Casanova, zwolennik zapobiegania ciąży, swoją kolekcję kondomów wielokrotnego użytku, wykonanych z jelit zwierzęcych, pieczołowicie i z dumą przechowywał w cienkim puzderku inkrustowanym macicą perłową. Były to jednak produkty nad wyraz niepewne i do tego paskudnie uciążliwe – miały szwy, które z całą pewnością musiały uwierać podczas stosunku, a mężczyzna, by zapobiec ich zsuwaniu się, zmuszony był mocować je na biodrach za pomocą specjalnych wstążek, co upodabniało go do rabina w talit katan z charakterystycznymi frędzlami. Widok zapewne tyleż śmieszny, co kłopotliwy. Ponadto po każdym użyciu trzeba było je myć, suszyć oraz nasączać oliwą, aby nie straciły wymaganej elastyczności. Casanova w swoich Pamiętnikach nigdzie, niestety, nie wspomina o tych prozaicznych zajęciach, choć z całą pewnością musiał oddawać się im dość często. Umarł czterdzieści lat przed wynalazkiem wulkanizacji kauczuku, który pojawił się w roku 1839, choć na pierwsze kondomy trzeba było i tak poczekać jeszcze kolejnych szesnaście lat. Te wyroby były już jednak znacznie pewniejsze w użyciu i zdecydowanie mniej kłopotliwe, choć wciąż daleko im było do finezji obecnych – miały, jak twierdzą znawcy przedmiotu, grubość porównywalną do dzisiejszej dętki rowerowej.
Tag: rower
Reality testing
Zaburzenia typu reality testing, dotyczące testowania rzeczywistości, jak to uczenie nazywa się w psychologii. Bodaj najpopularniejszą jest agnozja, przejawiająca się trudnością w kojarzeniu przedmiotów i osób, pomimo prawidłowego postrzegania ich cech fizycznych. Osobnik dotknięty agnozją dwóch kół połączonych ramą nie jest w stanie rozpoznać jako roweru czy motocykla, człowieka z białą laską jako niewidomego, a leżącego na ulicy człowieka jako osoby, która potrzebuje pomocy. Agnozja przejawia się więc, innymi słowy, totalnym zanikiem umiejętności wnioskowania albo – jak to mawiało się w czasach przednaukowych – złożenia do kupy, że dwa i dwa równa się cztery. Osobiście jestem jednak przekonany, że zaburzeniem występującym dzisiaj najczęściej jest egzosomestazja. Polega ona, najprościej mówiąc, na nadmiernym rozszerzeniu obrazu własnego ciała. Mózg, dotknięty tą zdawałoby się niewinną przypadłością, nie rozpoznaje granicy między ciałem, a światem zewnętrznym. W sferze psychiki występuje to w formie koszmarnie spęczniałego ego. Najłatwiej zaobserwować to na ulicy i z całą pewnością każdy z nas doświadczył tego na własnej skórze. Egzosomestazjaci traktują cię niczym cień, przez który można przejść, a nawet go podeptać, czasem nie bez grzecznego zdziwienia, że napotykają jakiś opór, ale zwykle z pretensjami. Nie postrzegają twoich konturów i jeśli w czas nie zdołasz uskoczyć na bok, zostaniesz niechybnie stratowany. Co ciekawe, osoby te często czują się zaatakowane przez przedmioty lub innych ludzi, jeśli te znajdują się w odległości mniejszej niż dwa metry od nich. Paramnezja reduplikacyjna natomiast powoduje, że człowiek nią dotknięty jest przekonany, że miejsca w których aktualnie przebywa mają swoje, gdzieś istniejące kopie, co moim zdaniem może być wynikiem tego, że nigdy nikomu i niczemu nie poświęcili ani odrobiny uwagi. Coraz częściej słyszy się też o symptomie Capgrasa, kiedyś niezmiernie rzadkim. Osoby z tym symptomem są przekonane, że znane im osoby nie są autentyczne, nie są prawdziwe, że zastępują je dublerzy. Jestem skłonny przypuszczać, że liczba osób z symptomem Capgrasa będzie lawinowo wzrastać – tak mało dziś prawdziwych, autentycznych ludzi, że podejrzenia takie mogą mieć całkiem racjonalne podstawy.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.