez niższe warstwy w starożytnej Grecji. Chociaż i wówczas uznawano to za wyjątkowo obrzydliwe i niehigieniczne. Wspomina o tym Teofrast.

                                                                      ***

Demostenes. Doskonały orator i zażarty przeciwnik macedońskiej dominacji w greckim świecie. Nigdy nie przepadałem ani za tą postacią ani jego słynnymi filipikami. Zawarta w nich złośliwość imponuje, ale brak humoru zniechęca. Politycznie był ślepy jak kret. Nawet króla perskiego uważał za naturalnego sprzymierzeńca przeciw Filipowi, królowi Macedonii. Nie rozumiał, że epoka idyllicznych miast-państw dobiega końca, że kończy się czas plemion i zaczyna się czas narodów. Zamieszany w sprzeniewierzenie pieniędzy Harpalosa, uciekł najpierw na Eginę, a potem na wyspę Kalauria, dzisiejsze Poros, gdzie otruł się, by nie dostać się w ręce żołnierzy Antypatra.