Polskie gry miłosne

Barbara Stanisławczyk „Miłosne gry Marka Hłaski”: „Sekretarzem redakcji „Nowej Kultury” był Wilhelm Mach. Redaktorem naczelnym „Przeglądu Kulturalnego” Jerzy Andrzejewski. „Nowiny Literackie” w latach czterdziestych założył Jarosław Iwaszkiewicz, o którym Leopold Tyrmand napisał w „Dzienniku 1954”: globtroter, pederasta, dyplomata, smakosz, poeta i pionek. W późniejszym okresie, po „Nowinach”, Iwaszkiewicz wywalczył sobie możność wydawania „Twórczości”. Kierownikiem najważniejszego działu – prozy – był Julian Stryjkowski, który nie robił tajemnicy z faktu, że jest homoseksualistą. Następcą Stryjkowskiego został Henryk Bereza, który przyznał się do swoich „komplikacji uczuciowych”.

Jan Lechoń, Jarosław Iwaszkiewicz, Karol Szymanowski, Witold Gombrowicz, Julian Stryjkowski, Jerzy Andrzejewski, Maria Dąbrowska, Miron Białoszewski, Wilhelm Mach, Michał Głowiński, Jerzy Waldorff, Henryk Bereza, Edward Stachuradługa jest lista znanych i „straszliwie prześladowanych” homoseksualistów polskich. Michał Witkowski, również zdeklarowany homo, autor powieści „Lubiewo”, potwierdza istnienie lobby homoseksualnego w polskich instytucjach kulturalnych. Według niego bardzo to ułatwia funkcjonowanie w świecie artystycznym: Lobby gejowskie istnieje. To jest tak, że na przykład w instytucjach kulturalnych masz łatwiej. Wszędzie są cioty, gdzie nie spojrzeć. Może nie w górnictwie, nie wiem. Ale już w teatrach, czy wszędzie, gdzie chcesz coś wystawić, w telewizjach, no wszędzie są cioty. Do mnie się odnoszą bardzo dobrze i jest mi łatwiej. Homoseksualista Oskar Wilde żył w cywilizowanym społeczeństwie, gdzie nie prześladuje się ludzi o odmiennych preferencjach seksualnych, ponieważ jednak był pedałem, musiał umrzeć jak clochard i ostatni śmieć. Homoseksualista Iwaszkiewicz żył w barbarzyńskim świecie, gdzie prześladuje się wszystkich Biedroniów i Śmiszków, i umarł jak król. Porozmawiajmy o logice.

Styl

Styl, maniera, rozpoznawalne cechy danej twórczości, w literaturze czy w malarstwie, w każdej twórczości zresztą, traktowane są jako osiągnięcie, świadectwo dojrzałości, jako niepodważalna zaleta i powód do dumy dla twórcy. Stwierdzenie, że ktoś „posiada swój styl” zawsze funkcjonowało jako rodzaj najwyższego komplementu i uznania. I zawsze wydawało mi się to szalenie podejrzane, bo kiedy zastanowić się nad tym nieco głębiej trudno nie zauważyć, że w istocie oznacza to skostnienie, bezsilność, kopiowanie samego siebie, powielanie starych schematów, marazm. Przekonanie to podzielał Lew Szestow. W jego „Apoteozie nieoczywistości” znalazłem trafną diagnozę tego nieporozumienia. Warto dokładnie zacytować jego słowa: W gruncie rzeczy, twórca zazwyczaj doznaje samych przykrości. Wszelka twórczość jest tworzeniem z niczego. W najlepszym razie mamy do czynienia z bezkształtnym, bezsensownym, na ogół opornym i twardym materiałem, który ledwo poddaje się obróbce. Zresztą, nie wiadomo, jak się do niego zabrać. Za każdym razem przychodzi do głowy nowy pomysł. I za każdym razem ten nowy pomysł, który przez moment wydawał się znakomity, urzekający, trzeba odrzucać jak zbędne rupiecie. Twórczość jest nieustannym przechodzeniem od niepowodzenia do niepowodzenia. Ogólny stan człowieka tworzącego – nieokreśloność, niejasność, niepewność jutra, roztrzęsienie. I im poważniejsze, donioślejsze, bardziej oryginalne jest zadanie, które wziął na siebie, tym bardziej się męczy. Dlatego też większość ludzi, nawet genialnych, nie wytrzymuje działalności twórczej à la longue. Gdy tylko opanowali technikę, zaczynają się powtarzać, wiedząc, że publika nie jest zbyt wymagająca i bez niechęci przyjmie od faworyta jedno i to samo, a nawet widzi w tej jednostajności zaletę. Każdy miłośnik sztuki jest zadowolony, gdy w nowym utworze rozpozna „manierę” artysty i prawie nikt się nie domyśla, że pojawienie się maniery oznacza początek końca. Artyści dobrze to rozumieją i chętnie wyzbyliby się tej maniery, w której sami już widzą szablon, ale to wymaga zbyt wielkiego natężenia sił, nowych udręk, wątpliwości, niepewności. Ten, kto raz przeżył „rozkosze twórczości”, po raz drugi dobrowolnie im nie ulegnie.

