Kobieta Jesse Strang

Dzisiejsza informacja prasowa o tym, że pewna młoda kobieta wdarła się do szkoły średniej w Tumbler Ridge w Kandzie i zastrzeliła kilka osób, w tym uczniów, natychmiast wydała mi się, jeśli nie podejrzana, to co najmniej dziwna. Masowe morderstwa nie są „specjalnością” kobiet i zdarzają się szalenie rzadko (nie potrafię wymienić niczego takiego poza przypadkiem Aileen Wuornos). Kobiety z reguły nie dokonują tego typu egzekucji, a w tej sytuacji najwyraźniej to egzekucja miała miejsce.

Chwila dalszego szukania w Internecie potwierdziła moje domysły. Informacja była błędna i świadomie przekłamana. Zabójcą okazał się Jesse Strang, transpłciowy mężczyzna, który proces tranzycji rozpoczął dopiero kilka lat temu, ale przedstawiany jest przez liberalne media, a nawet policyjne meldunki, jako „kobieta”. To on zastrzelił 9 osób, 25 ranił, a sam popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.

Jednym z najbardziej podstępnych i destrukcyjnych procesów cywilizacyjnych naszego wieku jest cenzura korygująca, skrajnie obłudna i amoralna, a coraz powszechniej uprawiana przez „nowy wspaniały świat” lansujący totalny permisywizm. Ta cenzura nie zakazuje. W miejsce zakazów oferuje przyjemność, stabilność i brak stresu. Jej skutkiem, wyraźnie widocznym już w naszej psychice, jest lawinowo postępujący zanik zdolności rozpoznawania sprzeczności. Coraz częściej nie tylko bez problemów połykamy, ale coraz bardziej ochoczo akceptujemy wszystkie logicznie wykluczające się stwierdzenia, przez moment nawet nie odbierając ich jako problemu poznawczego czy moralnego. W świecie zdominowanym przez obraz, skrót i emocję łatwo traci się zdolność myślenia sekwencyjnego, łatwo przestaje się łączyć przyczyny i skutki oraz – co gorsza – zatraca się wrażliwość na sprzeczności, nawet gdy są ewidentne i uderzające. Jesse Strang nie był kobietą. Był mężczyzną, biednym i zagubionym frustratem, któremu zamiast tranzycji płciowej społeczeństwo powinno było zaproponować stosowną kurację psychiatryczną, bo być może wówczas zdołanoby zapobiec tej tragedii.

9 biedroni

Staję w obronie osób transpłciowych chcących opuścić Ukrainę – heroicznie oświadczył na Twitterze nijaki Biedroń. I, jak przystało na prawdziwego bojownika o prawa mniejszości, nie poprzestał na tym. Poucza więc Ukrainę, że aspirując do tego, by stać się państwem członkowskim Unii Europejskiej, powinna co rychło zacząć wdrażać standardy panujące w krajach członkowskich. Zwraca się z apelem do prezydenta Zełenskiego, by nie powoływał się na jakieś tam palące i naglące problemy, lecz raczył wreszcie zwrócić uwagę „na sytuację osób transpłciowych wliczając w to kobiety po zmianie płci oraz transpłciowe i interpłciowe kobiety z oznaczoną płcią męską w swoich paszportach”. Dzielnego polityka polskiej lewicy niepomiernie martwi również fakt, że w związku z trwającą na Ukrainie mobilizacją mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat nie mają, niestety, pozwolenia na opuszczenie terytorium kraju i jest to ewidentne łamanie ich praw. Innym poważną sprawą, który spędza sen z oczu Biedronia jest to, że na Ukrainie występuje obecnie wręcz skandaliczny „problem z dostępem do leczenia hormonalnego”. Na koniec przypomina prezydentowi Zełenskiemu, że chociaż Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą władze Ukrainy do rozwiązania tego arcyważnego problemu (rezolucja wyrażająca troskę o los osób transpłciowych, została przyjęta 26 kwietnia 2022 roku, dokładnie dwa miesiące i dwa dni po wybuchu wojny na Ukrainie!!!), to wedługnaszych doniesień nic w tej sprawie nie zostało zrobione”

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania w dyskusji tzw. mocnych słów, wyzwisk, obelg i wulgaryzmów, ale po zapoznaniu się z bełkotem wyżej wspomnianego osobnika, nie mogę oprzeć się pokusie, by nie zapytać, kto tego totalnego idiotę wpuścił do Parlamentu Europejskiego i jakim cudem zajmuje on tam jeszcze miejsce. Bezprzykładna czelność tego osobnika podsuwa mi myśl, by jego nazwiskiem określać miarę bezwstydu i chamstwa. W ten sposób wpis na Twitterze, o którym mowa, zdobyłby co najmniej 9 pełnych biedroni na 10 możliwych.