Prawo autorskie

Goldoni, istny tytan pracy, przekazał do teatrów 16 sztuk tylko w jednym sezonie i nigdy nie doczekał się żadnej zapłaty. Ani grosza przez cały rok, zupełnie nic, pisał. Chwalono go, podziwiano, zasypywano komplementami, ale – jak słusznie zauważył – człowiek do życia potrzebuje czegoś więcej niż chwały.

Prawo autorskie w obecnej formie (drapieżnie egzekwującym niebotyczne honoraria za byle głupiutką pioseneczkę) jest osiągnięciem stosunkowo nowym, mającym początek w XVIII stuleciu. Ciekawe, że pojęcie „twórczości” długo było nieobecne w naszej kulturze. W antycznej Grecji w ogóle nie istniał taki termin, w Rzymie określenia creator używano w znaczeniu „ojciec”, a creator urbis – „założyciel miasta”. W średniowieczu i w epoce odrodzenia słowo creator, jako synonim Boga, występowało jedynie w teologii. Termin „twórca” wszedł do dziedziny sztuki dopiero w XIX wieku, stając się synonimem artysty. Od niego powstały przymiotnik „twórczy” i rzeczownik „twórczość”, używane do dziś w odniesieniu do artystów i ich pracy. A pierwszą umową w sprawie respektowania praw autorskich była tzw. konwencja berneńska zawarta w Bernie 9 września 1886 roku, która powstała zresztą z inspiracji pisarza, Wiktora Hugo.

3 myśli

Knossos? Tyle zachwytów, a tam nie było na co patrzeć. Kilka starych, oszczanych kamieni i tyle tej starożytności – powiedziała z pogardą.

Jasne. Wszystko, dokładnie wszystko, widzimy przez pryzmat tego, kim i jacy jesteśmy.

                                                                        ***

Tworzyć, pisać, to zajmować stanowisko, to opowiadać się po jakiejś stronie. Twórczość to manifestacja osobowości. To osobowość pisze, maluje, rzeźbi. Zapewne z tego powodu we współczesnej sztuce brakuje wielkich dzieł. Tworzy ją Nikt.

                                                                       ***

Słowo tolerancja ma obecnie jednoznacznie pozytywne konotacje. Kojarzy się zwykle z oświeconą postawą wyrażającą szczere poszanowanie dla wszelkiej odmienności. Ale prawdziwe oblicze tego słowa, ukryte za pobłażliwą i uprzejmą maską, jest jednak inne. Słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego czasownika tolerare, co znaczy „przecierpieć”, „wytrzymywać”, „znosić”, „ścierpieć”. W tym kontekście wyrażenie jestem tolerancyjny znaczy w istocie jestem cierpliwy i odporny na twoją głupotę. W słowie tolerancja jest więcej znoszenia niż akceptacji. Jest to zwykle postawa wymuszona, postawa słabych – silni rzadko bywają tolerancyjni. Nie muszą.

Màrai

Jego twórczość jest solidna w absolutnie najlepszym tego słowa znaczeniu. Zawsze wie o czym pisze i pisze to dobrze. Można mieć do niego pełne zaufanie. Màrai jest solidny. Nie tylko w twórczości, zresztą. Kiedy postanowił odejść z życia popełniając samobójstwo, zapisał się wcześniej na kurs strzelania. Niczego nie pozostawił w kapryśnych łapkach przypadku, żadnej fuszerki, żadnego amatorstwa.